"Chabry z Poligonu" czyli podsumowanie XIV kolejki Ekstraklasy

Dziewiętnaście bramek (słownie: 19)! Dożyliśmy, doczekaliśmy, przetrwaliśmy remisową posuchę. A niechże wam, kochani piłkarze, niebiosa w kontraktach wynagrodzą, za to żeście nas przestali torturować bezbramkowymi remisami. Łaskawcy nasi, dobrodzieje, Robin Chudy nasze, ponad 2 bramki na mecz. O, jakże szczęśliwi i dopieszczeni się czujemy tym deszczem... co tam deszczem! gradem bramek!

Emocje

Jakie emocje? Kolejka XIV należała do tych kolejek, w których nerwy kończą się po kwadransie, a w najlepszym wypadku po pierwszej połowie. Co wcale nie znaczy, że mecze tej kolejki były słabe. Ot, choćby spotkanie Legia - Śląsk: niezły mecz, z dużą ilością sytuacji, ale emocji żadnych, bo po kwadransie było wiadomo, jak się skończy. Mecz Lecha rozstrzygnął się w ciągu minuty, mecz Wisły z Lechią też był przewidywalny jak brak wygranej w Totka, używanie słowa "emocje" w kontekście meczu ŁKS-u z Ruchem Chorzów byłoby grubym nadużyciem, mecz Górnika Zabrze z Cracovią emocjonujący był dla jednej strony i tylko pojedynek Jagiellonia - Polonia Bytom dostarczał widzom (nawet tym niezaangażowanym) odpowiedniej dawki adrenaliny.

Frekwencja

Deszcze niespokojne, zimno jak na imieninach u szefa i w dodatku trzecia kolejka w ciągu dziesięciu dni - a jednak trybuny były peł... ekhm... a jednak trybuny nie były puste. Nieoficjalne doniesienia mówią o 75 tysiącach ludzi, którzy postanowili na żywo obejrzeć XIV kolejkę ligową. Najwięcej widzów, tradycyjnie, w Poznaniu, tłoczno było także Krakowie, a trzecie miejsce zajęło Zabrze, bo "wszystkie co i raz lubiejom się pośmiać", do czego okazji w niedzielę było sporo. Frekwencja na stadionie Legii nie dziwi, bo ostatni mecz na "Żylecie" to jednak wydarzenie z gatunku prawie historycznych, a krzesełka już można kupić na Allegro.

Jako "ciekawostke zawodowe" możemy zapisać , że kolejka XIV ma szanse zostać jeśli nie najbardziej zatłoczoną kolejką ligową w tym sezonie, to przynajmniej drugą w kolejności. Tylko pierwsza kolejka miała porównywalną frekwencję. Logiki w tym nie ma za grosz, ale cieszy.

Sędziowie

Albo poziom sędziowania się podnosi, albo sędziowie zawiązali anty-Poligonowy spisek i chcą nam odebrać chleb. W meczach XIV kolejki sędziowie byli uważni, dawali piłkarzom grać, mylili się subtelnie i dyskusyjnie, spalone zazwyczaj łapali w porę, faule gwizdali kiedy trzeba, a przywilej korzyści stosowali kiedy można było i my się tak nie bawimy. Tup!

Oczywiście było i w tej kolejce parę dyskusyjnych decyzji... Można się spierać, czy Paweł Gamla naprawdę musiał wylecieć z boiska, czy Marcelo musiał na nim zostać, czy Hajto nie powinien dostać ze czterech żółtych kartek i czy drugi karny dla Wisły był, czy to tylko Piotr Brożek wystąpił w roli Jerzego Treli, grającego Konrada i deklamował: "Za milijony kocham i cierpię katusze... bo jakże mocno nadepnął mię, och! Umieram w kwiecie wieku, a moją nogę pochowajcie w ojczyźnie!".

Można więc dyskutować i spierać się, ale znaleźć decyzję, która wypaczyłaby wynik meczu, która byłaby nieudolna do granic niesprawiedliwości i odwrotnie - ciężko. Dla piłki to dobrze, dla "Poligonu" - źle, ale wierzymy w polskich sędziów, za to nie wierzymy w cuda, więc ostrzymy sobie klawiaturę na kolejkę XV.

Trenerzy

Przemeblowanie. Kluczem było przemeblowanie. Trener Urban przemeblowywał linię pomocy i robił "Łał!" po drugiej bramce Legii, trener Skorża przemeblowywał linie pomocy i usiłował namówić swoich graczy, żeby może jednak strzelili tego karnego, proszę bardzo, dziękuję uprzejmie. Trener Michniewicz przemeblowywał linię pomocy i oddychał z ulgą, trener Pietrzak wpuścił Słowaków, ale udawał, że ich nie wpuścił, a trener Płatek przemeblował linię pomocy i z radości próbował przemeblować futrynę okienną w Zabrzu. Trenerzy Chojnacki, Wleciałowski, Tarasiewicz i Zielińscy nie przemeblowali i skutki widać. Tu należy nadmienić, iż nawet jeśli przemeblowali - zostanie to pominięte, jako niepasujące do z góry założonej tezy. Na specjalne uhonorowanie zasługuje przemeblowanie zespołu dokonane przez trenerów Probierza i Motykę - od tych zmian zaczął się mecz i to one zrobiły wynik. To się nazywa wyczucie.

W sprawie trenera Kasperczaka stwierdzamy, że uprzedzaliśmy. Na usprawiedliwienie trenera możemy powiedzieć, że z takiej marchewki nawet Marek Perepeczko nic by nie wycisnął. 

 

 

Niespodzianka

Cracovia. Drużyna, która przez ostatnie tygodnie wywoływała swoją grą różne odruchy i niekoniecznie były to odruchy współczucia, a częściej... powiedzmy, że odruch sięgnięcia po coś ciężkiego, by rzucić tym czymś w ekran telewizora. Drużyna, która miała problem z wymianą pięciu celnych podań, a z sytuacjami bramkowymi nie miała problemu, bo po prostu nie miała tych sytuacji. Zespół, który wchodząc na boisko wyglądał, jakby miał się rozpłakać, a schodząc wyglądał tak, że płakać chcieli widzowie. Drużyna, która grała w piłkę jak zespół "Gawęda" i przepraszam zespół "Gawęda" za porównanie. W dodatku drużyna, która jeszcze w Zabrzu nie wygrała. Dwa plus dwa jest cztery, ale tutaj minus i minus dały plus - w niedzielę Cracovia pokazała, że potrafi grać w piłkę, że nie zapomniała, jak prowadzi się akcje po skrzydle i jak się dośrodkowuje, że potrafi zagrać w sposób atrakcyjny, a gdyby Witkowski i Dudzic mieli odrobinę więcej zimnej krwi, "Pasy" mogłyby zrobić z Górnika karminadla z modro kapusto. Co prawda malkontenci burczą, że to nie Cracovia była tak dobra, tylko Górnik tak słaby, ale to pewnie kibice Wisły Kraków.

Rozczarowanie

Górnik Zabrze en bloc i w rozbiciu na poszczególne atomy. Na tle Górnika Cracovia zaprezentowała się jak reprezentacja Hiszpanii w finale Euro, a Górnik na tle Cracovii jak pan Władzio na ciężkim trzydniowym kacu. Może Richard Feynman byłby w stanie dostrzec w grze zabrzan jakieś plusy, pozwalające wyprowadzić wzór na chaos albo chociaż wzór na histerię, ale zwykły kibic nie jest tak wyrafinowany i dla niego była to po prostu kaszanka z piachem. Konkurs na najsłabszą drużynę ligi został rozstrzygnięty, strach, który zawodnicy Górnika mieli w oczach na widok piłki, można sprzedawać na kilogramy, a Tomasza Hajto nie będziemy pytać, ile lat gra w piłkę nożną, za to bardzo nas kusi, żeby zapytać, po co jeszcze? Tak, tak, wiemy: głupie pytanie, jesteśmy niepoważni, czepiamy się i trzeba się na nas obrazić. Ale to jednak nie my zajmujemy ostatnie miejsce w tabeli i nie my gramy gorzej od ŁKS-u i Cracovii, n'est-ce pas?
Władze Górnika powinny nagranie z niedzielnego spotkania wykorzystywać jako bat na niesfornych graczy ("Albo się godzisz na obniżenie kontraktu, albo będziesz musiał obejrzeć ten mecz jeszcze cztery razy!"), a zwrot "zagrał jak Pitry z Cracovią" szybko pewnie wejdzie do języka potocznego.

Bramka kolejki

Bramek nareszcie sporo, ale większość jakaś taka... jak XIV kolejka. No bo przyjrzyjmy się bramce Bartosza Ławy, niby ważna, niby efektowna, a jednak brakuje jej jakiegoś seksapilu, który poderwałby kibica z fotela i skłonił go do wykonywania nieskoordynowanych ruchów, połączonych z entuzjastycznymi, choć niekoniecznie cenzuralnymi okrzykami. Zdecydowanie lepiej pod tym względem wyglądała bramka strzelona przez Marcina Malinowskiego w meczu Piasta z Odrą. Ale czternastokolejkowy chochlik mruczy z wredną miną: "Strzał może i ładny, ale czy aż na bramkę kolejki? Przecież tu winy bramkarza jest więcej niż zasługi strzelca" i podsuwa gola Pawła Brożka na 2:0 w meczu Wisła Kraków - Lechia Gdańsk. Tę kandydaturę odrzucamy jednak, bo po pierwsze doskonale wiemy, że Brożek strzelił ją z zemsty za zeszłotygodniowe wyśmiewanie go, a po drugie - przyjaciołom (podobno był to mecz przyjaźni) takich złośliwych numerów się nie robi i znęcać się nad nimi nie wypada. Zresztą do pierwszego ligowego gola Roberta Lewandowskiego i tak bramce na 2:0 sporo brakuje. W związku z powyższym na odpowiedzialne stanowisko bramki kolejki wybrany zostaje wspólny drugi gol Hernana Rengifo i Sebastiana Przyrowskiego w meczu Lech Poznań - Polonia Warszawa. Strzał piękny, a takiego ?Pawełka? , jakiego wykonał Przyrowski dawno już nie oglądaliśmy.

Wyróżnienie specjalne otrzymuje Andrius Skerla za precyzyjne uderzenie głową . Taki strzał wymaga sporych umiejętności, a wpojenie zawodnikowi że lewa strona jest lewa, a prawa - prawa, nasi to ci, a oni to tamci - to już naprawdę problem kosmetyczny.

"Jeźdźcy bez głowy"

Maciej Korzym - za całokształt twórczości w meczu Piast Gliwice - Odra Wodzisław. Jeśli przeżył ten mecz, to tylko dzięki bramce Marcina Malinowskiego. Zmarnowane przez Korzyma sytuacje doprowadzały do stanu wrzenia zawodników i kibiców Odry Wodzisław i biorąc pod uwagę prędkość, z jaką graczom pulsowały żyły na czołach - gdyby mecz zakończył się remisem, śledczy Nick Stokes z laboratorium kryminalistycznego w Las Vegas musiałby zrezygnować z urlopu, żeby pozbierać wszystkie kawałki Macieja Korzyma.
Drugie miejsce "Poligon" przyznaje Andriusowi Skerli, który tak długo polował na Piotr Lecha, aż go w końcu ustrzelił .

Trzecie miejsce zajmuje drużyna ŁKS-u. Cała za wyjątkiem Adama Czerkasa i Bogusława Wyparły. Pierwszy w 37. minucie wypracował idealną sytuację, ale strzelić z niej nie miał prawa, a drugi nie powinien wtedy opuszczać bramki. Ktoś jednak tę akcję powinien zamykać, prawda?

Pawłowi Brożkowi darujemy - miał udział we wszystkich bramkach Wisły, więc tym razem nie pamiętajmy mu wyczynów z pierwszej połowy, ze szczególnym uwzględnieniem 43. minuty.

Cytat kolejki

Tylko jeden, żeby uwypuklić zamknięcie w jednym zdaniu (?z geodezyjną dokładnością?) kondycji polskiej piłki AD 2008.

Bartosz Ława: "Dzisiaj w sumie na bramkę rywali oddałem 6-7 strzałów, czyli więcej niż w ciągu ostatnich dwóch lat".

Niestety, poprawność XIV kolejki trafiła także przed mikrofony. "Realizowaliśmy założenia taktyczne trenera, a szybko strzelona bramka w zagęszczonym środku pola, w którym staraliśmy się grać z kontry, rozwijając atak pozycyjny i szukając swojej szansy w tym, co ćwiczyliśmy na treningach, ustawiła mecz, który potoczył się po naszej myśli...". Podręcznik jakiś wydano i piłkarze muszą uczyć się tego na pamięć, czy to może spisek mający na celu wykończenie kolejnej rubryki "Poligonu"?

KS Szacunek (czyli poligonowa jedenastka kolejki):

Norbert Witkowski - Jakub Wawrzyniak. Manuel Arboleda, Panee Kumbev, Daniel Rygel - Paweł Nowak, Sebastian Dudek, Maciej Iwański, Damian Nawrocik - Hernan Rengifo, Patryk Małecki

Komunikat specjalny: Z uwagi na skuteczność "szarańczy" - najpierw w wykonaniu Polonii Bytom, a obecnie Jagiellonii Białystok - grono pedagogiczne pod kierunkiem i przewodem uznało, iż nazywanie zespołu kolejkowych klopsów mianem "szarańczy" nie tylko nie licuje i nie uchodzi, ale także wprowadza w mylny błąd. W związku z czym podjęto odpowiednie działania. Data. Podpis.

FC Nędza(czyli kolejkowe niewypały):

Nie będziemy się rozdrabniać i wyszczególniać: jedenastka Górnika Zabrze od A do Z.
Nawet Andrius Skerla, Łukasz Graguła i Paweł Gamla nie zagrali tak źle. Nawet Maciej Korzym był lepszy, choć był beznadziejny. Ba! co tam Korzym - nawet ŁKS zagrał lepiej!

Zabrzanom współczujemy obecnego Górnika i doradzamy kupno Kmity Zabierzów, bo podobno będzie na sprzedaż, a 12 remisów w rundzie to łakomy kąsek dla drużyny, która przegrywa nawet z Cracovią.

PS okolicznościowy: o prawda dziś urodziny obchodzi brazylijskie CR Flamengo, ale jeśli jakaś drużyna zdobyła Copa Libertadores i Puchar Interkontynentalny, to życzenia ?Poligonu? chyba jej niepotrzebne. Wobec tego spóźnione o jeden dzień życzenia urodzinowe złóżmy klubowi Sparta Parszowice, grającemu w legnickiej B-klasie. Z okazji 5 rocznicy urodzin życzymy Sparcie awansu do A-klasy i takich sukcesów, jakich dorobiła się imienniczka klubu z Parszowic - Sparta Praga (też założona 16 listopada, ale 110 lat wcześniej).

Andrzej Kałwa

Poligon to rubryka Z czuba.pl w której Andrzej Kałwa pisze o polskiej ligowej rzeczywistości, która jaka jest - każdy widzi, a niektórzy nawet sądzą, że ją rozumieją.