Sport.pl

Pięć sposobów na poprawę widowiskowości F1

Nie bójmy się tego powiedzieć - pierwszy wyścig w tym sezonie Formuły 1 był nudny. I choć nieżyczliwi twierdzą, że żona Formuły 1 miała na drugie nudna, nawet życzliwi przyznają, że pierwszy wyścig tego sezonu był nudny nawet jak na standardy F1. Jak to naprawić? Oto przygarść pomysłów.

Na szamana


Jakie wyścigi są najciekawsze? Wiadomo - te w deszczu. Oczywiście, ciężko będzie zmusić pogodę, żeby robiła dokładnie to, czego sobie życzymy. Ale jakąś władzę nad pogodą można mieć - wiadomo na przykład, że w lutym w Vancouver będzie padać. Jeśli więc w tym czasie zorganizować tam Grand Prix - niemal na pewno będzie deszcz, a więc zamieszanie, wyprzedzenia, emocje, kraksy... Sam formułowy miód. Może gdyby organizatorzy układając kalendarz wzięli przykład z bohaterów ''Heavy Rain'' i uważnie studiowali tabele opadów takie wyścigi jak wysuszone na wiór Grand Prix Bahrajnu więcej by nas nie straszyły. Albo przynajmniej straszyły dużo rzadziej.

Na klepsydrę


Skończyli? Odwrócić. Brak tankowania sprawia, że skończył się już kwalifikacyjny hazard. Nikt nie kombinuje tak, że kończy sesję na oparach, żeby być jak najwyżej, a potem szybko zjechać, kiedy tymczasem przeciwnicy po pierwszej serii pit stopów... No, rozumiecie. W efekcie - kwalifikacje generalnie będą ustawiać samochody w kolejności od najszybszego do najwolniejszego. Nic więc dziwnego, że wyścig zmieni się potem w nudną procesję, w której wszyscy będą jechać swoim tempem i o ile nikomu nic się nie popsuje - dojeżdżać do mety w niezmienionej kolejności. Jak tego uniknąć? Proste - niech ostatni będą pierwszymi. Niech do każdego wyścigu zawodnicy startują w odwrotnej kolejności, niż wynikająca z klasyfikacji generalnej. Jeśli najszybsi kierowcy będą musieli przebijać się do przodu z tyłu stawki - od razu zrobi się ciekawiej. Że to niezbyt sprawiedliwe i sportowe, bo nagradza słabeuszy? Może i tak, może sport na tym ucierpi. Ale widowisko zyska na pewno.

Na Kazimierza Wielkiego


Na szczęście tory Formuły 1 nie są drewniane, więc nie trzeba zmieniać ich w murowane. Co nie znaczy, że nie przydałaby im się przebudowa. Jasne, takie tory jak Monako czy Hungaroring - delikatnie mówiąc, niezbyt sprzyjające wyprzedzaniu - w kalendarzu są, były i być powinny, już choćby ze względu na tradycję, która jak wiadomo jest czymś ekstra. Ale nowe tory, wymyślane hurtowo przez Hermanna Tielke, jakkolwiek nowoczesne, bezpieczne i bardzo ładne, nader często również wyprzedzaniu nie pomagają. Co z tego, że kierowca popełni błąd, jeśli nic go to nie kosztuje, bo tory są szerokie i jeszcze w newralgicznych miejscach oblane wielkimi połaciami asfaltu? Równie dobrze, zamiast po nitce asfaltu kierowcy mogliby jeździć między ustawionymi na lotnisku pachołkami. Ayrton Senna, Michael Schumacher, Graham Hill, Alain Prost, Jackie Stewart, Stirling Moss - to kierowcy, którzy najczęściej wygrywali Grand Prix Monako (co najmniej trzykrotnie). Trudne tory mają to do siebie, że odsiewają ziarna od plew, perły od wieprzy i wielkich kierowców od takich sobie. Nie jestem projektantem, więc nie mam gotowych rozwiązań, wiem natomiast, że wyścigi na nowych torach rzadko są porywające. Co oznacza, że coś w ich konstrukcji jest nie tak i to coś trzeba by zmienić. Q. e. d.

Na Ryszarda Rembiszewskiego


Skoro F1 przyznaje dwa osobne tytuły mistrza świata - kierowcy i konstruktora - może warto oddzielić je od siebie wyraźniej. Zamiast wiązać zawodników kontraktem z zespołami - niech ich umowy przejmie sama F1. I przed każdym Grand Prix niech zawodnicy losują samochody. Skończą się dyskusję - czy Jenson Button zasłużył w zeszłym sezonie na tytuł mistrza świata, czy może w samochodzie Brawna nawet manekin zostałby mistrzem, a Rubens Barrichello byłby trzeci. Skończą się wojenki między kolegami z teamów i team orders. Wszystko stanie się jasne - ten będzie najszybszy, kto będzie najszybszy. Oczywiście wtedy zaczną się dyskusje dotyczące uczciwości losowania i związane z tym teorie spiskowe, ale to również będzie ciekawsze od Grand Prix Bahrajnu. Że głupie? A patrzenie, jak przez blisko dwie godziny ponad dwudziestu chłopa jeździ w kółko i nic się nie dzieje nie jest głupie?

Na Groucho Marxa


Jak powiedział: ''Telewizja jest bardzo pouczająca. Za każdym razem, kiedy ktoś włącza telewizor wychodzę do innego pokoju poczytać dobrą książkę''. Formuła 1 w swojej obecnej formie może być równie pouczająca. Być może zamiast cokolwiek zmieniać należy zostawić wszystko jak jest i pozwolić, by walczyła z analfabetyzmem.

Piotr Mikołajczyk

Więcej o: