Bohater Dnia - odcinek 3.: Zoeggeler, Slettermark, kanadyjskie hokeistki...

Bardzo chcieliśmy, żeby w dzisiejszym wydaniu tej rubryki znalazł się Tomasz Sikora. Tomasz Sikora także tego chciał. Jednak biathlonowi bogowie zadecydowali inaczej, więc tymczasem musicie zadowolić się listą tych, dla których niedziela w Vancouver była krokiem milowym. Albo dwucyfrowym.

Armin Zoeggeler - brąz w saneczkarskich jedynkach

Widząc Włocha, odbierającego medal kolejnych igrzysk, mam poczucie deja vu. A nawet czegoś większego - na przykład Deja Vu. Zoeggeler pierwszy krążek olimpijski zdobył w Lillehammer, 16 lat temu (brąz). Potem było srebro w Nagano i dwa kolejne złota - w Salt Lake City i Turynie. Na tym się jednak kolekcjonerskie zapędy saneczkarza nie skończyły. Co prawda na zawodach w Kanadzie szans nie dał mu Felix Loch, ale Zoeggeler ostatecznie do domu wróci z brązem, swoim piątym piątym podium w piątych kolejnych igrzyskach. Wystarczy powiedzieć, że w pojedynkę uzbierał sobie jak do tej pory więcej niż połowę dorobku medalowego Polaków. Na wszystkich dotychczasowych zimowych igrzyskach.

Do poczytania: ''To Michael Phelps na sankach''.

Oystein Slettermark - 86. miejsce w biathlonowym sprincie

43-letni biathlonista urodził się w Rio de Janeiro, ale jego rodzice byli Norwegami. Mieszka na Grenlandii, której barwy reprezentuje na biathlonowych zawodach. Jako jednak, że Grenlandia nie jest członkiem Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego, na igrzyskach musi występować jako... Duńczyk. Uff, brzmi jak historia akurat na okładkę magazynu ''Cosmopolitan''. Dla 57 tysięcy Grenlandczyków biathlon jest sportem narodowym, a Oystein Slettermark narodowym bohaterem i człowiekiem, który założył tamtejszą federację biathlonową na czele której zresztą stoi. Występu w Vancouver nie zaliczy do specjalnie udanych (wyprzedził tylko Australijczyka Aleksieja Almoukowa), ale był tylko o jedno miejsce za reprezentantem 40-milionowego kraju. Tak, mowa tutaj o Łukaszu Szczurku.

Do poczytania: Norweg z grenlandzkim paszportem Duńczykiem.

Kanadyjskie hokeistki

Kanadyjki są w hokeju tym, czym kiedyś byli... Kanadyjczycy w hokeju. To znaczy gromią. Z 17 rozegranych na rozmaitych igrzyskach spotkań przegrały zaledwie dwa (oba z bardzo mocnymi Amerykankami w 1998), od czasu do czasu śrubując rekord najwyższych zwycięstw. W Nagano zespół gospodarzy musiał uznać ich wyższość, przegrywając aż 0:13, w Turynie gościnność znów była na pierwszym miejscu i Włoszki poległy 0:16. Na własnej ziemi własnym lodzie Kanadyjki już w pierwszym meczu zaaplikowały 18 bramek Słowaczkom - bez żadnej odpowiedzi. Chyba że za odpowiedź uznamy ''Proszę, przestańcie''. Żeby było jeszcze śmieszniej, rywalki pań spod znaku Klonowego Liścia w eliminacjach pogoniły Bułgarki aż 82, co oznacza, że z Kanadyjkami hokeistki z kraju Sofii-miasta i Sofii-wina mogłyby liczyć na trzycyfrówkę.

Do poczytania: ''Warto rozważyć wprowadzenie zasady litości''.

ŁM

Kto bohaterem drugiego dnia Igrzysk?