"You better stop... er", czyli sezon na środku obrony

Stoper nie cysorz i klawego życia nie ma. Żadnego wylegiwania się we flanelowych piżamkach, żadnej bardzo fajnej cesarzowej i nawet na lekturę ''Sportowca'' nie może sobie pozwolić, bo napastnik drużyny przeciwnej zrobi z niego ''WTK i Karuzelę''. Karuzelę zwłaszcza.

Ile kosztuje chwila nieuwagi stopera wszyscy widzieli w derbach Nowej Huty i ciekawe, czy grano potem z nieszczęsną ofiarą w salonowca. I przy pomocy czego grano. Ciężka jest dola stopera: ma rozpoznawać i zabezpieczać, powstrzymywać i rozgrywać, asekurować, podawać, pilnować napastników (''a te bestie jak nie czmychną...'') i jeszcze przy tzw. stałych fragmentach gry biec pod bramkę przeciwnika, strzelać gola, wracać... I tak do późnej starości, bo jakoś tak się utarło, że dobry stoper to i do czterdziestki pociągnie. Znaczy, na boisku.

Życie stopera jest też stresujące: napastnik czy pomocnik, może pomóc sobie rękami, może zrobić wślizg na biodro albo łokciem potraktować kolano przeciwnika, może szarpnąć, ugryźć, uszczypnąć, po czym wzruszyć ramionami, ze przecież rzut wolny to jeszcze nie bramka, prawda? Od czego mamy stoperów? Niech uważają przy rzucie wolnym. A biedny stoper cały czas gra ze świadomością, że przecież przeciwnik wcale nie przyszedł w nasze pole karmne, żeby grać w piłkę. On tu przyszedł, żeby się wywalić, położyć się, zawyć, poturlać i zapłakać na temat swych nieletnich dziatek i stuletniego dziadka. Jakikolwiek kontakt może być przyczyną wielu groźnych chor... rzutów karnych, a zagrania na które na środku boiska nie zwrócił by uwagi nawet sędzia Padureanu, w polu karnym mogą zakończyć się czerwoną kartką. I graj tu, człowieku, z takim garbem odpowiedzialności. A jeszcze bramkarz krzyczy.

Życia stopera ma, oczywiście, swoje plusy... Mówiąc precyzyjniej - dwa plusy. Niestety, nie wiadomo jeszcze jakie, ale badania trwają.

Spróbujmy zatem podsumować sezon 2009/2010 w wykonaniu stoperów. Podział pracy wygląda następująco: ja próbuję subiektywnie ułożyć środki obrony od najgorszych do najlepszych, Szanowna Wycieczka zgadza się lub nie, a całość wieńczą posądzenia o chodzenie na pasku i udział w spisku anty... przepraszam, nie pamiętam, na antyczyj spisek przypada kolej w tym tygodniu.

Piast Gliwice

Po sezonie 2008/2009 wydawało się, że duet Kamil Glik - Mateusz Kowalski ma przed sobą wielką przyszłość. Sezon 2009/2010 bardzo boleśnie to zweryfikował - środek obrony Piasta okazał się być miłym puchatym zwierzątkiem, drużyna straciła 50 bramek, Mateusz Kowalski najpierw leczył własną kontuzję, a potem powodował cudze, a Paweł Gamla biegał aż pod pole karne przeciwnika i prosił, żeby ktoś mu pomógł, bo Kamil Glik trenuje bycie ''koniczynką'' i znowu wkręcił się w murawę po kolana.

Cracovia

Prezes Filipiak powiedział niedawno, że para Polczak-Wasiluk to najlepsza para stoperów w Ekstraklasie. Ten żart bardzo ubawił trenera Lenczyka. Cracovia szuka nowego trenera.

Właściwie ''tu jeszcze dalej można pójść'' i powiedzieć, że najlepszą parą stoperów w Ekstraklasie jest para Polczak-Wasiluk-Tupalski. A co robi para? Para, jak pisał Julian Tuwim, robi ''buch''. Piotr Polczak też robi ''buch'', najczęściej przy pomocy łokcia, przy czym nie ma znaczenia, kto akurat pod tym łokciem jest, o czym parę razy przekonał się Łukasz Merda (bo Marcina Cabaja Polczak jednak się boi). Łukasz Tupalski jest bardziej wszechstronny, bo używa wszystkich kończyn, a rekord pobił, gdy kiedyś wchodząc na boisko w drugiej połowie, jeszcze nie dobiegł do pola karnego, a zarobił żółtą. A powinien dwie, ale sędzia nie uwierzył własnym oczom. Poza tym cała trójka to rzeczywiście świetni stoperzy: Polczak jest świetnym stoperem, gdy gra jako defensywny pomocnik, Wasiluk - gdy gra na lewej obronie, a Tupalski, gdy nie gra.

Odra Wodzisław

Jacek Kowalczyk - człowiek-orkiestra: żółte kartki, czerwone, samobóje, rzuty karne, obrzydzanie cynaderką i bycie dla własnego bramkarza jako ten cierń i katarakta. Marcin Dymkowski był tylko trochę mniej nieudolny, ale miał nader przydatną umiejętność: kiedy już sprowokował rzut karny albo zasnął na posterunku i przeciwnik zdobył bramkę, Dymkowski potrafił wziąć sprawy na własną głowę i efektownym golem odrobić straty. Okresowo na pozycji stopera grał Marcin Malinowski, co było pomysłem... cóż, łagodnie mówiąc: było to pomysłem trenera Wieczorka.

Arka Gdynia

Jesienią nieźle pokazał się Mateusz Siebert, ale potem doznał kontuzji i trener Pasieka zaczął coraz bardziej siwieć. Miał do dyspozycji Mrowca, Ulanowskiego i Szmatiuka. Dla rozróżnienia: Ulanowski to ten, który po pół godzinie meczu zaczynał głośno (zazwyczaj przy użyciu sylaby ''hyyyyy'') zaprzeczać tezie o wyższości doświadczenia nad młodością. Adrian Mrowiec to odmiana Mariusza Jopa, ale z włosami, a Maciej Szmatiuk grabił sobie przez cały sezon, ale trzema ostatnimi meczami odrobił wszystko i jeszcze na mały pomniczek za gola GKS-em Bełchatów by wystarczyło. W ostatnich meczach Arki był jednym z najlepszych jej zawodników, co z jednej strony nie jest aż taką wielką sztuką, ale z drugiej, żaden kibic Arki nie myśli już o smole i pierzu.

Polonia Warszawa

Tomasz Jodłowiec, Łukasz Skrzyński, Piotr Dziewicki - robi wrażenie, prawda? Cóż, przez większość sezonu ten zestaw rzeczywiście robił wrażenie i było to wrażenie z gatunku ''a dlaczego tu nie ma okien? A dlaczego tu nie ma klamek''? Wysocy, silni, zwinni i... i bezradni. Tomasz Jodłowiec spędzał całe dnie na unikaniu sprzedaży za granicę, Piotr Dziewicki dumnie potrząsał bujną fryzurą, a Łukasz Skrzyński zaczynał wrastać w ławkę i mówić tubalnie: ''Nie bądźmy tacy pochopni, paniczu Merry''. W ostatnich kolejkach sezonu było już nieco lepiej, ale złośliwi twierdzą, iż ze względu na działalność duetu Mierzejewski-Gołębiewski, przeciwnik angażował większe siły w obronę i dlatego rzadziej odwiedzał polonijne pole karne.

Korona Kielce

41 straconych bramek, ale aż 30 z nich padło jesienią. Wiosną obrona Korony imponowała skutecznością i zgraniem, Hernani skojarzył sobie, że ''defense'' i ''the fence'' brzmi podobnie, po czym twórczo rozwinął to skojarzenie i zamiast ''the fence'' stworzył z Pavolem Stano ''the wall''. A sam Pavol Stano miał wiosną wejście lepsze niż Marylin Monroe na urodzinach prezydenta Kennedy'ego: jeden gol, drugi, trzeci... Na przyjściu Stano stracił Piotr Malarczyk, ale to młody gracz, więc jeszcze przez parę lat może się zapowiadać.

