Sport.pl

Poligon: "Pana drużyna jest grzeczna i uczy się dobrze.." czyli pierwsza jesienna wywiadówka

Jedna trzecia sezonu za nami, więc może czas na małe podsumowanko? No, dobra -  niecała jedna trzecia, bo za nami dopiero dziewiąta kolejka. Przekroczyliśmy  za to półmetek rozgrywek jesiennych (17 kolejek), a ponieważ już za parę dni zaczniemy się kłócić, czy trener Majewski po zwycięstwach nad Czechami i Słowacją powinien... Słucham? Oj, bo był kiedyś taki film:
"Zaklinacz koni". I pomyślałem, że skoro można zakląć konie, to może da się to zrobić także z  polskimi piłkarzami.

A skończy się pewnie jak zwykle - zaklną kibice.

Po dziewiątej kolejce ekstraklasy tabela ligowa wygląda przedziwnie. Konia z urzędem temu, w sierpniu byłby w stanie przewidzieć podobny układ.  Ruch Chorzów na drugim miejscu? Lech Poznań rozpaczliwie goniący Polonię Bytom? Polonia Warszawa gorsza od Cracovii i to Cracovii grającej niewiele lepiej niż w zeszłym sezonie?  Piast Gliwice wyżej niż Śląsk Wrocław? Równie dobrze można było przepowiadać tytuł króla strzelców Piotrowi Gizie, a Stefanowi Majewskiemu objęcie... przepraszam, to nie był najlepszy przykład. 

Korzystając z przerwy w ligowym programie oraz  w oczekiwaniu na thriller reprezentacyjny, włączmy sobie jakąś odstresowującą muzykę (polecam Georga Winstona) i pobawmy się w pierwsze podsumowania, oceny, może nawet przewidywania. Podział ról jest następujący: ja podsumowuję, oceniam i przewiduję, a Szanowna Wycieczka jest szczerze ubawiona poziomem niefachowości i wrzuca tekst do zakładek, by w grudniu (oraz w czerwcu) ubawić się jeszcze bardziej.

Wisła Kraków - Szacun

Przed sezonem zapowiedziałem, że będę szczerze zdziwiony miejscem wyższym niż trzecie. Po dziewiątej kolejce nie jestem zdziwiony - jestem zaszokowany.  Niewiele brakuje, żeby trzeci z rzędu tytuł mistrzowski Wisła zapewniła sobie jeszcze jesienią i to w dodatku w pełni zasłużenie. Osiem wygranych, jeden remis, szczęście, pozwalające wygrywać nawet wtedy, gdy nic nie wychodzi i co z tego, że Paweł Brożek pudłuje, skoro trafia Patryk Małecki. Nawet na wyczyny Mariusz Pawełka patrzy się teraz z pobłażliwością i uśmiechem - ot, szutnik-wodzirej, jak to on dba o rozrywkę publiczności...  Pytanie za litra - czy zimą będą wzmocnienia (obrona, bramka), czy zmiana jest tylko tymczasowa i wszystko wróci do normy "ponieważ mamy szanse na puchary - trzeba się możliwie skutecznie osłabić".

Ruch Chorzów - Ojacie!

Tak, ten sam Ruch Chorzów, który w zeszłym sezonie usypiał chorych na bezsenność, a u katatoników wywoływał szewską pasję i chęć ciskania przedmiotami. Wygląda na to, że trener Fornalik ma jakąś tajemniczą moc i byłby nawet w stanie przekonać konia księcia Józefa, żeby opuścił placyk przed Pałacem Prezydenckim, popędził na południe i wygrał Wielką Pardubicką. Andrzej Niedzielan odbudował się całkiem, Artur Sobiech i Maciej Sadlok wyrastają na rewelacje rundy jesiennej, Krzysztof Pilarz broni jak "zwierz Alpuhary",  tylko Rafał Grodzicki daje się objeżdżać przeciwnikom raz z lewej, a raz na czerwono.

Przed sezonem typowałem: "Od dziewiątego miejsca w dół w wszystko jest możliwe. Spadku Górnika też nikt nie przewidywał". Proroctwo okazało się złomem żelaznym, a odgłosy w tle to głuchy drwiący śmiech Szanownej Wycieczki.

Legia Warszawa - "Był czas przywyknąć przecież"

Chęci spore, możliwości wielkie, potencjał ogromy, a ambicje... ohohoho! Tylko efekty - jak zwykle. Remis z Cracovią i Śląskiem, przegrana z Odrą Wodzisław i Jagiellonią, do Wisły aż osiem punktów straty... Jeszcze jedna taka wtopa, a przyjdzie taka mała z kabaretu i z żalem powie: "Kuuuurde" - zostanie tylko walka o puchary, którą jeśli Legia przegra z Ruchem Chorzów czy Polonią Bytom, to zacznie czas klubowej Apokalipsy i głów na pikach. Transfery tradycyjnie nie wypaliły, Bartłomiej Grzelak tradycyjnie wypalił w ważnym meczu i teraz można już tylko czekać na kolejną kontuzję. Na szczęście drużynie dopisują humory, a po meczu z Jagiellonią reaktywował się Teatrzyk "Ananas". W roli Igi Korczyńskiej wystąpił poirytowany obywatel nadrestauracyjny, a Zachariasza Dorożyńskiego zagrał Maciej Gostomski.

Polonia Bytom - Ochżeżty!

O skali szoku niech świadczy fakt, że trener Jurij Szatałow jest już przymierzany przez media do posady w Lechu Poznań. Polonia pod jego wodzą gra piłkę radosną, ale starannie poukładaną, a zagrania duetów Radzewicz-Bażik czy Barcik-Podstawek są jak słynny  niegdyś "pick-and-roll" pary Stockton-Malone  - wszyscy wiedzą, że to zagrają, wszyscy wiedzą, jak to zagrają, a jednak każdy daje się na to nabrać. Czwarte miejsce w tabeli, wreszcie pełny stadion, zachwyty fachowców i gdyby jeszcze Polonia nie gubiła punktów tak głupio...

Przed sezonem twierdziłem, że spadek Polonii nie grozi, ale o wiele głośniej twierdziłem, że o żadne trofeum bić się nie będą. Bilans wyszedł na zero, a ja wyszedłem na... takie niedomówienie.

Lech Poznań - "I! Am! Very! Disappointed!"

Sprawdziły się czarne scenariusze: czujący na plecach ciężar klubowo-kibicowskich oczekiwań, Lech nie wytrzymał odejścia Rafała Murawskiego i odpadnięcia z Ligi Europejskiej, rozczarowane gwiazdki rozsiewają zarazki frustracji, niektórzy mają dość i chcieliby po prostu pozarabiać, inni grają wciąż z kontuzjami, zarząd wprowadził rządy silnej ręki i zsyłek do Młodej Ekstraklasy, a  pośrodku stoi bezradny trener Zieliński i powtarza: "Będziemy się rozumieć - będzie dobrze. Nie będziemy się rozumieć... No. Rozumiemy się?". Niestety przy Bułgarskiej panuje atmosfera powszechnego niezrozumienia i tylko Sławomir Peszko biega jak szalony. Wszystko rozstrzygnie się już 18 października we Wronkach - wygrana z Wisłą będzie kopem pozytywnym i pozwoli Lechowi włączyć się do walki o tytuł, przegrana może całkiem rozwalić zespół. Postawiłbym na wariant pozytywny, ale na wygraną Lecha z Arką, że o Stali Stalowa Wola nie wspomnę, też stawiałem.

Lechia Gdańsk - "Lewa, prawa, lewa, prawa, słoma, siano"

"Nie ma dwóch podobnych nocy / Dwóch tych samych pocałunków / Dwóch tych samych spojrzeń w oczy". Ani dwóch podobnych spotkań Lechii. Jeśli jest piątek, to wygrywa, a jeśli sobota - przegrywa. Albo odwrotnie. Gdańszczanie są kompletnie nieprzewidywalni - potrafią zagrać taki koncert jak z Cracovią, a chwilę potem taką żelatynę jak z Odrą Wodzisław czy Zagłębiem Lubin. W jednej kolejce marnują szanse na wygraną z Wisła Kraków, a drugiej fuksem remisują z Polonią Bytom,  lepszy bramkarz siedzi na ławie, a napastnik nie strzela goli, tylko je wrzuca. Środek tabeli raczej pewny, ale nic więcej, bo przez tę jazdę po obu bandach równocześnie, trudno się skupić.

Piast Gliwice - Ale jaja...

Przed sezonem sądziłem, że Piast będzie w gronie drużyn walczących o utrzymanie. Po pierwszych dwóch kolejkach byłem tego pewny. Aż tu nagle okazało się Kopciuszek, co prawda, umorusany, zapracowany i ma mniej guziczków niż pralka automatyczna, ale kiedy przyjdzie co do czego, to potrafi przyłożyć wałkiem. Gdyby nie przegranie wygranego już meczu z Koroną, Piast byłby dziś na czwartym miejscu, a niżej podpisany wybałuszałby oczy na tabelę i mamrotał: "Ja chcę... do biura... Ja umiem pisać na maszynie... Ja się przydam". Po meczu z Polonią Warszawa stwierdzić można, że opisana wyżej scena nie jest taka nieprawdopodobna.  Świetna runda dwóch Jakubów: Szmatuły i Smektały, solidna gra Wilczka i Glika, niesamowita praca Dariusza Fornalaka i nawet Sebastian Olszar zaczął regularnie strzelać gole. A podobno cudów nie ma...

