Victoria Beckham w Playboyu. Ojejku.

Nie ulega wątpliwości, że w związku z przenosinami Davida Beckhama do Los Angeles w najgorszej sytuacji znalazła się Victoria Beckham. Wszystkie koleżanki (no, prawie wszystkie, z wyjątkiem Katie Holmes) zostały w Europie, a w Kalifornii może być kłopot ze znalezieniem nowych. Angielskie media donoszą, że amerykańskie WAGsy nie mają własnych prywatnych odrzutowców, ani specjalnej loży na stadionie. Victoria może mieć także problem ze znalezieniem pracy (gdyby pani Beckham nasz czytała, to praca polega na "zarabianiu pieniędzy poprzez rzeczywiste robienie czegokolwiek"). Jak będzie więc spędzać wolny? Dostała już jedną propozycję.
Pozowanie dla Playboy'a sugeruje jej legendarny Hugh Hefner, założyciel tego czasopisma. Hefner, po rozmowach z konsultantami (półnagimi konsultantkami, właściwie) oświadczył publicznie, że jest przekonany, iż Beckham odniesie wielki sukces i że mieszkańcy (półnagie mieszkanki, właściwie) słynnej rezydencji Playboya o nikim innym ostatnio nie rozmawiają. "Hollywood go pokocha. Już jest na liście gości na następną imprezę w rezydencji" - powiedział Hefner i dał do zrozumienia, że z całą pewnością Victoria wypadłaby znakomicie podczas sesji zdjęciowej.

"Musi to z nami zrobić, byłaby świetna" - dodała jedna z konsultantek Hefnera Bridget Marquardt - "Mamy wielkie plany co do niej".

Victoria w LA ma się zająć wychowaniem dzieci, karierą piosenkarki i aktorki oraz kontrolą rodzinnych finansów. "Victoria jest bardzo szczęśliwa" - mówił ostatnio Beckham w wywiadzie dla amerykańskiej telewizji - "Ma własną linię dżinsów, okularów przeciwsłonecznych i perfum. A znajdą się też inne rzeczy, które uczynią ją jeszcze szczęśliwszą".

Jej rozwój duchowy mógłby posunąć się na przód podczas sesji dla Playboya, podobnie jak kariera piłkarska Davida podczas gry w LA. W końcu - jak podkreślają na każdym kroku - nie robią tego dla pieniędzy.

A żeby nie było, że "Z czuba" tylko gołe baby w głowie i że tabloidyzujemy serwis, to dodamy, że wszystkie te informacje znaleźliśmy w "Timesie"