Piękni trzydziestojednoletni - czy to już pożegnanie?

1996 rok, Izrael - Mistrzostwo Europy Juniorów. 1997 rok, Bahrajn - Mistrzostwo Świata Juniorów. Przez następną dekadę członkowie tamtej Siatkarskiej Reprezentacji Polski stanowili fundament kadry seniorów. Tym panom już dziękujemy? Jeśli tak, to z całego serca.

Ireneusz Mazur - trener Mistrzów Świata z Bahrajnu - o swoich ówczesnych podopiecznych mówił:

Wierzę, że w przyszłości ci chłopcy odegrają w naszej siatkówce ważną rolę. (...) Jest to dobra i waleczna drużyna.

Już na Igrzyska do Atlanty pojechali 19-letni wówczas Paweł Zagumny i Piotr Gruszka. Przez następne kilka lat przez skład naszej reprezentacji seniorów przewinęli się prawie wszyscy juniorzy z Izraela i Bahrajnu. Papke, Prus, Szczerbaniuk... przez lata filary, bohaterowie wielu niesamowitych spotkań, także niesamowitych porażek. Odchodzili z reprezentacji stopniowo. Po wymienionych przyszedł czas na Dawida Murka, Grzegorza Szymańskiego. Do Pekinu pojechało już tylko czterech juniorów ze złotego pokolenia. Dla Piotra Gruszki i Pawła Zagumnego były to trzecie Igrzyska w karierze, dla Świderskiego i Ignaczaka drugie (po Atenach). Ilu zawodników z zaczarowanego rocznika 1977 zobaczymy w Londynie, za cztery lata? Niewykluczone, że kilku. Niewykluczone, że żadnego.

Zwykle nie jesteśmy sentymentalni, ale czasem jesteśmy. Nie chcemy ich żegnać. Jednak po porażce z Włochami w ćwierćfinale Igrzysk w Pekinie refleksja nasuwa się odruchowo. My jesteśmy młodymi ludźmi. Jak przez mgłę pamiętamy czasy, w których nie było Piotrka Gruszki w kadrze. Trudno nam sobie wyobrazić, jak potoczyłoby się nasze życie, gdybyśmy nie poznali kiwki Pawła Zagumnego, czy ataku przez lewe ramię Dawida Murka. Bezsenne noce i troska o chore kolana Sebastiana Świderskiego... to się stało częścią siatkarskich emocji.

O dokonaniach tego pokolenia myślimy ambiwalentnie. Z jednej strony, zawsze wierzyliśmy, że to jest skład na Mistrzów Świata i Mistrzów Olimpijskich - z tego punktu widzenia juniorów z Bahrajnu można spokojnie nazwać pokoleniem straceńców. Z drugiej strony, Polska jest od dekady w czołówce światowej, groźna dla najlepszych, nigdy poniżej pewnego poziomu (największą klapą były chyba eliminacje do Igrzysk w Sydney, przegrane w Spodku). Z trzeciej strony, aż strach pomyśleć, jak rzewna byłaby to elegia, gdyby Mistrzostwa Świata 2006 nie stały się...

Po porażce z Włochami blogosfera zaczęła zastanawiać się, czy dziękować siatkarzom za to, co osiągnęli w Pekinie. My dziękujemy, tak jak dziękowaliśmy Złotkom. Mamy inny problem: będzie nam łatwiej dziękować za Pekin, niż podziękować Gumie, Igle, Świdrowi i Gruszy.

Więcej o: