Siedem brzęknięć wuwuzeli przed rozpoczęciem PNA 2012

Jeżeli Wam zimno, to on Was rozgrzeje. Jeżeli jest Wam smutno, to on Was rozbawi. Jeżeli jesteście znudzeni, to on Was zaciekawi. Puchar Narodów Afryki 2012 startuje już w sobotę!

Co dwóch gospodarzy to nie jeden

Gabon

Po raz drugi w historii Puchar Narodów Afryki ma dwóch gospodarzy. Poprzednio taka sytuacja miała miejsce w 2000 roku, kiedy to najlepszych futbolistów Czarnego Lądu podziwiano zarówno w Ghanie jak i Nigerii. Wyboru Gabonu i Gwinei Równikowej dokonano już w 2006 roku w pakiecie z gospodarzami PNA 2010 (Angola) oraz PNA 2013 (pierwotnie miał on się odbyć w Libii, ale z uwagi na panującą tam wojnę domową imprezę przejęła RPA). O ile docenienie Gabonu nie dziwi, o tyle fakt, że PNA gościć będzie w Gwinei Równikowej u niektórych komentatorów wywołało już zawroty głowy. Kraj ten z piłką nigdy nie miał zbyt wiele wspólnego (nigdy przedtem nie grał w PNA!), a jego transferowe praktyki są powszechnie znane. Ja jednak widzę pozytywy - zawsze to jakaś wprawka przed MŚ 2022 w Katarze.

Gdzie są giganci!?

Nawet niezbyt biegłe w afrykańskim futbolu oko wychwyci, że coś jest nie tak, czegoś brakuje. Nieco bardziej wprawne oko podpowie (o ile oko w ogóle umie mówić), że brakuje takich ekip jak Nigeria, Algieria, Kamerun, RPA czy Egipt.

To jednak nie przypadek, ani zakulisowe popijawy, ale efekt kwalifikacji, w których to właśnie maluczcy okazali się tymi, którzy wybierają się na bal. Ale po kolei. W kwalifikacjach do PNA 2012 mieliśmy 11 grup po (zwykle) cztery drużyny. Awansowali zwycięzcy grup, wicemistrz z jedynej grupy pięciozespołowej oraz dwaj pozostali najlepsi wicemistrzowie (do tego dochodziła dwójka gospodarzy i robiła się turniejowa szesnastka). No i co się też takiego działo z lokalnymi potentatami, że do Gabonu i Gwinei Równikowej nie dotrą na sobotę?

Nigeria została utrącona przez Gwineę. W decydujących meczach najpierw z nią przegrała (0-1) a potem zremisowała (2-2).

Algieria przepadła z kretesem, zajmując w swojej grupie trzecią pozycję za Marokiem i Republiką Środkowoafrykańską (!). Trudno się jednak dziwić, skoro jej reprezentanci notowali takie wtopy jak dwa remisy z Tanzanią czy baty od Maroka (0-4!). Szkoda gadać.

Kamerun z kolei został zdystansowany przez świetny Senegal. Nieposkromione Lwy w starciu ze Lwami Terangi przegrały (0-1) i zremisowały (0-0).

Sprawa RPA i jej liczącego nie-to-co-trzeba trenera jest powszechnie znana, więc nie będę się powtarzał. W efekcie Bafana Bafana z takim samym bilansem punktowym, co pierwszy Niger i trzecie Sierra Leone usadowili się na drugim, nieawansującym, miejscu w grupie.

Najbardziej spektakularną klapę z grona gigantów zaliczył jednak Egipt. Faraonowie (zwycięzcy trzech poprzednich edycji PNA!) zajęli ostatnie miejsce w opisywanej powyżej grupie. W ciągu całych kwalifikacji blamaż gonił blamaż, a Egipcjanie uzbierali raptem jedno zwycięstwo i dwa remisy. Głową za te popisy zapłacił nasz wąsaty idol - legendarny selekcjoner Hasan Shehata. Podejrzewam, że porażki z Nigrem, Sierra Leone i RPA musiały boleć jak szukanie toalety w wewnętrznym labiryncie piramid.

Mały, a kopie

Najmłodszym uczestnikiem PNA 2012 jest pomocnik reprezentacji Burkina Faso Bertrand Traore. Ten młody człowiek terminuje obecnie w akademii Chelsea Londyn i liczy na wielką karierę. A że ona cała jeszcze przed nim świadczyć może fakt, że ów młokos dopiero w sierpniu skończy 17 lat! Berti, powodzenia w życiu i w ogóle.

Gorące debiuty

Opisywane ekipy Nigru oraz Botswany, a także Gwinei Równikowej to absolutni debiutanci na szczeblu Pucharu Narodów Afryki. Tym samym w gronie czarnolądowej rodziny piłkarskiej pozostało już tylko 19 ekip, które nigdy nie zagrały na tym turnieju. Są to: Gwinea Bissau, Mauretania, Republika Zielonego Przylądka, Republika Środkowoafrykańska (w tych eliminacjach już bardzo blisko), Wyspy Świętego Tomasza i Książęca, Czad, Seszele, Suazi, Komory, Lesotho, Madagaskar, Somalia, Gambia, Burundi, Dżibuti i Erytrea. Najbardziej w tym gronie mi żal Madagaskaru - stara się dostać do PNA już niemal od pięćdziesięciu lat. Może Król Julian mógłby jakoś zainterweniować?

Mocne ławki

Niby turniej afrykański, ale na ławkach kilka gorących nazwisk z Europy. Selekcjonerem reprezentacji Maroka od dwóch lat jest już Belg Eric Gerets. Po opuszczeniu Niemiec (Kaiserslautern, Wolfsburg) zwiedził szatnie Galatasaray Stambuł, Olympique Marsylia i arabskiego Al-Hilal, by znaleźć wreszcie swoją przystań jako selekcjoner dołującej ostatnio reprezentacji z piękną przeszłością.

Przeszłości, ale raczej tej piłkarskiej, nie powinien się również wstydzić szkoleniowiec Mali - legendarny Francuz Alain Giresse. Niestety nie posiadł on daru przekazywania swej wiedzy piłkarzom, bo jako coach błąka się między reprezentacjami z trzeciej ligi światowej. Pracował już w Gruzji i Gabonie, od 2010 roku bawi u Malijczyków.

Swoje reprezentacje mają również inni przybysze znad Sekwany. Michel Dussuyer szkoli Gwineę, a Herve Renard - Zambię. Poza tym Portugalczyk Paulo Duarte opiekuje się Burkiną Faso, Serb Goran Stevanovic Ghaną, a Niemiec Gernot Rohr - Gabonem. Dodając do tego brazylijskich coachów Gwinei Równikowej i Libii wychodzi, że rodzimej myśli szkoleniowej korzysta tylko siedem reprezentacji.

A w klubach płaczą

Dla wielu europejskich drużyn Puchar Narodów Afryki to wielka wyrwa w ich kadrach. Zawodnicy w środku przygotowań do rundy wiosennej znikają na kilka tygodni. Nie jeden trener rzucał już piorunami w FIFA i CAF, ale nic nie wskórał. W tym roku najbardziej poszkodowaną ekipą jest chyba Olympique Marsylia. Z jego szatni odparowało aż pięciu graczy - Charles Kabore, Jordan Ayew, Andre Ayew, Souleymane Diawara, Djimi Traore.

W żalu z powodu ubytku czterech trzonowców (Youssouf Hadji, John Boye, Jonathan Pitroipa, Kader Mangane) są też w Stade Rennes. Poza tym tercet zawodników straciły takie ekipy jak VfB Stuttgart, Newcastle, Bordeaux czy Udinese.

Jest Puchar Afryki, jest impreza

Jeżeli jest coś równie krzepiącego zimą jak osiemnastka, na którą udało nam się wkręcić, mimo że jesteśmy niepełnoletni; jak kebab w środku nocy po bardzo udanej imprezie; jak to uczucie, gdy cudem udało nam się zdążyć na nocny autobus, to jest to właśnie Puchar Narodów Afryki. Dzikie harce na boiskach (Mali - Angola 4:4 z 2010 roku!), feeria barw na trybunach i chwila odetchnienia od burej zimy w mieszkaniach polskich kibiców. Najlepsza zimowa impreza zaczyna się już w sobotę. Stay tuned.

Zobacz także co się kryje w grupach:

Grupa A, czyli Gwinea Równikowa jak Eric Moussambani

Grupa B, czyli kogo podepczą Słonie

Grupa C, czyli Gabon - Polska, ostateczne starcie

Grupa D, czyli klimat mało komu służy

Przemysław Nosal

DOŁĄCZ DO NAS NA FACEBOOKU

Więcej o: