Poligon: "...chodzi o to, by złapać króliczka" - czyli jak to bramkarzami było

Jan Mucha

Jan Mucha (Fot. Kuba Atys / AG)

Jeśli ktoś uważa, że do sukcesu wystarczy dobry napastnik, to sobotni finał Pucharu Polski mógł poważnie zachwiać jego przekonaniem. Dobrych napastników mieliśmy na boisku przynajmniej trzech, napracowali się za pięciu, wyręczać ich i tak musiał obrońca, a bohaterem meczu został Radosław Janukiewicz.

Bramkarz, gdyby ktoś pytał. Który może i miał ''dzień konia'', ale zważywszy na jego (jego - Janukowicza, nie jego - konia) postawę w półfinałowym meczu z Ruchem Chorzów, można by to raczej uznać za ''dzień świstaka'' czyli stan mocno powtarzalny.

O bramkarzach powstała cała masa przysłów, powiedzeń i truizmów: ''Budowanie drużyny zaczyna się od tyłu'', ''Dobry bramkarz to połowa sukcesu'', ''Kto rano wstaje, ten kupuje Onyszkę'', ''Ten się śmieje, kto widzi Pawełka'', ''Gdzie bramkarzy sześciu... tam pewnie Wisła znowu testuje'' itd. Jak to zwykle z mądrościami ludowymi bywa: w sporej mierze oddają one wagę problemu; dobry bramkarz to podstawa. Bo wybroni, bo ustawi i uspokoi obronę, bo wreszcie zasugeruje trenerowi, że doskonale rozumie potrzebę grania 1-4-4-2, ale jeśli w obronie miałby grać Sami Wiecie Kto, to może jednak zdecydować się na stawienie tam krzesła? Pożytku nie będzie także, ale krzesło jest tańsze, stabilniejsze i nie zbliży się do własnej bramki...

Tegoroczny sezon dziwny był wielce: wielu bramkarzy tylko jedną rundę broniło dobrze, wielu w ogóle broniło tylko jedną rundę, drugą spędzając na ławce rezerwowych, a reszta dobre mecze może policzyć na palcach i wcale nie musi w tym celu pożyczać rąk od kolegów.

''NIKT, TYLKO TY...''

Paweł Kapsa

Póki rywalizował z Mateuszem Bąkiem, bramka Lechii była bodaj jedyną pozycją, o obsadzenie której nie musiał się martwić trener Kafarski. Martwił się za to Mateusz Bąk, bo forma Pawła Kapsy uwierała go w ławkę rezerwowych. Wreszcie Mateusz Bąk zdecydował się odpłynąć na Maderę, Paweł Kapsa został bez rywala i zaczęło się... Błędne decyzje, wyjścia a'la Radosław Majdan (Wyjdę... a może lepiej nie?... Ale już wyszedłem... Hm, to może wrócę?... Tak, chyba wrócę... Za chwilę...''), ręce z meczu na mecz drżące coraz bardziej itd. Itp. Jesień zdecydowanie lepsza niż wiosna.

Wojciech Skaba

W grudniu założyłem się sam ze sobą, że doświadczenie z rundy jesiennej zaprocentuje wiosną. Gdyby przyjąć, że jedynym doświadczeniem, jakie bramkarz Polonii wyciągnął z rundy jesiennej, było przekonanie, że ''czy się stoi, czy się leży, to Polonia nie ma wielkiego wyboru, a do Legii i tak mnie nie wezmą, więc po co się szczypać'', to może bym ten zakład wygrał. Jesień nierówna, wiosna bezbarwna jak gra całej Polonii i kibice tęskniący za Michalem Peskoviciem.

Sebastian Przyrowski

Klasyczny, jeśli nie kliniczny przykład jak na formę wpływa pewność, że trener nie zaryzykuje wpuszczenia zmiennika. Jeszcze niedawno Przyrowski wymieniany był w czołówce brakarzy ligowych, stał wysoko w rankingach reprezentacyjnych, ale rundę wiosenną 2009/2010 miał koszmarną. Sprawiał wrażenie, jakby po kwadransie chciał cisnąć rękawice i pójść do domu, w 80. minucie zamieniał się w klasyczną panią z dziekanatu: kamieniał, tracił wzrok, słuch, czucie i wiarę, i czekał wyłącznie na koniec pracy. Niektórzy sądzili, że Przyrowski pozazdrościł Radosławowi Majewskiemu i też chciał zostać ukarany sprzedażą/wypożyczeniem na Zachód. Sezon w skrócie: wielkie aspiracje, wielkie nadzieje, bramka w meczu z Wisłą i cześć, jestem Arek, zabierz swoje rzeczy i przesiądź się pod okno.

Łukasz Sapela

Imponująca runda jesienna i niech Szanowna Wycieczka wybaczy, że nie będę liczyli minut bez puszczonej bramki, ale ostatnio parę razy popisywałem się zdolnościami matematycznymi , więc chyba już dość tych kompromitacji. Wiosną już było gorzej, ale wiosną cały GKS grał dziwnie i nierówno. Jak gra Sapela - każdy widzi i każdy żałuje, że bramkarz Bełchatowa nie ma ze czterech centymetrów więcej. Niektórzy przebąkują, że powinna się nim zainteresować Wisła Kraków. Czemu nie, zainteresować się można... A to jest jeszcze jakiś bramkarz, którym Wisła się nie interesowała?

Krzysztof Pilarz

Bramkarz-lustro. Kiedy Ruchowi idzie, potrafi wybronić nawet pocisk artyleryjski, a strzały z kuszy odbija w locie, ale kiedy drużyna gra słabiej, lepiej pilnować, żeby zamiast wybić ''piątkę'', nie wszedł z piłką do bramki. Solidny, zwinny i bardzo się zdziwiłem, gdy się okazało, że jest niższy od Łukasza Sapeli. Jeden z takich zawodników, bez których ciężko sobie wyobrazić zespół. Mówimy ''Pilarz'', myślimy: ''Kurczę, ale przecież Perdijić też w sumie nie jest zły, ciekawe, co się z nim dzieje''...

''AAAAAARRRRRGH! - JĘKNĘŁA ACHAJA''

Ivo Vazgec

Wyrób Kelemenopodobny i sprowadzony ''z braku laku'', okazał się brakiem i wykazał się brakiem. Zagrał siedem spotkań i jeśli ktoś chce zobaczyć jak trener Tarasiewicz zmienia kolor, a oko zaczyna mu latać, to może zapytać o sens tego transferu. Połowa bramkarzy pierwszoligowych mogłaby zapytać: ''Co Vazgec ma takiego, czego ja nie mam?'' i obawiam się, że najczęstszą odpowiedzią byłoby: ''Profil''.

Krakowskiej Szkole Bramkarskiej poświecimy osobny podpunkt.

Grzegorz Szamotulski

''Skąd przychodził? Kto go znał? Kto mu rękę podał kiedy?'' Po kolei: ze Szkocji, wszyscy go znali, trener Probierz. Na szczęście trener Probierz wie, że nieudane eksperymenty lepiej przerwać, póki jeszcze ma się brwi, więc Grzegorz Szamotulski rundę wiosenną spędził w DAC 1904 Dunajská Streda. Też nie wiedziałem, ale Internet to potężne narzędzie: pierwsza liga słowacka. Jako ciekawostke zawodowe może sobie Szanowna Wycieczka zapisać wynik 0:7 w meczu ze Spartakiem Trnava, a pytanie, kto we tym meczu bronił bramki DAC 1904 jest pytaniem okrutnie retorycznym.

Adam Stachowiak

W jego przypadku księżniczka Achaja jęknęła z bólu, bo Adam Stachowiak odniósł poważną kontuzję i właściwie cały sezon miał z głowy. Próbował go zastąpić Michał Buchalik i tu jęczeli kibice Odry, ale moim zdaniem zupełnie niesłusznie, bo widać było, że Buchalik robi co może, że trochę jednak może, a przy takiej obronie, jaką dysponowała Odra, to nawet Gandhi wyszedłby z siebie i cedząc brzydkie słowa, poszedłby na podwójną golonkę.

Maciej Gostomski i Konstantyn Machnowskij

Kiedy się ma w bramce Jana Muchę, to pozostaje tylko jęczeć, kwękać i zgrzytać zębami. Bardziej wyrafinowani zabijają oczekiwanie na pierwszy mecz, rywalizując w rzucie ananasem na odległość, wysokość i na balkon awanturujących się mieszkańców (pewnie byli bez krawata, bo mieszkaniec w krawacie...). Jęczeli rezerwowi bramkarze, jęczał klub, jęczeli kibice i kto wie, czy po raz pierwszy od wielu lat nie będziemy świadkami bezkrólewia w warszawskiej bramce. Zobaczymy, co powie Krzysztof Dowhań po turnieju Sisters Cup. Znaczy, co powie o Machnowskym, bo o Macieju Gostomskim chyba już coś powiedział, skoro klub ogłosił, że się tego bramkarza pozbywa.

Grzegorz Kasprzik

Miało być pięknie, a było jak zwykle. Kolejny bramkarz Lecha nie wytrzymał ciśnienia. Choć według niektórych źródeł to nie ciśnienie, ani psychika, tylko po prostu Krzysztof Kotorowski ulepił kolejną figurkę, wbił kolejne igiełki i po raz kolejny zachichotał diabolicznie. Nie wiem tylko czy wierzyć tym źródłom, bo chwilę po udzieleniu informacji same zachichotały diabolicznie i zaczęły rozmawiać same ze sobą na trzy glosy. Enyłej, Grzegorz Kasprzik był hitem transferowym, miał być hitem sportowym, a gdyby nie występ jego brata w meczu Piast Gliwice - Wisła Kraków, to chyba nikt by wiosną o Grzegorzu nie pamiętał

''I WESPÓŁ W ZESPÓŁ''

Andrzej Bledzewski / Norbert Witkowski

Bledzewski miał fantastyczną rundę jesienną, ale wiosną coś się w nim popsuło i całe szczęście, że trener Pasieka mógł skorzystać z Norberta Witkowskiego, bo Ekstraklasa już zaczęła machać na pożegnanie. Z dwudziestu ośmiu punktów zdobytych przez Arkę w tym sezonie połowę spokojnie można zapisać na konto obu bramkarzy i ciekawe, czy uda się ich przekonać do kontynuowania takiego układu. Jeśli tak - jeden problem dla trenera mniej. Jeśli nie - bramkarze tej klasy kosztują słono.

Grzegorz Sandomierski / Rafał Gikiewicz

Po co był trenerowi Probierzowi Grzegorz Szamotulski? - tego najstarsze żubry nie są w stanie zrozumieć. Ma dwóch młodych, perspektywicznych bramkarzy, których udaje się wpasować w zdrową rywalizację, w podział obowiązków Ekstraklasa/Puchar Polski. No chyba, żeby obaj mieli na kogo patrzeć zezem w ramach ćwiczeń z poszerzania pola widzenia. Obaj jeszcze robią błędy i potrafią doprowadzić trenera Probierza na krawędź eksplozji, ale po pierwsze - trener Probierz i tak tam mieszka, a po drugie - pogadamy, kiedy Jagiellonia sprzeda któregoś z nich, a nam opadną szczęki na widok kwoty. Znaczy, jeśli opadną, to akurat nie pogadamy, ale Szanowna Wycieczka i tak wie, o co mi chodzi.

Aleksander Ptak / Boris Isailović

Dobra, umówmy się, że wszystko jest subiektywne, więc dla celów sprawozdawczych możemy uznać, że obaj bramkarze Zagłębia prezentują podobny poziom, choć chyba wśród kibiców więcej jest zwolenników Isailovicia. Przyszedł do Zagłębia w trudnym okresie, pierwsze mecze grał na mieszance nostalgii za ojczyzną i zaskoczenia po sprawdzeniu, na którym miejscu jest jego drużyna, ale rozkręcał się szybko i ładnych parę punktów ''miedziowym'' wybronił. Fruwa pięknie i wysoko, imponująco się wygina i w dodatku może sobie pozwolić na kontuzję, bo Aleksander Ptak to solidny ligowy bramkarz i na czas rekonwalescencji wystarczy spokojnie.

Jasmin Burić / Krzysztof Kotorowski

Niewiele brakowało, a żadnego z nich nie zobaczylibyśmy w barwach ''Kolejorza''. Jeszcze pół roku rządów Franciszka Smudy i Burić podzieliłby los Golika, a Krzysztof Kotorowski odchodzi z Lecha... Hm, właściwie od zawsze, a co pół roku to już ostatecznie i definitywnie. Do Buricia uśmiechnął się Kot z Cheshire w postaci formy Grzegorza Kasprzika (kota nie ma, a uśmiech wisi...), do Kotorowskiego uśmiechnęła się kontuzja Buricia i dzięki temu nikt już chyba nie pamięta, że brakarz numer jeden był tak naprawdę bramkarzem 2,5, a bramkarza numer 2 miało nie być, bo numerków poniżej 4 nie obsługujemy. Gdyby policzyć punkty wybronione Lechowi przez parę Burić-Kotorowski to byłoby to... raz, dwa, dużo, dużo-jeden, dużo-dwa...

''KWIAT JEDNEJ NOCY - BRAMKARZ JEDNEJ RUNDY''

Rafał Kwapisz

Dobrze się zapowiadał i kto wie, czy w innej drużynie te zapowiedzi nie przerodziłyby się w coś konkretniejszego. Teraz robi się z niego kozła ofiarnego, przedstawia jako obraz moralnej nędzy i piłkarskiej rozpaczy, przypomina każdą wpadkę (trochę ich było, a niektóre dałoby się porównać z co lepszymi ''Pawełkami'') i pali się na słownych stosach, ale po pierwsze - nie on jeden zawalał i może akurat nie on najbardziej, a po drugie - po sezonie to każdy mądry, a zareagować i zaingerować w trakcie nie było komu, prawda?

Maciej Nalepa

''...biedaczysko, po szerokim szukał świecie, tego, co jest bardzo blisko'', w końcu trafił do Piasta Gliwice i razem z nim spadł do I ligi. Wrócił do Ekstraklasy ze dwa lata za późno i z osiem kilogramów za wcześnie i żeby nie było, że mu dokuczam, z powodu figury, bo aaależ! - ja mu wręcz zazdroszczę. W ostatnich meczach bronił ze złamanym palcem, ale próbował robić ile się da i jeśli Piast miał w ostatnim meczu nadzieję na utrzymanie, to głównie dzięki niemu. Pewnie zostanie w Gliwicach, bo niby gdzie się, biedak podzieje?

Radosław Cierzniak

Korona traciła jesienią sporo bramek, ale przepraszam uprzejmie, kiedy się ma w obronie Edsona z odzysku i Łukasza Nawotczyńskiego z konieczności, to raczej trudno być Dino Zoffem. Radosław Cierzniak grą nie zachwycał, ale nie przerażał jakoś specjalnie, ot, sytuował się w środkowej strefie ligowych stanów średnich. Znawcy twierdzą, ze jest w stanie nawiązać poważną rywalizację ze Zbigniewem Małkowskim, czego mu życzą wszystkie kielczanki, albowiem bramkarz Korony przystojny jest nader.

Wojciech Kaczmarek

Jesienią zagrał tylko 10 spotkań, ale chyba wyłącznie dlatego, że trzeba było jakoś uzasadnić transfer Ivo Vazgeca, bo przecież jakoś tak głupio kupić, wydać i posadzić na ławie. Znaczy, od razu. Moim skromnym zdaniem, Kaczmarek to przypadek podobny do przypadku Niedzielana w Wiśle: spore umiejętności, wielki potencjał i tylko kruca bomba, trener ma mało casu, żeby dać szansę na ogranie, uspokojenie, okrzepnięcie i pokazanie na co go tak naprawdę stać.

Michał Gliwa

Bo gdzieś go przecież trzeba zaszeregować, a ja już od roku serdecznie życzę mu jednej spokojnej rundy w bramce Polonii. I chyba powinienem przestać życzyć, bo co zacznę, to Przyrowski broni coraz gorzej, ale broni, a potem przychodzi Onyszko i Gliwa znowu będzie grzał ławę. Szkoda. Tym większa, że w Ekstraklasie na razie nie ma szans na bycie pierwszym bramkarzem, a na I ligę szkoda go tym bardziej.

KRAKOWSKA SZKOŁA BRAMKARSKA

Są na świecie rzeczy niezmienne, na które można liczyć zawsze, bez względu na warunki atmosferyczne, kurs euro i zawartość cukru w cukrze. Kromka zawsze spadnie na ziemię posmarowaną stroną, klapa w PKP zawsze opadnie w najmniej odpowiednim momencie, a krakowscy bramkarze zawsze rozświetlą szary żywot kibica uśmiechem, słowem, gestem i klopsem. Tak, wiem, że Łukasz Merda bardzo się stara i nawet mu to wychodzi, ale primo - on przecież przyszedł z Podbeskidzia, a secundo - choćby po meczu z GKS Bełchatów widać wyraźny wpływ krakowskiego powietrza.

Marcin Cabaj i Mariusz Pawełek godnie rywalizowali o ligowy kaduceusz, Marcin Juszczyk robił co mógł, ale z Mariuszem Jopem niewielu ma szanse, a najmądrzejszym krakowskim bramkarzem okazał się Ilje Cebanu, który po prostu wykupił swój kontrakt i odszedł do mistrza Rosji. Kibice Cracovii pocieszają się, że rywalizacja podobno podnosi poziom, kibice Wisły przygotowują transparent ''Witamy tysięcznego bramkarza testowanego przez nasz klub!'', a kibice innych klubów cieszą się, że Mariusz Pawełek zostanie na kolejny sezon.

Wujek Gugiel chciał dodać, że zapytanie ''błąd Cebanu'' zwróciło 2 wyniki, ''błąd Juszczyka'' - 34, wyrażenie ''błąd Merdy'' znaleziono 168 razy, ''błąd Cabaja'' 1250 razy, a ''błąd Pawełka'' - 1780 razy. Test niezbyt wiarygodny metodologicznie, oczywiście, ale chyba wiele mówiący, n'est-ce pas?

POLIGONOWE PODIUM SUBIEKTYWNE (BARDZO)

Miejsce trzecie - Arkadiusz Onyszko

Nie da się go nie zauważyć i nie da się nie zauważyć, że ma charakter. Ten charakter jest trudny, ale jest, a to bardzo dużo na tej pozycji. Nie dane mu było zostać zbawcą Wodzisławia, parę puszczonych bramek spokojnie może wpisać na swoje konto, ale nec Hercules kontra Jacek Kowalczyk w transie, a zresztą w przaśnej i przestraszonej Ekstraklasie taki zawodnik przydaje się choćby do utrzymywania ducha w klubowym narodzie, a w czasie dalekich podróży autokarem może służyć jako kulturalno-oświatowy, bo albo książkę podaruje z autografem, albo choć jego liczne tatuaże można sobie poczytać.

Miejsce drugie (ex-aequo) - Marian Kelemen i Zbigniew Małkowski

Obaj zrobili różnicę. Dobra, umówimy się, że kiedy ktoś przychodzi po Ivo Vazgecu to zadanie ma łatwiejsze, ale z drugiej strony przed sobą miał Antoniego Łukasiewicza, Mariusza Pawelca i Piotra Celebana, więc wcale nie z górki. Małkowski z kolei trafił na lepszy okres kieleckiej obrony, gdy Nawtoczyńskiego i Edsona zastąpili Jędrzejczyk i Mijajlović, ale to też nie tłumaczy wszystkiego. Obaj mieli fantastyczne mecze, obaj pięknie fruwali, obaj uratowali drużynie parę punktów i chyba obaj mogą być spokojni o miejsce w pierwszym składzie.

Miejsce pierwsze - Jan Mucha

Za rundę wiosenną, za całokształt twórczości i na pożegnanie. Rundę wiosenna miał słabszą, widać było, że duchem jest już w Anglii, a czasem jak zagrał, to aż się chciało wyjść z kina, bo przepraszam, ale tak żałosne symulki, tak drugoligowe jęki-stęki po zderzeniu z cieniem i szesnastogodzinne wybijanie piłki z ''piątki'' nie przystoją bramkarzowi tej klasy. Był jednak Jan Mucha bramkarzem, potrafiącym wygrać mecz niemal w pojedynkę, zaledwie siedem straconych bramek po rundzie jesiennej to w bardzo dużej mierze jego zasługa i zgódźmy się, że Jan Mucha nawet w słabszej formie daje trenerowi większy spokój niż większość naszych ligowych brakarzy w formie dobrej.

PS plebiscytowe. Wszystkim chętnym przypomina się o plebiscycie na najlepszą i najgorszą jedenastkę sezonu czyli FC Szanowna Wycieczka i FC Ciapciak. Wybieramy jedenastu wspaniałych i jedenastu koszmarnych oraz trenera dla każdej z drużyn i całość wysyłamy na adres andrzej.kalwa@gazeta.pl. Termin - 30 maja do północy i decyduje data stempla serwerowego. Uzasadnienia i komentarze mile widziane, czytane i niewykluczone, że cytowane. Głosy spływają, są skrupulatnie czytane, liczone i na wszelkie wypadek kwitowane, więc gdyby ktoś nie dostał pokwitowania, to niech krzyczy kapitalikami w komentarzach, bo szkoda, żeby czyjś głos przepadł.

Andrzej Kałwa

Poligon to rubryka Z czuba.pl w której Andrzej Kałwa pisze o polskiej ligowej rzeczywistości, która jaka jest - każdy widzi, a niektórzy nawet sądzą, że ją rozumieją.

Polecamy