Wielka pomarańczowa awantura

Holandia nie byłaby sobą, gdyby nie grała na pomarańczowo i gdyby w jej obozie gdzieś w okolicach wielkiej piłkarskiej imprezy nie wybuchł jakiś konflikt.

Klaas-Jan Huntelaar już opowiedział wszystkim przedstawicielom mediów, jakich tylko mógł znaleźć (w tym i nam, na ucho i pod stołem) jak bardzo rozczarowany jest decyzją Berta van Marwijka, który w pierwszym składzie zamierza jednak postawić na Robina van Persiego . Foch supersnajpera Schalke tylko wpisuje się w długą tradycję robienia na zgrupowaniach dymów przez gwiazdorów ''Pomarańczowych''. Tradycję równie holenderską co gra w drewnianych chodakach.

Ta piękna i niezwykle długa historia zaczęła się blisko dwie dekady temu, w roku 1993. Być może dzisiejszej młodzieży trudno w to uwierzyć, ale były też czasy, kiedy holenderscy szkoleniowcy prowadzili kadrę Holandii, a nie wszystkie reprezentacje świata. Obecny selekcjoner Sbornej Dick Advocaat pracował wówczas właśnie z Oranje. I kompletnie nie mógł dogadać się z jedną ze swoich gwiazd, 31-letnim wtedy Ruudem Gullitem. Najpierw Gullit obraził się za fakt, że w meczu z Anglią zamiast w środku pola ustawiony został na prawej stronie. Potem jeszcze bardziej ubodło go to, że został zmieniony przez Marca Overmarsa i poprzysiągł już nigdy nie zagrać w drużynie narodowej. Potem zdanie zmienił, ale podczas obozu przygotowawczego przed mundialem w USA znów się obraził, wrócił do Holandii i zakończył reprezentacyjną karierę.

W 1996 pod wodzą Guusa Hiddinka było jeszcze gorzej. Po bezbramkowym remisie ze Szkocją na inaugurację, przed drugim meczem Hiddink posadził na ławce rezerwowych Johana de Kocka, Gastona Taumenta i Edgara Davidsa. Ten ostatni wziął to sobie tak do serca, że wrócił do domu w trakcie trwania turnieju. W pierwszej połowie meczu ze Szwajcarią trener postanowił również zdjąć z boiska wściekłego Clarence`a Seedorfa, bojąc się, że ten zaraz zobaczy czerwoną kartkę. Po tym wszystkim holenderski szkoleniowiec został oskarżony o to, że jest rasistą, a prawdopodobnie także masonem, przeciwnikiem ścieżek rowerowych, kibicem hokeja na trawie i ogólnie o wszystko co najgorsze. A pół kadry chodziło na niego obrażone.

Holendrzy z zadym wewnątrzreprezentacyjnych zaczęli być znani na tyle, że po MŚ 1998, podczas których zajęli czwarte miejsce, zostali przez wielu komentatorów uznani za najlepszą drużynę całego turnieju i, co owi komentatorzy podkreślali, wynikało to z tego, że po raz pierwszy od lat piłkarze nie kłócili się między sobą.

Nie zawsze przekładało się to jednak na wyniki sportowe. Oranje na mundial 2002 się nie zakwalifikowali, a prasa zażądała głowy trenera Louisa van Gaala. Niestety zwolnić go mógł tylko dyrektor techniczny federacji, nazywający się jakoś znajomo. Dyrektor Louis van Gaal odmówił zwolnienia trenera Louisa van Gaala, tłumacząc zarazem, że to świetny szkoleniowiec, który do tego ma kontrakt aż do 2006 roku. I powinien go wypełnić. Wreszcie jakoś dał się przekonać, ale to jeden ze śmieszniejszych konfliktów wewnątrzzwiązkowych, jakie widzieliśmy. A w zasadzie braków konfliktów.

Cztery lata temu, przed Euro 2008 też wcale nie było różowo. Przed turniejem na szkoleniowca Marco van Bastena obraził się Clarence Seedorf. Dlaczego? Bo wydawało mu się, że trener go nie lubi.

Czułem, że nie chce mnie w kadrze i nie chciałem jechać na miesięczny turniej, gdzie istniałoby ryzyko konfliktu. To nie byłoby fair w stosunku do kogokolwiek, wliczając w to innych zawodników, więc się wycofałem. Ale byłby szczęśliwy, gdybym znalazł się w tym składzie - powiedział gwiazdor Milanu.

To się dopiero nazywa foch. Na Euro 2008 zabrakło również Marka van Bommela. Dlaczego? A czy mógł być jakikolwiek inny powód niż konflikt pomiędzy holenderskim pomocnikiem a trenerem van Bastenem? Van Bommel do kadry wrócił dopiero wtedy, gdy objął ją jego teść Bert van Marwijk. Zresztą w ogóle wydawało się, że trzyma on ego każdego z holenderskich piłkarzy na uwięzi. Ale czy teraz urażone ambicje Huntelaara zaatakują jego drużynę?

Łukasz Miszewski

DOŁĄCZ DO NAS NA FACEBOOKU