Zagłębie Lubin

Tylko które Zagłębie - jesienne czy wiosenne? Jesienny środek obrony dostarczał wielu wzruszeń, nadziei, rozczarowań i ataków. Ataków częściej. Zwłaszcza ataków śmiechu. Kiedy do piłki dochodził Łukasz Jasiński, monsieur Alphonse jęczał: ''O, moje słabe serce!'', Rene Artois krzyczał: ''You stupid woman!'', a miejscowa policja mruczała coś o ryrach i to niekonieczne dybrych. Nawet Sreten Sretenović nie wytrzymał i dyplomatycznie udał się na zwolnienie. Przykład Michała Łabędzkiego używany jest na lekcjach fizyki jako ilustracja definicji IV zasady dynamiki (''Jeśli jedno ciało działa na kark drugiego z siłą łokcia, to drugie ciało działa na trzecie z siłą będącą sumą siły łokcia i rozpędu głowy, co zazwyczaj wyraża się wzorem F(ł) x F(g) = V(p) > T(B)''). Wiosną było już dużo lepiej. Michał Stasiak wnosił do gry siłę spokoju i spokój siły, a Sergio Reina... cóż, wszyscy go chwalą, a ja ciągle nie mogę się do niego przekonać. Z czego, oczywiście lepiej nie wyciągać żadnych wniosków.

Polonia Bytom

Adrian Klepczyński, Lukas Killar, Lukas Killar, Adrian Klepczyński, 31 straconych bramek i co tu niby można więcej napisać? To może opowiem dowcip? Ten o gąsce Balbince.

- Ależ wodzu, co wódz...

No to może napiszę, że w siedmiu spotkaniach wystąpił Piotr Kulpaka, co stanowiło miłe, choć w sumie niewiele wnoszące, urozmaicenie.

Śląsk Wrocław

Piotr Celeban i Mariusz Pawelec praktycznie nie mieli konkurencji, ale to akurat w Śląsku nic dziwnego, bo w sezonie 2009/2010 żaden zawodnik pierwszego składu nie miał konkurencji. I może to właśnie jest odpowiedź na pytanie, co się dzieje ze Śląskiem. Obaj wrocławscy stoperzy grali dokładnie to samo, co pół roku temu, co rok temu i co pewnie zagrają jesienią - taki niedoprawiony szpinak. Czasem na środku obrony zjawiał się Dariusz Sztylka albo Antoni Łukasiewicz i wtedy można było mieć nadzieję na jakiegoś efektownego klopsa, Anie niestety na nadziei się kończyło, bo w tym sezonie Śląsk nawet klopsy miał nudne i bezpłciowe.

Lechia Gdańsk

Sergejsa Kożansa chwaliłem już jesienią, Hubert Wołąkiewicz chwalony jest przez dziennikarzy, wróżących mu wielką karierę, Peter Cvirik większość sezonu spędził na leczeniu, dzięki czemu odpadł problem, jak w ''poligonowej'' czcionce umieścić daszek nad ''C'', a Jacek Manuszewski zagrał tylko w sześciu jesiennych spotkaniach, a następnie został odejdziony do Orkana Rumia, z którym zajmuje na razie 3 miejsce w III lidze. Poza tym środek gdańskiej obrony wyróżnia się tym, że może na nim zagrać każdy, więc proszę nie drażnić trenera Kafarskiego i że zdobył aż 5 bramek, z czego cztery po rzutach karnych Huberta Wołąkiewicza.

GKS Bełchatów

Środek tej drużyny długo grał na wysokim ''ce'', ale im bliżej końca sezonu, tym bliżej mu było (temu środku) do niskiego ''co'', a konkretnie ''co się będę wysilał''? Ostatnie mecze w wykonaniu Dariusza Pietrasiaka i Mate Lacicia przyprawiłyby bełchatowskich kibiców o parę zawałów, ale bełchatowscy kibice nie należą do naiwnych, znaki ostrzegawcze na niebie, ziemi i murawie widzieli od dawna, a odkąd szansa na puchary odpłynęła w siną dal, przestali się przejmować. Wzruszali ramionami, gdy Mate Lacić spacerował po boisku w poszukiwaniu straconego czasu, machali ręką, gdy Dariusz Pietrasiak chciał przekonać się, jak to jest być stoperem Cracovii i piłka o mało nie odgryzła mu obu nóg, a zwłaszcza lewej. Nie domagali się nawet wpuszczenia na boisko Edwarda Cecota, a o Pawle Magdoniu chyba nawet zapomnieli. Przez mgłę pamiętają za to grudniowy mecz z Polonią Bytom, kiedy to pierwszą bramkę dla GKS-u strzelił Dariusz Pietrasiak, a Mate Lacić uratował remis w 90 minucie. Pesymiści są zdania, że ''to se ne vrati...'', a optymistów jakoś dziwnie zniknęło.

Ruch Chorzów

Obiektywne trudności kadrowo-zdrowotne spowodowały, że na pozycji stopera grało w tym sezonie aż 5 zawodników: Rafał Grodzicki (to ten od czerwonych kartek), Maciej Sadlok (to ten od coraz to wyższej sumy ewentualnego transferu), Piotr Stawarczyk (to ten od bramki z Piastem), Piotr Kieruzel (to ten z Kołobrzegu) i Ariel Jakubowski (to ten najstarszy). Sześciu. Bo jeszcze Grzegorz Baran (ten od brata Arkadiusza). Sadloka chciałaby kupić połowa polskich klubów, a Piotr Kieruzel byłby pewnie gotów dołożyć się do transferu, bo miejsce w pierwszej jedenastce drużyny, która gra w pucharach, to całkiem fajna sprawa. 30 bramek straconych w 30 meczach to niby też fajna sprawa, ale oznacza, że statystycznie Ruch w każdym meczu traci gola.

Jagiellonia Białystok

Wydawało się, że duet Skerla-Stano będzie wieczny jak piramidy i nierozłączny jak Flip i Flap, Robert i Bertrand, Piszpunta i Hajaszek czy Trynidad i Tobago, ale coś się zepsuło w państwie jagiellońskim i Stano odszedł do Kielc. Jego miejsce na środku obrony zajął Thiago Rangel Cionek i chyba pora wyjaśnić, że to coś, co nami miota, to są tak zwane sprzeczne uczucia, znane lepiej jako ''ambiwalencja''. Walencję Cionek uprawa konsekwentnie, o czym mogła się przekonać kość jarzmowa Andrzeja Niedzielana, mającego na temat Cionka własne, niekonieczne cenzuralne zdanie. Trzeba jednak Cionkowi oddać, że z ligowego fajt-łapy wyrósł na ligowego fajt-era, dzięki czemu Andrius Skerla może sobie pozwolić na dłuższe chwile relaksu oraz wyprawy w pole karne przeciwnika. Wisienka na torcie: Puchar Polski zdobył Jagiellonii stoper, Andrius Skerla. Dziękuję, nie mam więcej pytań.

Legia Warszawa

OK, stoperzy Legii mają łatwiej z definicji. Przepraszam, mieli łatwiej - Jan Mucha odszedł przecież do Evertonu i teraz stoperzy będą mieli naprawdę przegwizdane, bo do tej pory nawet jeśli popełnili błąd (a popełniali ich sporo), to i tak wszyscy krzyczeli ''Brawo, Janek''! Inaki Astiz ograł się w polskiej lidze, nabrał miejscowych nawyków, wie, że nie trzeba misternie wyłuskiwać piłki, skoro można po prostu użyć łokcia, a kiedy połączyć łokieć z kolanem, otrzymujemy bardzo wydajną Maszynę Wywołującą Upadek i Eeeeeno, Panie Sędzio! Dicksona Choto coraz częściej dręczą kontuzje, przez co robi się deczko nerwowy (patrz: Upadek i Eeeeno Panie Sędzio!), a wstawianie na środek obrony Wojciecha Szali to czysta perwersja. Sporym rozczarowaniem był dla mnie natomiast Pance Kumbev. Tyle razy ostrzyłem sobie klawiaturę i czekałem aż będę mógł napisać parę dawno wymyślonych na jego temat dowcipów, a tu kiszka z grochem - Kumbev robił swoje, grał przyzwoicie, żadna rewelacja ale też i żadna tragedia i co ja mam teraz z przeterminowanymi dowcipasami zrobić?

Lech Poznań

Kanoniczna para poznańskich stoperów to Bartosz Bosacki - Manuel Arboleda, wie to każde dziecko w Poznaniu i co drugie w Polsce. Ciężko sobie wyobrazić Lecha bez tych zawodników, tymczasem parę zdarzyło się, że trener Zieliński nie mógł z nich skorzystać i... i nic. Bo kiedy na przykład na środku obrony zagrała para Wojtkowiak-Djurdjević, to Lech i tak wygrał z Ruchem 3:1, a Djurdjević strzelił zwycięską bramkę. 5 bramek strzelonych w sumie przez poznańskich stoperów robi wrażenie, a jedyną ciemną chmurką na błękitnym niebie jest fakt, że Bartoszowi Bosackiemu za często w ostatnim sezonie puszczały nerwy i o ile kiedyś grał twardo, to teraz zaczyna zmierzać w kierunku brutalnie przez złośliwie. Co akurat w jego przypadku razi bardzo i chyba wszyscy woleliby, żeby to Łukasz Tupalski naśladował kapitana Lecha a nie odwrotnie.

Wisła Kraków

Tylko dwadzieścia bramek straconych w sezonie, a w większości meczów Arkadiusz Głowacki i Marcelo mieli za plecami Mariusza Pawełka. Ba! Bywały takie spotkania, gdy za plecami mieli Pawełka a obok siebie Mariusza Jopa! To zupełnie tak, jakby przejść z tacą, zastawioną kieliszkami szampana, po linie nad basenem pełnym krokodyli... co tam, krokodyli!... pełnym taplających półnagich piękności, podczas gdy na mecie czeka teściowa i profesor matematyki z liceum. I proszę - żaden kieliszek nie został ranny i tylko 20 kropel szampana spadło na tacę. W dodatku duet Marcelo-Głowacki zdobył dla Wisły Kraków aż 9 bramek, a sam Marcelo jest obecnie bodaj jedynym zawodnikiem, na którym klub mógłby zarobić sumę większą od budżetu na waciki.

POLIGONOWE PODIUM SUBIEKTYWNE (BARDZO)

Miejsce trzecie - Pavol Stano

Do tego, że jest filarem Jagiellonii zdążyliśmy przywyknąć, ale jego przejście do Korony było naprawdę imponujące. Dostaje więc to trzecie miejsce w połowie za zasługi, a w połowie, żeby nie kojarzono wiosennego Pavola Stano wyłącznie ze szczypaniem Joela Tshibamby po nerkach.

Miejsce drugie - Manuel Arboleda

Skoro subiektywnie, to wystarczyłoby ''bo tak!'', ale postaram się o odrobinę merytoryczności i użyję argumentu: ''a bo to sympatyczny facet''. No i od lat gra na tym samym wysokim poziomie, unika zbędnych fauli, a do fauli złośliwych czuje jakąś organiczną wprost niechęć, nie uznaje porażek, więc do końca usiłuje grać o zwycięstwo i ma fajne mistrzowskie koszulki.

Miejsce pierwsze - Marcelo

Uzasadnienie jak wyżej: solidność, spokój, 7 strzelonych bramek, jedyne sensowne propozycje transferowe, a poza tym wieść gminna niesie, że po zakończeniu sezonu Brazylijczyk dość mocno się wkurzył i ma zamiar odejść z Wisły. O, proszę - i rozsądny na dodatek.

PS plebiscytowe. Wszystkim chętnym przypomina się o plebiscycie na najlepszą i najgorszą jedenastkę sezonu czyli FC Szanowna Wycieczka i FC Ciapciak. Wybieramy jedenastu wspaniałych i jedenastu koszmarnych oraz trenera dla każdej z drużyn i całość wysyłamy na adres andrzej.kalwa@gazeta.pl. Termin - 30 maja do północy i decyduje data stempla serwerowego. Uzasadnienia i komentarze mile widziane, czytane i niewykluczone, że cytowane. Głosy spływają, są skrupulatnie czytane, liczone i na wszelkie wypadek kwitowane, więc gdyby ktoś nie dostał pokwitowania, to niech krzyczy kapitalikami w komentarzach, bo szkoda, żeby głos przepadł.

Andrzej Kałwa

Poligon to rubryka Z czuba.pl w której Andrzej Kałwa pisze o polskiej ligowej rzeczywistości, która jaka jest - każdy widzi, a niektórzy nawet sądzą, że ją rozumieją.

Więcej o: