Uśmiercił trzy babcie, fryzurę, a teraz legendę

Śmiercionośność Stephena Irelanda wzrosła właśnie do poziomu, z którego dumny mógłby być Charles Bronson w ''Życzeniu śmierci'' - Irlandczyk najpierw zabił jedną babcię, potem drugą i w końcu trzecią, po czym wyprawił na tamten świat budzącą powszechną wesołość fryzurę. Na tym jednak nie poprzestał - niedawno z zimną krwią zdementował coś, co przylgnęło do niego chyba jeszcze mocniej niż historia z babciami - fakt, że jest posiadaczem najbardziej obciachowego samochodu świata.

Jakiś czas temu, świat obiegło to zdjęcie:

Ci, którzy potrafią oderwać oczy o różowych felg Range Rovera, dostrzegą za kierownicą piłkarza Manchesteru City. Ireland, po raz kolejny, stał się tematem niewybrednych żartów, niektórzy, idąc tropem pozostawianych przez Stephena trupów, ogłosili, że to mord na wizerunku irlandzkiego piłkarza-twardziela. Tak czy inaczej różowe felgi przylgnęły do pomocnika MC na dobre i na złe, z naciskiem na ''na złe'' i spokojnie zaczęły sobie obrastać legendą. Do teraz. W rozmowie z Daily Mail, Ireland został zapytany o powyższe zdjęcie i widniejący na nim powód aby przejść na daltonizm. Oto co odpowiedział:

Samochód należał do mojej dziewczyny Jessiki. Jechałem nim tylko raz. Takie mam szczęście, że akurat wtedy mnie sfotografowano i skończyłem w ''News of the World''. Sprzedaliśmy go krótko potem, kiedy ktoś zarysował go kluczem.

Tym samym postać Irelanda oficjalnie znacznie straciła na swojej barwności wszystkie odcienie różowego. A wypowiedź Irlandczyka najlepiej skwitował serwis The Spoiler:

Rzeczywiście, Ireland i jego WAG musieli sprzedać samochód po tym gdy ktoś go oszpecił. Przecież wyglądałby kompletnie idiotycznie z rysą na boku