Grzegorz Lato jak Bóg. Tylko bardziej

Czasem mamy wrażenie, że jesteśmy świadkami tworzenia się nowego trendu w dziennikarstwie - wywiady z Grzegorzem Lato. Cegiełkę w tej kwestii dołożyła ''Polska'', która porozmawiała z prezesem PZPN o świętach. Lato co prawda nie zaprasza do siebie Leo Beenhakkera, ale tak jak bohaterowie filmu ''Chłopaki nie płaczą'' nie narzekali na brak bunkrów, tak samo my nie narzekamy, bo o wigilii w domu Latów dowiedzieliśmy się więcej niż chcielibyśmy wiedzieć.

Wspomniany przez nas trend zakłada, że nieważne o czym mówi Grzegorz Lato, zawsze jest zabawnie. Tym razem również. Prezes PZPN święta spędzi w Mielcu. Z kim?

Jak zwykle z żoną, dziećmi, wnukami i 87-letnią teściową.

No właśnie. Gdybyśmy mieli z okazji świąt zamienić się z kimś miejscami biorąc pod uwagę potencjał drzemiący w leżących pod choinką prezentach, na pewno wnuki nowego prezesa PZPN, byłyby w czołówce. Grzegorz Lato ucina jednak wszelkie spekulacje na ten temat:

''Polska'': Przy nowej wysokiej pensji prezesa można chyba sobie pozwolić na odrobinę szaleństwa i hojnie obdarować wnuczków?

Grzegorz Lato: Powiem uczciwe: nie szukajcie sensacji. Nigdy wnukom nie skąpiłem.

Skoro nie dowiemy się, co będzie pod choinką, zostaje nam jedynie wiedza o tym co będzie na niej:

Ładny szpic. I lampki chińskie, bo mamy teraz jakieś inne? Ozdoby będą piękne. Jednak bombek piłkarskich nie przewiduję. Choinka ma być urocza. Bez żadnych nieznośnych podtekstów.

Lepiej byśmy sytuacji w polskiej piłce nie podsumowali.

I na koniec, wisienka na torcie, albo jak kto woli - ładny szpic na choince: Grzegorz Lato miłosierny...

''Polska'': Komu rózga, a komu podarek w polskiej piłce za 2008 rok?

G.L.: Rózg mógłbym narozdawać wiele, ale jako katolik przy Bożym Narodzeniu tego nie zrobię. Skoro Bóg jest miłosierny, to ja tym bardziej.

Czekamy już na wywiad ''sylwestrowy'' i ''środo-popielcowy''.