Z Czuba błędnie typuje - sezon 2010/2011

Piłkarski sezon 2010/2011 nadciąga wielkimi krokami, jakich nie powstydziłby się Yeti/Peter Crouch/wieża radiowo-telewizyjna w Trzeciewcu (dowolne skreślić), bądź już się zaczął. Podtrzymując naszą świecką tradycję błędnego typowania, zamierzamy podtrzymywać naszą świecką tradycję błędnego typowania. Czyli w skrócie: błędnie typujemy zwycięzców rozgrywek, które zamierzamy śledzić przynajmniej jednym okiem. Jeśli oczywiście starczy nam oczu.

Łukasz


Ekstraklasa: Polonia Warszawa. Ostatni raz, gdy byłem przekonany, że nie zdobędą tytułu, zrobili to. Dlatego właśnie jestem przekonany, że w 2011 roku mistrzem Polski będą ''Czarne koszule'' - jestem o tym przekonany paradoksalnie z tego powodu, że jestem przekonany, iż tak się nie stanie. Poza tym statystycznie rzecz biorąc, któreś z transferów prezesa Wojciechowskiego muszą zadziałać.

Premier League: Tottenham. Bo jaki może być, oprócz popijawy, kupna Zlatana Ibrahimovicia czy zbiorowego wygalania brwi Aarona Lennona lepszy sposób na uczczenie 50. rocznicy ostatniego mistrzostwa niż zdobycie mistrzostwa? Tym bardziej, że jeśli ''Koguty'' przejdą jakąś szwajcarską juniorską drużynę (Young Boys Berno), po raz pierwszy w historii zagrają w Lidze Mistrzów nazywającej się ''Liga Mistrzów''. Na fali tego sukcesu mogą daleko popłynąć w lidze, tym bardziej, że usunięto im już z drogi jednego jedną rafę. Beniteza.

Bundesliga: Borussia Dortmund. Kiedy ostatni raz ktoś połączył ''Kubę'' z ''Lewym'', mieliśmy ponad 50 lat reżimu, którego nie ruszyło nawet pojawienie się MTV, Internetu i Lady GaGi. Może i dominacja ekipy z Zagłębia Ruhry nie będzie tak długa, jednak mam dziwne wrażenie, że polski duet może podbić Zachód zdecydowanie efektowniej niż Ivan & Delfin.

Ligue 1: PSG. A dlaczego nie?

Primera Division: Tutaj do wyboru mamy dwa zespoły - Barcelonę i Real. Mistrzostwo zdobędą ci pierwsi, bo najlepszy zawodnik ''Królewskich'' będzie zbyt zajęty rozwijaniem na swoim ciele tej jakże fascynującej historii obrazkowej.

Liga Mistrzów: Tottenham. Bo jest jeszcze lepszy sposób na uczczenie 50. rocznicy ostatniego mistrzostwa - to triumf w Champions League. Poza tym brwi Lennona nie starczy dla wszystkich.

Spiro

Ekstraklasa: Legia Warszawa. Po pierwsze chciałbym dowodu, że jeśli jest duży, świecący w nocy stadion, jeśli morale na boisku, na trybunach i w klubowych kuluarach są wysokie - da się zbudować mocną europejską drużynę nawet w Polsce. Po drugie tam, gdzie dwóch się biło (Lech, Wisła) i jest wycieńczonych, poranionych, tam trzeci korzysta. Warszawskie drużyny będą tymi, które zechcą skorzystać z okazji. Polonijne ruchy transferowe były efekciarskie, ale polski Real Madryt przegra z polskim... hmm... (znacie jakiś klasowy zespół, który właśnie się cieszy, bo zbudował sobie świecący w nocy stadion?). Tak czy siak, wygra Legia.

Premier League: Manchester United. Dlaczego? Bo w nowy sezon wchodzą płynnie, bez jakichś frenetycznych ruchów transferowych (czego nie uniknęli najwięksi rywale). Poza tym Tomasz Kuszczak być może wreszcie stanie się piłkarzem, od którego będzie zależało więcej, niż sukces w Pucharze Ligi Angielskiej, więc życzę mu mistrzostwa. Jego konkurentowi, van der Sarowi życzę natomiast fajnej imprezki z okazji 40-tych urodzin.

Serie A: AS Roma. Ostatni tytuł? 10 sezonów temu. Od tamtego czasu sześć wicemistrzostw. Przy "niewiadomodokądzmierzamy" większości włoskich potęg, przy sytym Interze Mediolan... Kto wie. Może dekada i historia zatoczy pełne koło.

Bundesliga: Borussia Dortmund. Ot tak, bez powodu. Albo dobra - bo bardzo dobrze życzę duetowi Kagawa-Barrios.

Ligue 1: AS Monaco. Bo skoro hegemonia Lyonu została ostatecznie złamana, nowym porządkiem w tej lidze będą nowi mistrzowie co roku. Po Bordeaux i Marsylii czas na trzecią głodną sukcesów, zasłużoną drużynę.

Primera Division:
Real Mourinhdryt.

Liga Mistrzów: Sparta Praga. Widzieliście oczy Tomasa Repki? On naprawdę tego chce.

Bazyl


Ekstraklasa: Jagiellonia. Serce podpowiada Lecha, ale Lech podpowiada każdego innego. Pozostaje więc liczyć, że mistrzostwo zdobędzie najładniej grający polski zespół, a na taki wyrasta Jaga. Ekipa Michała Probierza jako jedyna w pucharach nie postanowiła stanowić akcentu humorystycznego, wiec coś się jej należy. Tylko czy mistrzostwo to dobra nagroda? W końcu zaraz za nią idzie kara w postaci eliminacji Ligi Mistrzów.

Premier League: Manchester City. Dla dobra ludzkości. Obawiam się, że jeśli szejkowie nie wywalczą mistrzostwa, to postanowią kupić wszystkich piłkarzy świata i w każdym meczu będą przeciw sobie wystawiać kukły w strojach przeciwników.

Bundesliga: St. Pauli. Wczoraj awans, dzisiaj mistrzostwo, jutro cały świat.

Ligue 1: Caen. Beniaminek zaczął od pokonania na wyjeździe broniącej tytułu Marsylii, dalej powinno być już z górki.

Primera Division: Barcelona- oryginalnie, prawda? Ale czy ktoś potrafi wskazać w Hiszpanii drużynę, która mogłaby przeszkodzić Barcy i Realowi w wesołym dominowaniu i odskoczeniu od trzeciej drużyny na miliard punktów? Chociaż naprawdę byłby szczęśliwy, gdyby okazało się, że tytuł zgarnie Sevilla, Valencia albo obudzi się Atletico, które miało mistrzowskie aspiracje, a musiało bronić się przed spadkiem.

Liga Mistrzów:
Twente. Są pierwszą od 1964 roku drużyną spoza czwórki Ajax, Feyenoord, PSV, AZ, która zgarnęła mistrzostwo Eredivisie. Uważam, że byłoby niezwykle zabawnie, gdyby zaraz potem poszli dalej i zdobyli Puchar Europy. Takim wyczynem na pewno przebiliby trumf Porto w 2004, a może i Crveną Zvezdę z 1991. No i już widzę te hordy ludzi w koszulkach Bryana Ruiza twierdzące, że Twente to kibicowali już w 1964. A po powstaniu klubu dopingowali go jeszcze bardziej.

Więcej o: