Sport.pl

Dwa łyki egzotyki na Klubowych MŚ. Hekari United i Al-Wahda FC

Ktoś kiedyś napisał, ale nie pamiętam kto, że Klubowe MŚ to dziwna impreza, w której dziwne drużyny grają według dziwnego systemu, mało kogo to interesuje, a w finale grają zawsze ci, którzy przedtem grali w Pucharze Interkontynentalnym. Dziś imprezkę rozkręcą zespoły Hekari United z Papui Nowej Gwinei i Al-Wahda FC z ZEA.

Hekari United

Hekari United to zdecydowanie najbardziej odjechany team, który kiedykolwiek zagrał w KMŚ. Dość powiedzieć, że Papua Nowa Gwinea znajduje się... na ostatnim 203. miejscu rankingu FIFA (tak, tak, za Polską). Zresztą z tego zakątka świata zwykle w samolot pakowana była jakaś drużyna z Australii (kiedyś) czy Nowej Zelandii. W tym roku to jednak Papuasi zostali sensacyjnymi zwycięzcami Oceanicznej Ligi Mistrzów. W finałowym dwumeczu wygrali oni z Waitakere United z Nowej Zelandii. W pierwszej potyczce Hekari United zwyciężył 3:0, w rewanżu poległ 1:2 i egzotyczna ekipa mająca siedzibę w Port Moresby triumfowała! A radość z tego triumfu wyglądała tak:

Bohaterem dwumeczu był napastnik Kema Jack, który zdobył w nim trzy bramki.

W środku pola prym wodzi tercet doświadczonych zawodników. David Muta to kapitan drużyny i jego serce. Pita Bolatoga wyszczerbił już zęby w meczach reprezentacji Fidżi, a w Hekari United występuje od dwóch lat. Jednak mózgiem zespołu i łącznikiem między pomocą a atakiem jest najbardziej doświadczony zawodnik drużyny. Jeżeli słowo "kariera" w odniesieniu do zawodnika grającego w Papui Nowej Gwinei ma w ogóle rację bytu, to właśnie kariera Henry'ego Fa'Arodo wygląda ciekawie.

Dżoana Krupa na jego widok z pewnością by powiedziałaby: "Twoje włosy są hipnotajzin!". Posiadający rozbudowaną fryzurę pionową zawodnik od wielu lat jest kapitanem reprezentacji Wysp Salomona i jej najlepszym graczem. Henryk jako jedyny z bandy Hekari United doczłapał się również do najbardziej zaawansowanej ligi w okolicy - australijskiej A-League. Grał tam z krótkimi przerwami przez osiem lat, m.in. w zespole Perth Glory FC. W wolnych chwilach Fa'Arodo lubi słuchać r'n'b (ciekawe czy zna to) i oglądać filmy z Alem Pacino. Nie wiem czy jego pasje pomogą Hekari United w potyczce z Al-Wahda FC, ale wydaje mi się, że nie.

Al-Wahda FC

Ich obecność to tradycyjny, grzecznościowy, przepełniony uprzejmością i dbałością o rozwój futbolu na świecie ukłon w stronę gospodarzy. Dzięki temu, że ZEA kolejny rok przyjmują międzynarodowe towarzystwo na własnym podwórku (za rok impreza wraca do Japonii), to i kolejny rok mogą wystawić jakąś swoją drużynę. Dwanaście miesięcy temu było to Al-Ahli, tym razem obejrzymy zespół Al-Wahda FC - mistrza kraju 2010. W porównaniu ze swoimi rywalami z Papui Nowej Gwinei Arabowie to giganci, goliatowie, faraonowie, burżuazja i klasa panująca. Mają pieniądze nawet na kupienie całej kadry Hekari United, oddanie jej z powrotem do klubu, a potem ponowne wykupienie. I tak siedemset razy. Co innego jednak możliwości, a co innego stan faktyczny. A jest on taki, że, pomimo kilku znanych nazwisk, klubowa kadra nie powala jak na naftowe standardy.

Trenerem drużyny jest świetnie nam znany Josef Hickersberger.

Austriak dwukrotnie (1988-1990 i 2006-2008) prowadził reprezentację swojego kraju. Był on także jej szkoleniowcem podczas EURO 2008 (autorze nie unoś się, nie zaczynaj znowu o Webbie), a po jego fiasku przeniósł się właśnie do Emiratów Arabskich. Zespół Al-Wahda trenuje już dwa lata (z krótkimi pauzami), ale dopiero tegoroczne mistrzostwo jest jego pierwszym większym sukcesem. Trzeba mu jednak oddać, że poprzedników na ławce swojej obecnej drużyny miał w ostatnich latach godnych - byli to m.in. Horst Koppel (Borussia Dortmund, Borussia Moenchengladbach) i Laszlo Boloni (m.in. reprezentacja Rumunii, Sporting Lizbona, AS Monaco).

W klubowej kadrze również można dostrzec kilka dobrze znanych nazwisk. Fernando Baiano ma za sobą świetne występy w lidze brazylijskiej (Corinthians, Internacional, Flamengo), niemieckiej (Wolfsburg) i hiszpańskiej (Malaga, Celta, Murcia). W zasadzie w każdej z tych drużyn świetnie sobie radził i seryjnie strzelał bramki. Dla Celty Vigo  strzelał je nawet w Lidze Mistrzów (2006/2007). Od dwóch lat Brazylijczyk gra w Emiratach, najpierw w Al-Jazira Club, a obecnie w Al-Wahda.

W klubowej kadrze jest również dwóch innych Brazylijczyków. Margao to defensywny pomocnik, mający na koncie nawet występy w reprezentacji Canarinhos oraz w takich klubach jak Palmeiras, Corinthians czy Internacional. Hugo natomiast jest ofensywnym pomocnikiem grającym przedtem w Gremio i Sao Paulo. Cała reszta towarzystwa stanowi w zasadzie jeden wielki zastęp reprezentantów Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Kogo warto wyróżnić? Na pewno kapitana zespołu Basheera Saeeda. To on trzyma w ryzach linię defensywną. Natomiast grający z numerem "10" Ismail Matar stanowi prawdziwy symbol zespołu. Występuje w nim bowiem niemal nieprzerwanie już od dziewięciu lat.

Nazywany w przeszłości Złotym Chłopcem gracz, zdobył nawet Złotą Piłkę dla najlepszego zawodnika Młodzieżowych MŚ 2003 (jego rywalami byli m.in. Iniesta, Tevez, Cavenaghi, Mascherano, Daniel Carvalho, Nilmar, Trochowski). Faktycznie, chwilami z piłką robił cuda.

Matar jednak futbolowego świata nie zawojował uznając, że wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej i spędzając całą swoją karierę w ojczyźnie. Co ciekawe, pomimo niemal dziesięcioletniej gry w Al-Wahda nie jest on wcale najbardziej zaawansowanym stażowo jej zawodnikiem. Na głowę bije go bowiem Abdulraheem Jumaa, który w zespole występuje nieprzerwanie od 12 lat.

Za Papuasami przemawia dziś to, co zwykle przemawia za Papuasami, czyli nie wiem co, a za Arabami z Al-Wahda przemawia cała reszta. To jest cięszka kompetiszyn, przejdzie tylko jedna dziewszyna drużyna, a kolejna runda już 10-11 grudnia.

Przemysław Nosal

Więcej o: