Bohaterowie naszej młodości: Teemu Selanne

Wszystkiego co wiem o hokeju nie nauczyłem się analizując poszczególne taśmy wideo z meczami z igrzysk olimpijskich w Lake Placid, ale z serii filmów ''Potężne Kaczory''. Nic zatem specjalnie dziwnego, że wciąż jeszcze pewnym sentymentem darzę Anaheim Ducks, wcześniej znane jako Mighty Ducks of Anaheim a jeszcze wcześniej jako Prince.

Tak, tę śmieszną disneyowską drużynę. Nie, nie jestem jej zapalonym kibicem. Ale sami rozumiecie - ''Potężne Kaczory'', Paul Kariya (wydraftowany jakimś cudem za Alexandrem Daiglem, jedną z największych draftowych wtop w historii NHL) - pół-Japończyk, który z łatwością zaliczał po około 100 punktów w sezonie i miał być jednym z najlepszych 10 zawodników, którzy kiedykolwiek zaszczycili swoją obecnością światowe lodowiska... No i Teemu Selanne oczywiście.

W zasadzie ciężko powiedzieć, dlaczego na myśl o Finie czuję coś w rodzaju wzruszenia. W zasadzie ciężko też powiedzieć, dlaczego na myśl o Finie mam ochotę wykonać bodiczka na pierwszej z brzegu osobie, która mija mnie na ulicy. W końcu Selanne najlepsze wyniki indywidualne wykręcał w swoim debiutanckim sezonie 1992/1993 w ś.p. Winnipeg Jets i nigdy potem już się do nich nawet nie zbliżył (76 bramek, 56 asyst i jak łatwo policzyć 132 punkty). Trapiony przez mniejsze lub większe urazy z 17 sezonów w NHL rozegrał tylko trzy pełne. Poza pierwszym rokiem rozgrywkowym w Jetsach i pobytem w kalifornijskim, choć dość prowincjonalnym (wielkości Bydgoszczy) Anaheim nigdy też jakoś specjalnie nie zachwycał - ani w San Jose Sharks, ani w Colorado Avalanche.

Z drugiej myśląc ''snajper'', mówię ''Simo Hayha''. Myśląc ''inny fiński snajper, używający krążka i kija, a nie karabinu Mosin M28'', mówię ''Teemu Selanne''. Jasne, w ciągu ostatnich dwóch dekad pojawiali się gracze jeszcze skuteczniejsi niż ''The Finnish Flash'', w tym silny zaciąg ze złej strony Bugu. ''Rosyjska rakieta'' Pavel Bure zaliczał przez całą karierę średnio 0,62 bramki na mecz; Ilja Kowalczuk, który przed tym sezonem podpisał z New Jersey Devils kontrakt wartości średniej wielkości kontynentu 0,54; Aleksander ''Nie, nie, Sidney Crosby to ten drugi'' Owieczkin kosmiczne 0,67. Przy tym statystyczne pół gola na spotkanie ''Fińskiej błyskawicy'' nie zwala z nóg. Należy jednak pamiętać o tym, że statystyka kłamie, a nawet jeśli nie kłamie, to nie mówi wszystkiego. Na przykład tego, że Selanne ma imponującą szczękę, która zapewniłaby mu pewne miejsce w obsadzie ''Mody na sukces''.

Teemu Selanne

Ani tego, że to co ma robić (strzelać na bramkę rywali i to strzelać celnie) robi już niemal od dwóch dekad (!) i mało tego - robi to dobrze. Wciąż. Tak, urodzony w roku w roku 1970 Teemu w 39 spotkaniach tego sezonu zaliczył już 14 trafień i 27 asyst. W weekend ukłuł dwukrotnie Edmonton Oilers, dzięki czemu przekroczył magiczną granicę 1300 punktów w klasyfikacji kanadyjskiej (w 1225 meczach). Statystyka mówi z kolei (oprócz tego, że Fin przekroczył magiczną granicę 1300 punktów w klasyfikacji kanadyjskiej) za to inne ciekawe rzeczy - między innymi to, że tylko pięciu trafień brakuje mu do 625 bramek Joe Sakica, 14. najlepszego strzelca NHL w historii. I że ''The Finnish Flash'' jest najlepiej punktującym zawodnikiem w historii igrzysk olimpijskich (20 bramek i 17 asyst w pięciu olimpijskich turniejach).

Tacy jak Bure czy Kowalczuk... jak to mówią Amerykanie ''Howdy ho!'' ''The just come and go''. Ale tacy jak Selanne, którzy przez dwa dziesięciolecia wychodzą kilkadziesiąt razy w roku na lód i niezmiennie, jak automat, wykonują swoją robotę, to naprawdę cholerna rzadkość. Rzadkość coraz rzadsza w tych smutnych czasach.

Łukasz Miszewski