GKS Bełchatów - Bubu i ała

Fatalny początek, potem coraz lepsza gra, pięcie się w górę tabeli, i już-już wydawało się, że jest dobrze... Trener Ulatowski ma jakiegoś pecha do reżyserów gry - najpierw z Leo Beenhakkerem zepsuł Rogera, potem kontuzji doznał Łukasz Garguła, teraz odpadł mu Cetnarski. Było brać przykład z Hollywood - tam reżyser nie biega po boisku, tylko siedzi na krzesełku z napisem.  Wciąż leczą się Dawid Nowak i Marcin Drzymont, Janusz Gol i Maciej Malkowski szukają formy z poprzedniej rundy, Maciej Korzym szuka bramki i nie chce uwierzyć, że to ten biały prostokąt, Carlos Costly waży coraz więcej, a Łukasz Sapela uparł się, żeby doprowadzić trenera do zawału. Objawieniem rundy jesiennej stał się wielokrotnie wspominany w "Poligonach" Jakub Tosik - żywy dowód, że może coś tam o piłce wiem.  Środek tabeli to chyba wszystko, o czym GKS może marzyć.

Korona Kielce - majonez kielecki

Mecz świetny, mecz koszmarny, mecz bardzo dobry, mecz fatalny, raz melba, a raz śledź po szwedzku. O pudełku czekoladek nie napiszę, bo zestawianie trenera Motyki z Forrestem Gumpem byłoby nie na miejscu, nawet jeśli mają podobne garnitury. Edi rządzi, transfery zaczynają się spłacać, a w każdym razie lepsze są niż elegijne (no, ależ sztuka...), Radosław Cierzniak broni coraz lepiej, ale jeśli hasłem Korony nadal będzie "Żyj, na hustawce żyj!" to kibiców czeka jeszcze kilkanaście wrzodów, kilkadziesiąt siwych włosów i ta straszliwa, odbierająca sen i mleko krowom niepewność -  czy na koniec sezonu Korona zajmie ósme, dziewiąte czy dziesiąte miejsce?

Śląsk Wrocław - "A to wszystko nie tak, nie tak, nie to!"

Spore rozczarowanie. Wydawało się, że po zeszłym sezonie i po wejściu bogatego inwestora, trener Tarasiewicz mocno powalczy o kadrę, a Śląsk przynajmniej o puchary. Na razie jednak trenerowi Tarasiewiczowi ubywają kolejni kontuzjowani zawodnicy, Janusz Gancarczyk usłyszał gdzieś powiedzenie "gryźć trawę" i teraz zamiast biegać, ciągle rzuca się twarzą w murawę,  wredni sędziowie nie gwiżdżą karnego, apostołujący obrońcy rozdają napastnikom przeciwnika piłki i faule, a wnoszący przed rokiem tyle świeżości do polskiej Ekstraklasy Śląsk zamienił się w przeciętną drużynę ligową. Jeden Amir Spahić wiosny nie czyni, tym bardziej, że nie jest jaskółką. I ani słowa o bidonach.

Cracovia - "Kiedy będzie lepiej? Już było"

Miało być lepiej, wyszło jak zwykle. Wysoką pozycję w lidze "Pasy" zawdzięczają karze dla Jagiellonii i wytrwałości prezesa Wojciechowskiego. Nawet Arka Gdynia gra w tym sezonie lepiej. Remis z Legią i wygrana z Lechem pozwalają przejawiać śladowy optymizm, ale z kolei plaga kontuzji, jaka dopadła ostatnio drużynę z ulicy Kałuży W Remoncie, każe optymizmowi sprawdzić, czy go nie ma w kuchni. Trener Lenczyk potrafi czynić cuda i chyba będzie musiał sięgnąć po te umiejętność.  Na razie sięgnął po Derbicha i Sachę - wypaliło gola Zagłębiu Lubin, sięgnął po Łukasza Merdę - udało się powstrzymać IV-ligowego Piasta Kobylin. Nawet jeśli teraz nie jest dobrze, a lepiej już było - wciąż może być nieźle. Cracovia zazwyczaj budziła się na wiosnę, gdy karty były już rozdane i nikomu grać się nie chciało. Inni zniechęceni brakiem szans na cokolwiek, snuli się po boisku, a Cracovia wychodziła z założenia, że 9. i 11. miejsce to jednak różnica, włączała doładowanie i ambitnie pięła się w górę. Zakład, że w tym sezonie będzie podobnie?

Polonia Warszawa - "Pac! Pac! Pac! Jeden leci!..."

"... Pac! Pac! Pac! Drugi spadł!"  - o trenerach z Konwiktorskiej proroczo śpiewał zespół Dwa plus Jeden. Dwa zwycięstwa w 9 kolejkach i jeden gol w sześciu ostatnich meczach. Zresztą samobójczy. Podobnie samobójcza wydaje się być polityka prezesa Wojciechowskiego. Miał drużynę, która w zeszłym sezonie wywalczyła grę w pucharach, a po trzech miesiącach zrobił z niej dychawiczne El Rzęcho - trenerzy przychodzą i odchodzą, cichuteńko, na paluszkach, zawodnicy odchodzą z hukiem, a motywowanie pozostałych, daje efekty odwrotne do zamierzonych i nawet Tomasz Jodłowiec daje się ogrywać jak dziecko. Co przezorniejsi gracze udali się na L-4, Łukasz Trałka udał się na zgrupowanie kadry, ambicje ligowe udały się w nieokreślonym kierunku, zostało tylko kibicowanie Radosławowi Majdanowi w "Tańcu z Gwiazdami".

Arka Gdynia - 80% procent gospodyń widzi różnicę

Na punkty się to jeszcze nie przekłada, ale różnicę w grze Arki widać jak na dłoni. Trener Pasieka ma pomysł na grę, ma pomysł na zespół i ma oko do zawodników. Michał Labędzki jonaszuje obecnie w Zagłębiu Lubin, a za to Mateusz Siebert napsuł sporo krwi napastnikom Lecha Poznań. Stojko Sakalijew coraz łatwiej dochodzi do pozycji strzeleckich, Bartosz Ława rządzi, dzieli i rozdziela, Andrzej Bledzewski przezywa renesans formy. Tylko tak dalej, a na koniec sezonu nie będzie nerwówki, tylko wyluzowany uśmiech. Kto wie, może nawet w okolicach jedenastego miejsca?

Odra Wodzisław - "Pod jednym dachem"

W roli pana Evżena Humla, krzyczącego "To je moj dom!"  występują czescy inwestorzy, w roli pana Bohuslava Cisarza - prezes Servotka, a w roli pani Fuchsowej - 6 punktów, które udało się do tej pory fuksem zdobyć. Konflikt na konflikcie i konfliktem pogania, trenerzy poganiają się wzajemnie, zmieniając się na fotelu z prędkością światła (trzech w ciągu tygodnia to chyba rekord świata) litewscy Budrysi z boiskowych wycieczek nie przywożą ani Laszek-synowych, ani bramek, na grę Odry coraz trudniej patrzeć, w oczekiwaniu więc na poprawę formy i nastrojów, posłuchajmy piosenki "Když máš v chalup' orchestrion".

Jagiellonia Białystok - "A nie mówiłem?"

Mówiłem i mam na to świadków. Jagiellonia już odrobiła dziesięciopunktową karę, gra dynamiczny, wesoły futbol, Tomasza Frankowskiego nie można nawet na chwilę zostawić samego, bo albo strzeli, albo poda, a Kamila Grosickiego można pilnować , a on i tak strzeli. Wydaje się, że jeśli nie trafi się trzęsienie ziemi, gradobicie lub inne Koluszki, "Jaga" utrzyma się spokojnie, a Tomasz Frankowski  poprawi swój bilans bramkowy i dogoni... a nie, nie będę pisał nic więcej, bo ile razy zaczynam, tyle razy Tomasz Frankowski się blokuje. Nie wiem, jak trener Probierz robi to, co robi, ale z kolejnym, robi to świetnie.

Zagłębie Lubin - "biednemu nawet wiatr w oczy"

"Franek Smuda czyni cuda" - krzyczeli kibice, ale na razie rzeczywistość znęca się nad Zagłębiem niemiłosiernie. Pawłowski - kontuzja, Sretenović - kontuzja, Micanski - kontuzja i to akurat przed meczem, w którym miał grać na parę Piotr "Nie mam czasu, walę łokciem innego" Polczak - Marek "Stoję, stoję, stoję, czuję się świetnie!" Wasiluk. Przeciwnik strzela bramkę ręką - sędzia nie gwiżdże, przeciwnik broni bramki ręką - sędzia też nie gwiżdże. Pech i fatum przybijają sobie "piątki", obroną straszy się trampkarzy i żaków ("jak się nie będziesz uczył, to skończysz tak, jak oni zaczynają"),  skończyło się Eldorado, bo kombinatowe źródełko wyschło, a w dodatku wróciła sprawa korupcji i licho wie, hak się skończy. W grze widać  oznaki, a nawet przebłyski, ale  czy to wystarczy, żeby wywalczyć utrzymanie

Andrzej Kałwa


Poligon to rubryka Z czuba.pl w której Andrzej Kałwa pisze o polskiej ligowej rzeczywistości, która jaka jest - każdy widzi, a niektórzy nawet sądzą, że ją rozumieją. 

Więcej o: