Żarty się skończyły - Lato prezesem

- Grzesiek na prezesa związku? Przecież to trzeba przynajmniej umieć czytać i pisać! - żartował w czerwcu Jacek Gmoch. Żarty się jednak skończyły - nowym prezesem PZPN został Grzegorz Lato. Przypominamy ''na gorąco'' jego sylwetkę.

Tak jeszcze niedawno opisywaliśmy Lato-kandydata:

Jeszcze rok temu król strzelców mistrzostw Świata 1974 i przewodniczący Klubu Wybitnego Reprezentanta wydawał się być głównym kandydatem do następstwa po Michale Listkiewiczu. Prezes Listkiewicz chwalił jego dokonania, zaangażowanie, wiedzę i charakter. Z biegiem czasu Lato sam w to uwierzył, choć rzeczywistość wyglądała zupełnie inaczej. Dokonania trenerskie ma mizerne, kariery politycznej również nie może zaliczyć do udanej (w latach 2001-2005 był senatorem SLD, a w 2005 i 2007 roku nie dostał się do Senatu).

Lato o Drzewieckim, Beenhakkerze i Bońku | wideo

W związku nie odgrywał szczególnej roli, skupiając się na obronie Polskiej Myśli Szkoleniowej i często krytykując Leo Beenhakkera. Także kontakty międzynarodowe nie są mocną stroną Grzegorza Lato - przegrywa tu nie tylko z Bońkiem, ale także z Kręciną. Kampanię wyborczą prowadził aktywną, ale wzbudził sporą wesołość, gdy odmówił przedstawienia konkretnego programu wyborczego w obawie, że konkurencja może mu go podkraść i przedstawiać następnie jako swój.

Kandydatura świetnego niegdyś piłkarza okazała się być balonem próbnym prezesa Listkiewicza, który po sprawdzeniu, na ile głosów mógłby liczyć kandydat całkowicie od niego zależny, zaczął się z poparcia dla Grzegorza Lato wycofywać, a jego samego traktować co najmniej protekcjonalnie.

Mijały tygodnie a Lato nie zrobił nic by przekonać do siebie tych, którzy porównywali go do dziewczyny ze wsi. Okazało się jednak, że nie musiał. Wystarczyło poparcie owianego już legendą związkowego betonu, aby wygrać wybory prezesa PZPN.

Tyle o, wyjątkowo przepraszamy za rym, Lacie-kandydacie. Z wyboru nie jesteśmy zadowoleni, ale jak pisaliśmy wcześniej - był to wybór między dżumą a dżumą. Mamy jednak nadzieję, ze względu na osławione ''dobro polskiego futbolu'', że Lacie-prezesowi, będzie można wystawić lepszą laurkę niż ta.