Zenon Konopka czyli historia pewnego fajtera

Zenon Konopka (z lewej) podczas bójki

Zenon Konopka (z lewej) podczas bójki (Fot. Kathy Kmonicek AP)

Co wyszłoby ze skrzyżowania detektywa Pikusia Konopki i Krzysztofa Oliwy? Nie, nie Brudny Harry. Zenon Konopka. Nowa polska gwiazda na firmamencie NHL. No dobrze, może nie do końca gwiazda. Ciekawe ciało niebieskie.

W rozważaniach o Polakach grających w hokeja za Oceanem pojawiali się jak do tej pory wspomniany Oliwa, Mariusz Czerkawski, Wojtek Wolski oraz kilka postaci, których ochraniacze na zęby już całe lata temu pokrył kurz. O Konopce Zenonie nie było nigdy mowy, a szkoda. Podobieństwo człowieka zwanego ''Polskim Młotem'' w czasach, gdy Marcin Gortat na piłkę do koszykówki mówił jeszcze... no cóż, zapewne ''piłka do koszykówki'' albo ''tapta'' (czyli Oliwy właśnie) do 29-letniego Konopki jest bowiem wręcz zatrważające.

Ten pierwszy, zanim zaczęto nim straszyć kraje nie przestrzegające protokołów międzynarodowych, spędził pięć lat ligach, które o byciu NHL mogłyby co najwyżej marzyć - w barwach Raleigh Icecaps (ECHL), Albany River Rats, Saint John Flames (AHL) oraz Detroit Vipers (IHL). Później Polak trafił już do New Jersey Devils i wszystko poszlo z górki. U Konopki wszystko to trwało nieco dłużej i z większymi przygodami. Najpierw były cztery lata w Ottawa 67`s w OHL, potem łącznie trzy i pół sezonu w Wheeling Nailers, Wilkes-Barre/Scranton Penguins, Idaho Steelheads, Utah Grizzlies, Cincinnati Mighty Ducks i Portland Pirates. Łącznie 489 spotkań, 123 gole i 262 asysty oraz opinia solidnego centra, z którego nigdy może supergwiazdy pokroju Justina Biebera nie będzie, bo tego błysku w sobie nie ma, ale jakby co to pralkę przestawi, nos komuś naprostuje oraz wda się w bardzo przyzwoitą bójkę (łącznie stoczył ich do tego czasu 55).

Pół sezonu 2005/2006, rok przed tym jak zdobyli Puchar Stanleya, Konopka spędził już w Anaheim Ducks. Kierownictwa ''Kaczorów'' nie zachwycił, więc następne blisko trzy lata tułał się po takich klubach jak rosyjska Łada Togliatti, Syracuse Crunch, Norfolk Admirals (był tam kapitanem) i zaliczając dwa nieistotne epizody w NHL w barwach Columbus Blue Jackets. Dopiero pod koiec sezonu 2008/2009 nietypowo nazywający się gracz pojawił się w Tampa Bay Lightning, które w kolejnym roku rozgrywkowym zawojował doszczętnie. To znaczy zawojował ich rywali.

Oliwa w swoim pierwszym pełnym sezonie NHL rozegrał w ''Diabłach'' 74 mecze z dwiema bramkami, trzema asystami i 295 minutami na ławce kar. Bilans Konopki to o jedno spotkanie mniej, dokładnie tyle samo bramek i asyst. Oraz 33 bójki. Tylu nawykła do przemocy liga nie widziała od sześciu lat, kiedy to magiczną granicę 30 starć przekroczyli właśnie Krzysztof Oliwa i Jody Shelley. Branżowy serwis bójkowy wśród mniej branżowych serwisów hokejowych - hockeyfights.com uznał, że 12 z nich Zenek wygrał, 14 zremisował i siedem przegrał, choć jak wiadomo statystyki nie oddają w pełni twardzielstwa naszego herosa. W końcu w lodowych pojedynkach na pięści czasem masz po prostu szczęście, a czasem ktoś inny założy ci koszulkę na głowę. Nie mówiąc już o sędziach, którzy przerywają walki zanim publiczność zdąży się rozgrzać na tyle, by zacząć topić lód. Jedno trzeba jednak przyznać - sezon 2009/2010 kończył Konopka dobrą passą - pięciu kolejnych wygranych bójek.

W Tampa Bays Zenon nie tylko był fajterem, ale i ulubieńcem tłumów, które doceniały jego twardą postawę na lodzie, nieustępliwość i wolę walki, nie doceniały za to jego pełnego dziwnego imienia i dlatego wołały nań ''Zeke''. Choć uznawany za rasowego psychopatę przez rywali, był kochany przez kolegów z florydzkiej drużyny, podkreślających wielokrotnie w wywiadach, że to w dużej mierze dzięki Konopce właśnie szatnia Lightning stała się tak towarzyska i przyjazna, jak nigdy wcześniej. Wybaczali mu nawet dowcipy takie jak telefony od lokalnej rozgłośni radiowej do jego kolegi z zespołu Stephane`a Veilleux, że Zeke jest aresztowany za zdemolowanie kasyna (Veilleux uwierzył i już wiózł Konopce ubrania i pieniądze na kaucję do aresztu) oraz inne takie. Wielu nie wierzyło plotkom, że prywatnie zjada on zwierzęta z zoo (razem z kratami) i że odejdzie z ''Błyskawic''. To pierwsze nigdy nie zostało udowodnione, to drugie stało się faktem w lipcu tego roku, kiedy to generalny menedżer Tampy Steve Yzerman powiedział Konopce, że nie jest już potrzebny i może sobie iść w cholerę. ''W cholerę'' okazało się być New York Islanders, którzy podpisali z nim kontrakt.

Zeke już zdążył podbić serca fanów ''Wyspiarzy'' i oko Brandona Prusta z New York Rangers. Sam też już był zresztą podbijany - i to nie tylko przez kibiców. To jest dowód na to, że gra w NHL to jednak niełatwy kawałek chleba...

Zenon Konopka

...a sama liga powoduje masowe samobójstwa wśród dentystów i chirurgów plastycznych. Ci, którzy przeżyją zarabiają dzięki niej naprawdę dobre pieniądze. Nie chcemy tu jednak epatować brutalnością, ale sympatię wzbudza też sama historia Konopki, a raczej jego ojca - Zenona Konopki seniora, który w czasie wojny musiał uciekać do Kanady i tam już pozostał. Junior już, jak podkreśla przez szacunek dla ojca, wystąpił do polskiego konsulatu w Toronto o przyznanie mu polskiego obywatelstwa.

Co zaś robi Zenon, kiedy nie zajmuje się przy pomocy pięści poprawianiem urody swoich przeciwników? Gra w pokera, zjada czołgi, a także ogląda filmy. Najchętniej ''Casino'', ''Hazardzistów'', ''Blow'' i ''Skazanych na Shawshank''. Dodatkowo ma też swoją akademię hokejową, nazwaną ze wszech miar oryginalnie Zenon Konopka`s Hockey Academy. Posłalibyście tam swoje dzieci? Bo są też tacy, którzy twierdzą, że szybciej niż tam wysłaliby je na wakacyjny obóz wędrowny z Andrzejem Gołotą pt. ''Co ci uderzyło do głowy?''.

Czy Zenon będzie drugim Oliiiiiłą czy też raczej pierwszym Konopką, ciężko orzec. Ale życzę mu wszystkiego najlepszego. Nie tylko dlatego, że gra w najfajniejszej być może lidze świata, jest Polakiem i się do tego przyznaje oraz, że boję się jego srogiej pomsty w zapalczywym gniewie. On po prostu naprawdę sprawia wrażenie fajnego, swojskiego 29-letniego chłopa.

Walki Zenona obejrzysz tutaj.

Łukasz Miszewski

Polecamy