Curlingowy turniej kobiet w Vancouver - robi się rodzinnie

Kristie Moore

Kristie Moore (Fot. Nathan Denette AP)

Jest wiele rzeczy, które można robić w ciąży - najważniejszą z nich jest bycie w ciąży. Ale, czego dowodem jest przykład kanadyjskiej curlerki Kristie Moore, można tez w stanie zwanym błogosławionym startować na igrzyskach.

Co prawda puszczanie po lodzie ważącego 17 kilogramów czajnika nie jest (zapewne, nie wiem, nigdy nie byłem) ulubionym sposobem spędzania czasu przez przyszłe matki, ale Kanadyjce to nie przeszkadza. 30-latka zgodziła się na rolę rezerwowej w drużynie reprezentującej swój kraj i, co bardzo prawdopodobne, tym samym pogodziła się z ciężką myślą, że igrzyska zakończy z medalem (do tej pory każdy z trzech turniejów olimpijskich Kanadyjki kończyły na podium - ze złotem w Nagano i brązowymi krążkami w Salt Lake City i Turynie).

Żeby było zabawniej, decyzja, żeby mimo wszystko wziąć udział w olimpijskim turnieju nie jest zwykłą fanaberią Moore, ale na swój sposób kontynuacją tradycji rodzinnej. W zawodach curlingowych, będąc zresztą w ciąży z Kristie, brała już udział jej matka. Która zresztą grała także w curling jeszcze na tydzień przed urodzeniem brata olimpijki z Vancouver - Chada.

Zawodniczka postanowiła jak na razie nie sprawdzać, jaka będzie płeć dziecka. - Mam nadzieję, że będzie grało w curling - powiedziała tylko. Chodzi jej oczywiście o to, że będzie grało, tak jak jego matka i babcia, będąc w ciąży. Nawet jeśli będzie chłopcem.

ŁM