Poligon: Jonasz czyli nieszczęśliwa siódemka

Nie tak dawno na łamy ''Poligonu'' zawitała postać szeregowego Wacława Orzeszko, który znany był z tego, że za co się wziął, to... ssss...skomplikował. Niedojda z niego była straszliwa i nawet kiedy scenarzyści umożliwili mu filmowy romans z prześliczną Elżbietą Czyżewską, to efektem tego romansu nie była wcale parka tłuściutkich bobasów, tylko ostrzyżony na jeża szwabski generał, w dodatku pijany i boso.

Sierżant Panasiuk ochrzcił naszego bohatera biblijnym imieniem Jonasza i starannie unikał jakiegokolwiek kontaktu pozasłużbowego, obawiając się, że pech szeregowca Orzeszko może roznosić się szybciej i skuteczniej niż wirusy grypy... przepraszam, czy jeszcze obowiązuje ptasia, świńska, czy może przeszliśmy już na rybią?

Kiedy ogląda się mecze naszej ukochanej Ekstraklasy, trudno oprzeć się wrażeniu, że większość zespołów ligowych ma w swoich składach przynajmniej po jednym takim Jonaszu, że w każdej drużynie gra taki właśnie szeregowy Orzeszko, który na co dzień przytrzaskuje sobie dłoń szafką, łapie kontuzję ramienia przy sznurowaniu buta, wybija sobie zęby jogurtem... Oraz od czasu do czasu zamienia się w ślepą kurę, bierze do niewoli generała i dostaje awans.

Następnie wszystko wraca do normy: piłkarski Orzeszko zamiast kopnąć piłkę - kopie kolegę, zamiast strzelić gola - strzela gafę, a kiedy marzy o ''ostatnim podaniu'', to wykonuje je... wprost pod nogi przeciwnika. I żeby jeszcze ów Jonasz nie umiał grać w piłkę - ale nie: zazwyczaj jest to naprawdę dobry piłkarz, który strzelać umie, bronić potrafi, zwody różne zna i zaliczałby się pewnie do ligowej czołówki (a nawet czasem jest do niej zaliczany), gdyby nie ów katastrofalny brak szczęścia, pozostawiający w pamięci kibiców tylko mega-klopsy i hiper-wtopy. Pech na nieszczęściu i fatum na kismecie po prostu.

Dziś przyjrzymy się ligowym Jonaszom, żywym wyjątkom od reguły, że chcieć to móc, a umieć, to móc tym bardziej, piłkarzom, których kibice darzą gorącymi uczuciami i życzą im fantastycznych transferów, najlepiej do konkurencji. Oczywiście są to tylko wstępne nominacje - przed nami dopiero XIII kolejka, do końca rundy jesiennej wiele się jeszcze może zdarzyć.

Bramka - Mariusz Pawełek

Wiślacki bramkarz nie jest złym bramkarzem - potrafi naprawdę wiele, chwalą go fachowcy, chwalą go koledzy po fachu, jego umiejętności doceniają kibice. A jednak Pawełek ma w sobie jakiś dziwny magnes, który przyciąga nieszczęścia. A to piłka uderzona z czterdziestu metrów przeleci obok niego, piszcząc ''Cześć, Mariusz!'', a on tylko popatrzy, pomyśli ''Ja ją chyba skądś znam...'' i następne, co pamięta, to rozpaczliwe rzężenie trenera Skorży. A to przeciwnikowi piłkę poda wprost na nogę, a to pozwoli sobie piłkę zabrać jeszcze w polu karnym, a to wypiąstkuje piłkę na własne plecy... W dodatku jego karma działa także na otoczenie i choć Wisła od dwóch lat szuka nowego bramkarza i choć sprawdziła ich około dwustu sześćdziesięciu - decydenci nie mogą się zdecydować, a kibice ''Białej Gwiazdy'' wciąż muszą oglądać kolejne ''Pawełki'' w wykonaniu Pawełka i pocieszać się, że sąsiadka zza Błoń ma jeszcze gorzej.

Obrona - Piotr Celeban i Antoni Łukasiewicz

Pierwszy jest jednym z najbardziej utalentowanych stoperów młodego pokolenia, w dodatku jednym z najczyściej grających - a jednak w sezonie 2009/2010 zdążył już zaliczyć dwie czerwone kartki i sprokurować jeden z najgłupszych rzutów karnych rundy jesiennej. Drugi ze śląskich obrońców znany jest z tego, że umie strzelać ładne bramki samobójcze, a kiedy ma zły dzień i nie chce mu się męczyć - jednym podaniem potrafi otworzyć drogę do bramki. Do własnej bramki. Przeciwnikowi. Najpierw ustawiany jako stoper, potem jako boczny obrońca, a ostatnio nawet na pozycji defensywnego pomocnika, Łukasiewicz - jeśli tylko będzie konsekwentny - ma szanse dość szybko dostać się do ataku, z kategorycznym zakazem wykonywania zadań defensywnych.

Pomoc - Adrian Mrowiec

Runda jesienna należy bezdyskusyjnie do Adriana Mrowca z Arki Gdynia. Jego bramka, strzelona w IV kolejce Wiśle Kraków przejdzie do klubowej legendy, tylko jeszcze nie wiadomo, czy przymiotnik ''klubowa'' odnosi się do Arki, do Wisły, czy może do obu klubów równocześnie. Piękne uderzenie w samo okienko bramki Bledzewskiego odebrało Arce jeden punkt, a zdaniem wielu kibiców, mogło odebrać nawet trzy punkty, bo Arka grała w tym meczu jak z nut, a Wisła wprost przeciwnie.

Kiedy wydawało się, że ciężką pracą i zwycięskim karnym w meczu z Koroną Kielce uda się Mrowcowi zmazać tę plamę - Arka w Pucharze Polski spotkała się z Jagiellonią Białystok i w 83 minucie przy stanie 0:0 miała strzelać rzut karny. Do piłki podszedł Adrian Mrowiec. Że nie trafił - zdarza się nawet najlepszym, ale ''dobitka'' była rzeczywiście dobijająca. Gikiewicz nurza się w zieloność i jak łódka brodzi, bramka pusta i szeroka jak strana maja radnaja, a Mrowiec, mogąc zrobić z piłką wszystko, mogąc zrobić z nią kotlet schabowy panierowany i wycieczkę do Wieliczki - posyła ją, hen, gdzieś na Szczecin. Mecz ostatecznie wygrała Jagiellonia, a kibice Arki na widok nieszczęsnego Mrowca zaczną chyba odpukiwać w niemalowane i robić zrzutkę na egzorcystę.

Atak - Dawid Nowak i Bartłomiej Grzelak

Obaj są świetnymi napastnikami, obaj potrafią strzelać piękne i efektowne bramki, obaj byli wielokrotnie wymieniani w kontekście reprezentacji narodowej i obaj dochodzą do wysokiej formy wyłącznie po to, żeby odnieść kolejną kontuzję. Przerwa w grze, rehabilitacja, ciężka praca na treningach, powrót do składu, dwa świetne mecze i... kolejna kontuzja, przerwa w grze, rehabilitacja i tak w kółko. Podsumowując - im lepiej grają, tym lepiej dla nich, żeby jednak nie grali wcale.

Trener - Ryszard Wieczorek

W zeszłym sezonie trenował Górnika Zabrze. Krótko, bo Górnik pod jego światłym kierownictwem zaczął przypominać Odrę Wodzisław i zaczął zsuwać się na dno tabeli. Trener Wieczorek odszedł więc do Odry Wodzisław, która pod jego przewodem zdołała utrzymać się w lidze, choć do ostatnich kolejek nie było to takie oczywiste. W sezonie 2009/2010 sytuacja powtórzyła się - tym razem trener Wieczorek krótko trenował Odrę. Krótko, bo Odra pod jego kierownictwem zaczęła przypominać Górnika Zabrze, przypominającego Odrę Wodzisław. Istnieje teorie, że następny klub trenera Wieczorka będzie przypominał Odrę Wodzisław, przypominającą Górnika Zabrze, przypominającego Odrę Wodzisław... Hmm, jakby to obrazowo... Czy Szanowna Wycieczka oglądała ''Śmierć w Wenecji'' Viscontiego? No to niech sobie Szanowna Wycieczka wyobrazi polską adaptację: zamiast Wenecji -Wodzisław, zamiast Viscontiego - Zanussi, zamiast Dirka Bogarde - Tadeusz Drozda. Muzyka - Piotr Rubik. Reszta klaszcze.

Klub - Cracovia

Nie tak dawno prezes Filipiak obwieszczał rozpoczęcie produkcji piłkarzy netto i walkę o pierwszą trójkę (poważnie!), ale rzeczywistość chyba nie słyszała tej wypowiedzi i teraz Cracovia blisko jest dokonania rzeczy niebywałej: dwukrotnego spadku z tej samej ligi rok po roku. Kiedyś wybór klubowego Jonasza byłby prosty - Marcin Cabaj pchał się na ten fotel w co drugim występie. Minęło jednak kilkanaście miesięcy i przy ul. Kałuży nastąpiła ''klęska urodzaju''. Prezes zmienia trenerów - i nic, bo kolejni okazują się ''coraz-to-lepsi''. Trenerzy zmieniają zawodników - i nic, bo nowym graczom entuzjazmu wystarcza na dwa tygodnie. Zawodnicy zmieniają pozycję - i nic, bo na nowej są jeszcze gorsi niż na starej. Oglądać się tego nie da, bo oczy bolą, emocjonować się nie można, bo człowiek zajęty ziewaniem, kolejne gwiazdy drużyny uciekają na ''chorobowe'', widzów można policzyć na palcach obu rąk. Jeszcze obu. Coś jednak drgnęło - Marcina Cabaja na stanowisku szeregowego Orzeszko zastąpił Piotr Polczak, który w ostatnich meczach zdążył dostać kilka kartek, w tym jedną czerwoną i zawalić kilka bramek, w tym dwie reprezentacyjne.

Prezes - Józef Wojciechowski

Mistrz motywacji i zarządzania zasobami ludzkimi. Kogo zatrudni - zwalnia, kogo nie zwalnia - obraża. A następnie zwalnia. Rzym miał ''rok czterech cezarów'' - wszystko wskazuje na to, że Polonia rok 2009 zapisze w historii jako ''rok sześciu trenerów'': Zielińskiego, Kaczmarka, Grembockiego, Radolsky'ego, tymczasowo Libicha i być może Loranta. O ile, oczywiście, prezes Wojciechowski nie wyrzuci dwóch ostatnich po jednym spotkaniu i niekoniecznie chodzi tu o mecz, bo przy charakterze pana prezesa spotkanie przy kawie w zupełności wystarczy. W międzyczasie prezes pozbył się Radosława Majewskiego, wymusił wstawienie do składu Łukasza Trałki i nie potrafił sprzedać Tomasza Jodłowca. Polonia z drużyny grającej w pucharach zamieniła się w zespolik broniący się przed spadkiem, a siatkarze AZS Politechniki Warszawskiej cieszą, że nie ma tego złego, co by sobie w końcu nie poszło.

Andrzej Kałwa

Poligon to rubryka Z czuba.pl w której Andrzej Kałwa pisze o polskiej ligowej rzeczywistości, która jaka jest - każdy widzi, a niektórzy nawet sądzą, że ją rozumieją.

Więcej o: