Z cyklu "Nieznani, a szkoda": Larbi Ben Barek

Pele był i jest znany z wielu rzeczy - znakomitej gry w piłkę, przesadnie długiego nazwiska (Edson Arantes de Nascimento), działalności politycznej, ale z całą pewnością nie ze swojej skromności. Żył jednak kiedyś zawodnik, o którym Brazylijczyk powiedział ''Jeśli ja jestem królem futbolu, to on jest jego bogiem'' i którego nazwisko niezwykle miło nam się kojarzy. O kogo chodzi? O Larbiego Ben Barka.

Casablanca to nie tylko największe miasto Maroka, film z Humphreyem Bogartem i dyskoteka w Borowie. To też miejsce, w którym 16 czerwca 1914 roku wbiegł na boisko życia Larbi Ben Barek. Miał wyczucie czasu - miesiąc później miała się zacząć w Europie wojna światowa, więc przez kilka lat nikt nie zwracał uwagi na futbolowego demona, który urodził się w Afryce Północnej. W wieku 14 lat młodzieniec pojawił się w składzie klubu FC El Ouatane de Casablanca, dwa lata później dołączył do Ideal Club Casablanca, a po kolejnych czterech latach do US Marocaine, z którymi w 1937 roku zdobył mistrzostwo północnej Afryki.

W 1938 roku piłkarza sprowadził Olympique Marsylia. Na francuskim gruncie Ben Barek udowodnił, że jest piłkarzem wyśmienitym. Wybitny technik i generał środka pola od razu podbił serca marsylczyków - w 30 meczach ligowych strzelił 10 bramek, w dwóch występach w Pucharze Francji dołożył do tego kolejne cztery. Niestety szyki generała pokrzyżował mały kapral, który serca Francuzów podbił wraz z przyległościami. Ben Barek, który zdążył w międzyczasie dorobić się jako pierwszy zawodnik w historii boiskowego pseudonimu ''Czarna Perła'' (tak, Eusebio to tylko wersja 2.0) i zadebiutować w trójkolorowej francuskiej kadrze.

W związku z wybuchem wojny piłkarz zabawił się w Sama z ''Casablanki'' i postanowił zagrać to jeszcze raz, a w zasadzie ''zagrać jeszcze raz tam'', gdzie ''tam'' oznacza US Marocaine. Ze swą nową - starą drużyną zabawił się w dzisiejszy Inter Mediolan i zdobył ponownie mistrzostwo Afryki Północnej w roku 1940. I 1941. A także 1942. Oraz 1943. Jak również puchar w roku 1942.

W roku 1945, kiedy Niemcy spokojnie wrócili już do robienia swoich Volkswagenów, Ben Barek powrócił do Francji i tamtejszej kadry. Przez trzy lata wybornie grał i strzelał tony bramek dla Stade Francais, z którym w swoim ostatnim sezonie tryumfował w lidze francuskiej.

W 1948, w wieku 34 lat postanowił przenieść się do ciepłych krajów. Jego wybór padł na Hiszpanię. W barwach Atletico Madryt grał przez pięć lat, a do dziś słysząc ''Barek'' kibice tego zespołu piją z radości. W 113 meczach dla Najlepszej Madryckiej Drużyny Nie Będącej Realem, Francuz marokańskiego pochodzenia strzelił 56 bramek, wydatnie przyczyniając się przez nią do zdobycia dwóch mistrzostw (1950, 1951) i jednego Superpucharu Hiszpanii. Tworzył też śmiercionośne trio z Adrianem Escudero (najlepszy strzelec w historii klubu - 150 goli w lidze) i Jose Luisem Perezem - Payą, którego bały się wszystkie inne tria świata - bracia Be, The Jimi Hendrix Experience i lody Algidy. Dzięki rewelacyjnej grze Larbi zdobył sobie u kibiców Atletico przydomek ''Złota Stopa'', chociaż ich rywale pewnie woleliby wersję brzmiącą ''Czarna Śmierć''.

W 1953 Ben Barek uznał, że jego czas w Hiszpanii dobiegł końca i doszedł do wniosku, że jeśli jeden powrót tak dobrze mu wyszedł, to zrobi kolejny. Tym razem wrócił jednak do Marsylii, której koszulkę do 1955 zakładał 32 razy, dodatkowo 13 razy zakładając ją na głowę po strzelonych golach. Pomógł też Les Phoceens awansować do finału Pucharu Francji w 1954, zdobywając pięć bramek. W decydującym spotkaniu jego drużyna przegrała jednak 1:2 z OGC Nice. W tym samym roku okazało się, że Larbi w Marsylii i Niemcy to mieszanka bardziej wybuchowa niż cola light i mentosy



Wprawdzie tym razem nikt nie próbował podbijać świata, ani nie plótł o czystości rasy, ale w spotkaniu Francji z Niemcami, w którym po długiej przerwie powrócił do reprezentacji Ben Barek doznał poważnej kontuzji, która w zasadzie oznaczała koniec jego kariery. Ostatni sezon, czyli rozgrywki 1955/56, spędził w barwach tworu o nazwie Sidi-Ben-Abbes. Od boiska jednak daleko nie odszedł, bo przeniósł się na drugą stronę linii bocznej i wziął się za przecieranie szlaków. W 1957 został bowiem pierwszym w historii trenerem reprezentacji Maroka.

Z boiska życia zszedł tam gdzie się na nim pojawił 16 września 1992 roku. Sześć lat później został przez FIFA pośmiertnie otrzymał Order Zasługi, czyli najwyższe odznaczenie przyznawane, przez futbolowych ważniaków. Wśród jego osiągnięć warto też stwierdzić, że otworzył drzwi do kariery swojemu wielkiemu następcy - urodzonemu w Marakeszu Justowi Fontaine`owi, królowi strzelców MŚ 1958 (13 bramek!), który w 21 meczach reprezentacji Francji strzelił 30 goli, a karierę piłkarską rozpoczynał właśnie w Casablance. Warto też pamiętać, że był prawdopodobnie pierwszą ciemnoskórą megagwiazdą w futbolu opanowanym do tej pory niemal całkowicie przez białych.

Andrzej Bazylczuk & Łukasz Miszewski

Polecamy