Sport.pl

Poligon: "Taka jest moja koncepcja", czyli runda jesienna na środku pomocy

Stare przysłowie pszczół głosi, że ''najlepsze scenariusze pisze życie''. Ale pszczoły przecież nie znają się na filmie. Na piłce nożnej też się zresztą nie znają.

Co do kina - zdania są podzielone i jedni stawiają na scenariusze Krzysztofa Zanussiego, inni na twórczość Joe Eszterhasa, Davida Mameta czy Stanisława Barei. W piłce nożnej wszystko jest proste: scenariusz pisze trener, zawodnicy ''starają się realizować przedmeczowe założenia taktyczne'', za reżyserię odpowiada rozgrywający, za montaż (a raczej ''demontaż'' działań przeciwnika) - defensywny pomocnik. Przyjrzyjmy się więc jesiennej twórczości tego gatunku zawodników.

Wisła Kraków miała na tej pozycji kłopoty, problemy, trudności, braki i wiatr w oczy. Jak to Wisła Kraków - w ostatnich latach miała problemy i braki na wszystkich pozycjach, a jeśli nawet nie miała, to sprawiała je sobie jak najszybciej. Łukasz Garguła spędził całą rundę na stołach operacyjnych i rehabilitacyjnych, a kiedy już z nich zszedł, to zaledwie na 27 minut, bo okazało się, że musi na nie wrócić. Kontuzja dopadła także Radosława Sobolewskiego i w pewnym momencie Wisła wyglądała jak po operacji usunięcia jedynek i dwójek. Oraz trójek.

Trener Skorża zaczął łatać środek pola Juniorem Diazem, który zawsze bardzo się stara, częściej wypuszczał na boisko Mauro Cantoro, który zamiast swojego tradycyjnego ''przyjęcie-kółeczko-podanie do tyłu'' grał teraz ''przyjęcie-kółeczko-kółeczko-kółeczko-strata-faul'', a czasem nawet pozwalał zagrać Tomaszowi Jirsakowi. Który najpierw usiłował wyjść ze zdumienia, a kiedy już wyszedł - usiłował sobie przypomnieć, co on robi tu u-u-u... I nawet całkiem nieźle mu to wychodziło, tylko Paweł Brożek nie nadążał za podaniami. Był za to Jirsak bodaj jedynym graczem Wisły, który nie bał się uderzać na bramkę zza linii pola karnego i prawie na pewno jedynym, który strzelał z dystansu większego niż 20 metrów.

Legia Warszawa na papierze dysponowała jednym z najsilniejszych środków pola: Roger, Iwański, Giza, Borysiuk, Smoliński - to zestawienie robiło wrażenie. Zawodnicy też robili wrażenie. Dokładniej mówiąc robili wrażenie śniętych nieco. Roger szybko odszedł do AEK Ateny i jak ćwierkają wróbelki spod Akropolu - nadal sprawia takie wrażenie, Piotr Giza i Marcin Smoliński zapatrzyli się na Rogera (ich wspólny ofensywny dorobek to jedna bramka, jedna asysta i dwie żółte kartki). Słabszą rundę zagrał Ariel Borysiuk, eksploatowany chyba ponad miarę, wiek i siły nie tylko w klubie ale także w reprezentacjach U-iIleś-Tam, a Maciej Iwański... Trzy bramki, sześć asyst - niby nieźle, ale ''nie za eto my uważajem'' reżysera gry. Legia, kierowana przez Iwańskiego grała jak aktorzy w polskim filmie współczesnym: każdy sobie, każdy ze sobą samym i możliwie najdalej od scenariusza. Z boiska często wiało nudą, kibice tęsknie wyglądali Sebastiana Szałachowskiego i nawet ''622 upadki Bunga Radovicia'' były ciekawsze niż taktyczne pomysły Iwańskiego, w którego wypadku sformułowania ''nieźle'' i ''przeciętnie'' wcale się je wykluczają.

Środek pola w Poznaniu w rundzie jesiennej rozczarowywał bardziej... Nie, wrrróć. Nie bardziej niż w Legii - Lech dysponował dwójką znakomitych defensywnych pomocników i niech się kibice modlą, żeby nikt nie zgłosił się po Tomasza Bandrowskiego i Dimitrije Injaca. Na razie modlą się, żeby ktokolwiek kupił Semira Stilicia, który jesienią nie tyle grał, co ''grywał''. Ot, tyle, żeby menadżerowie na zapomnieli, prezes się nie przyczepiał, a kibice nie nudzili - trzy asysty, z czego dwie efektowne i minka ''Czy mogę już wyjechać na Zachód''? Jan Zapotoka, który miał być ''lekiem na całego Stilicia'', sam wymagał leczenia i na razie kompletnie niczym nie zachwycił. Ani nie zaciekawił. Ani w ogóle nic - jego dorobek to 109 minut na boisku, jedna żółta kartka i niejasne wrażenie, że to chyba ten z takimi włosami.

Z Ruchem Chorzów jest ten problem, że tam za obraz i reżyserię gry odpowiada Wojciech Grzyb, który najczęściej grywa na skrzydle, a ''pręgowane i skrzydlate'' przerabiać będziemy jutro. W środku pola królowali Grzegorz Baran i Gabor Straka, z rzadka uzupełniani Michałem Pulkowskim czy Maciejem Scherfchenem. O tym, jak sobie radzili świadczy czwarte miejsce Ruchu po rundzie jesiennej - ciężko było przeciwnikom grać środkiem, odbijali się od chorzowskich pomocników, siły tracili, a w dodatku sami musieli się pilnować, bo Gabor Straka czasem dochodził do wniosku, że jemu też się coś od życia należy i ruszał do ataku. Pół biedy póki ruszał, bo można było próbować go zatrzymać - gorzej kiedy próbował strzelać z dystansu, bo nogę ma jak mały Cygan dwie nogi, a najgorzej było, kiedy w połowie drogi zmieniał zdanie i prostopadle podawał do Sobiecha czy Niedzielana. Była to chyba najlepsza runda Gabora Straki, a jeśli trener Fornalik znajdzie sposób, żeby go ustabilizować, to i wiosna będzie ciekawa.

Kiedy ze składu GKS Bełchatów ubył Łukasz Garguła wydawało się, że zespół trenera Ulatowskiego pogrąży się w odmętach ligowej przeciętności. Kiedy kontuzji doznał Mateusz Cetnarski - kibice zadrżeli i nawet sektor szkolny zwątpił w szanse na zajęcie miejsca w górnej części tabeli. Tymczasem okazało się, że Janusz Gol nie tylko sprawdza się w defensywie, ale potrafi także popchnąć zespół do przodu, że Patryk Rachwał poza ruszaniem łokciami, potrafi także ruszyć głową - tę dwójkę trener Ulatowski uzupełniał Jakubem Tosikiem i Krzysztofem Janusem i proszę uprzejmie - piąte miejsce w tabeli, bardzo solidny środek pola, gracze ofensywni grają jako defensywni, defensywni potrafią zagrać do przodu. Mateusz Cetnarski bez garba ''człowieka, na którego patrzy cały Bełchatów i skauci Lecha Poznań'' gra spokojniej, a Janusz Gol coraz częściej jest wymieniany jako kandydat do gry w reprezentacji narodowej. Czyli da się.

Łukasz Surma w formie, potem długo-długo nikt, potem Łukasz Surma bez formy, a dopiero potem reszta zawodników. Karol Piątek, Marcin Pietrowski, Marko Bajić czy nawet Paweł Nowak o parę kilometrów ustępują Łukaszowi Surmie, który gdy ma dzień - może biegać jako jedyny, a reszta drużyny może tylko stać i odbierać idealnie wycelowane podania. A kiedy nie ma dnia, to podania nadal są celne, tylko reszta drużyny musi już trochę pobiegać. Potrafi zatrzymać atak przeciwnika, potrafi zdecydować się na samodzielny atak, siły ma jeszcze na parę sezonów i pewnie Cracovia żałuje, że kiedy już Paweł Nowak uciekał do Lechii, nikt przy Kałuży nie pomyślał, żeby zaproponować wymianę na Łukasza Surmę.

Jeden z lepszych środków pomocy miała w rundzie jesiennej Polonia Bytom: trójką Grzyb-Bażik-Sawala długo był obiektem westchnień trenerów pozostałych klubów Ekstraklasy. Grali szybko, grali dokładnie, a ich zgranie ze skrzydłowymi przypominało najlepsze czasy pary Stockton-Malone (na pick'n'roll Radziewicza z Bażikiem nabrali się nawet wiślacy i to wtedy, gdy jeszcze byli w formie). Niestety w trakcie sezonu rozregulował się Grzegorz Podstawek, a Miroslav Barcik podpisał nowy kontrakt i zaczął udawać Semira Stilicia, więc praca trzech bytomskich muszkieterów często się marnowała. Marek Bażik zdobył aż trzy bramki, Szymon Sawala miał prawdziwą rundę konia, a Rafał Grzyb naprawdę nie powinien grać z opaską kapitana, ale to już zmartwienie trenera. Tylko którego: Szatałowa czy Probierza?

Reżyseria, destrukcja i inne zadania środka pola wyglądały jesienią w Śląsku Wrocław tak jak gra pozostałych formacji. Znaczy, wyglądały niepewnie, bojaźliwie i zza węgła. Dopiero powrót Sebastiana Mili pozwolił trenerowi Tarasiewiczowi uniknąć wizyty na oddziale kardiologicznym. Mila, choć wciąż gra jeszcze na pół gwizdka, zdobył trzy bramki, a przy sześciu asystował. Drugi wrocławski Sebastian - Dudek - strzelił także 3 gole, z czego dwa z karnych, a Krzysztof Ulatowski ograniczał się do ''działalności rozbijackiej'', czasem skutecznej, a czasem karanej kartkami (6 żółtych i jedna czerwona). Twórczość Antoniego Łukasiewicza, kiedy grał w pomocy, była jak zwykle radosna i niebezpieczna dla zdrowia psychicznego kibiców.

Cracovia wciąż eksperymentuje, a wniosek z eksperymentów jesiennych jest jeden: potrzebne są wzmocnienia. Jednym z odkryć rundy był Mateusz Klich, efektownie i efektywnie grał Michał Goliński, ale Arkadiuszowi Baranowi wyraźnie brakuje sił, Sławomir Szeliga używany jest do łatania wszelakich dziur i przecieków w składzie, a Konrad Cebula może na razie służyć przeciwnikom do trenowania wariantów znanej gry karcianej ''Okalecz pana Cebulę'', wątły jest bowiem, niepewny i czasem widać, że miałby ochotę stanąć, rozpłakać się i pójść do domu. Ponieważ jednak trener Lenczyk nawet Matusiaka potrafił zrobić piłkarza (i to dwukrotnie), wcale się nie zdziwię, jeśli wiosną to Konrad Cebula będzie okaleczał przeciwników. Szybkościowo i taktycznie, oczywiście.

Nierozłączne siostry dwie - młodzież i... Przepraszam - nie siostry tylko bracia i nie bracia, tylko przyjaciele z boiska. Oraz z Brazylii. Hermes i Bruno, Bruno i Hermes. To oni decydują o grze Jagiellonii, o jej nastawieniu, nastroju, stylu, stanie zdrowia i wody w Wiśle. Znaczy w Narwi. Kiedy mają dzień, Bruno męczy przeciwnika precyzyjnymi strzałami i podaniami, Hermes frustruje, odbierając od niechcenia każdą piłkę i podając ją do Bruno, który... i tak dalej. Połowa bramek strzelonych przez drużynę z Białegostoku to zasługo Bruno, połowa bramek niestraconych to zasługa Hermesa, Tomasz Frankowski i Kamil Grosicki napisaliby im pewnie jeszcze dłuższe laurki, a jeśli trener Probierz naprawdę chce wymienić Bruno na Rafała Grzyba, to chyba stracę wiarę w jego rozsądek.

Reżyseria gry Piasta Gliwice była na miarę jego możliwości, a możliwości owe były na miarę ostatecznego miejsca w tabeli. Mariusz Muszalik najgroźniejszy był przy stałych fragmentach gry, Paweł Gamla często grał w obronie i tylko Kamil Wilczek potrafił zagrać czasem naprawdę niekonwencjonalnie. Tak niekonwencjonalnie, że koledzy z zespołu stali, patrzyli, drapali się w głowę i dopiero po półgodzinnym wykładzie w szatni orientowali się, że ''Ahaaaa, to o to chodziło?'' Gdyby władze Piasta pozwoliły Wilczkowi odejść zimą, czerwono-granatowy film wg scenariusza Dariusza Fornalaka mógłby wyglądać wiosną jak ''Tajemnica Twierdzy Szyfrów'': aktorzy wchodzą i coś mówią,, a potem montuje się w to wszystko Jana Kiepurę śpiewającego, że niejaki Nessun coś tam sobie na boku dormał.

''Koronę Ziemi'' zdobyło już parunastu alpinistów, ale ''Koronę Korony'' można by spokojnie założyć na głowę Cezarego Wilka. Mało kto go znał, mało kto w niego wierzył, a on wypchnął ze składu Mariusza Zganiacza, pozwolił Ediemu Andradinie na spokojną grę w ataku, strzelił cztery bramki, zaliczył dwie asysty i pozostawił w cieniu Aleksandara Vukovicia. Który jesienią wcale nie zagrał źle. Dobrze co prawda też nie bardzo, ale za to tylko w ataku, bo w defensywie radził sobie bardzo przyzwoicie. Ale i tak o obliczu gry Korony, o jej formie, charakterze, kolorze, zapachu, nastroju, klimacie i odgłosach decydował jak zwykle Edi Andradina.

Gdyby nie było Bartosza Ławy, należałoby go wymyślić, bo bez niego Arka nie istnieje. Od paru sezonów gra solidnie, równo i ambitnie, ciągnie Arkę i od burłaków z obrazu Ilii Riepina różni się tym, że na obrazie dziesięciu burłaków ciągnie jedną arkę, a Ława sam ciągnie Arkę i dziesięciu kolegów. Dla klubu wart jest tyle złota ile waży, a może nawet więcej, bo przecież waży niewiele. W defensywie wspomaga Bartosza Ławę Adrian Mrowiec i tu nie wiem, co myśleć. Solidny, spokojny, a jednak jakiś pechowy: a to strzeli samobója, a to nie strzeli ważnego karnego, a to sędzia odgwiżdże karnego dla przeciwnika, bo Mrowiec jest w pobliżu, więc ''decyzja da się obronić''... W składzie Arki jest także Filip Burkh... Burkch... hmm... Burk... W Arce Ława i Mrowiec praktycznie nie mają konkurencji.

Igor Kozioł leczy kontuzję, Łukasz Piątek dopiero co ją wyleczył, Tamasa Kulcsara wymyślił Michał Listkiewicz, a podsumował prezes Wojciechowski, a Łukasz Trałka gra jak Łukasz Trałka, ale ponieważ kosztował ile kosztował, to będzie mógł grać jak Łukasz Trałka jeszcze długo. Albo przynajmniej do momentu, kiedy nie zgłosi się po niego kupiec. Czyli jeszcze długo. Jest także Łukasz Trałka jedną z odpowiedzi na pytania, co się jesienią stało z Polonią. Wydawało się, że odpowiedzią na pytanie ''Czy Polonia będzie grać lepiej?'' będzie Marcelo Sarvas. Umiejętności i potencjał ma, potrafi uderzyć z dystansu, potrafi zakręcić przeciwnikiem i znakomicie podać, ale najczęściej musi podawać do Trałki, więc niech Szanowna Wycieczka sama to sobie wyobrazi.

Zagłębie Lubin pod kierunkiem Franciszka Smudy nauczyło się, co ma grać, po co ma to grać i jak ewentualnie mogłoby to zrobić. Czasem nawet to robi. Po odejściu Michała Golińskiego ciężar prowadzenia gry spadał kolejno na Pawłowskiego, Jackiewicza, Caiado, Ekwueme, Hanzela i Świerczewskiego - ostatnia trójka jakoś ''zaskoczyła'', Martins Ekwueme i Łukasz Hanzel potrafili pociągnąć grę do przodu, Piotr Świerczewski robił to, co umie najlepiej i nie, nie chodzi o kłótnie z arbitrem. Poprawka: nie chodzi wyłącznie o kłótnie z arbitrem. Trener Smuda odszedł do reprezentacji, a władze Zagłębia nucą pod nosem stary szlagier: ''Bo dobry Bóg już zrobił, co mógł i teraz trzeba zawołać fachowca''.

Odra Wodzisław. Scenariusz jak w ''Wiedźminie''. Reżyseria takoż i nawet efekty specjalne są na poziomie smoka z gutaperki. Nie ma się jednak czemu dziwić: wracający po kontuzji Jan Woś myśli przede wszystkim, żeby nie odnieść kolejnej, Marcina Malinowskiego przez pół rundy upychano na pozycji stopera, Jacek Kuranty... takie niedomówienie... albo może uosobienie?... Jedynie Aleksander Kwiek miał jakiś pomysł na grę, a czasem miał nawet dwa i w dodatku potrafił zmieniać je w odpowiednich momentach. Zdecydowanie lepiej prezentowały się wodzisławskie skrzydła, ale skrzydła bez tego, co pomiędzy nimi, raczej nie polecą.

Kącik statystyczny

Najdłużej na boisku

1. Rafał Grzyb, Grzegorz Baran, Marcin Malinowski - 1530 minut
2. Bartosz Ława - 1524 minuty
3. Łukasz Surma - 1511 minut
4. Patryk Rachwał - 1499 minut
5. Hermes - 1492 minuty
6. Maciej Iwański - 1490 minut
7. Bruno - 1440 minut
8. Dimitrije Injac - 1428 minut
9. Adrian Mrowiec - 1412 minut
10. Mariusz Muszalik - 1404 minuty

Najwięcej bramek

1. Cezary Wilk - cztery
2. Maciej Iwański, Marek Bażik, Sebastian Mila, Sebastian Dudek - po trzy

Najwięcej asyst

1. Maciej Iwański, Sebastian Mila - po sześć
2. Marek Bażik - pięć
3. Semir Stilić - trzy

Najwięcej kartek

1. Krzysztof Ulatowski i Jacek Kuranty, - sześć żółtych i jedna czerwona
2. Dartiusz Łatka i Cezaryt Wilk po sześć żółtych
3. Arkadiusz Baran, Bruno, Adrian Mrowiec, Aleksander Kwiek - 5 żółtych

Poligonowe Podium Subiektywne

Rozgrywający

Miejsce trzecie: Bartosz Ława

Człowiek-instytucja, człowiek-firma. W gdyńskiej Arce prawdziwy Noe - gdyby mu tylko trener Pasieka dał po parce na każdą pozycję, żółto-niebiescy mogliby powalczyć o jakiś skromny Ararat, ale jest jak jest i na razie Bartosz Ława może na listę sukcesów wpisać utrzymanie Arki w zeszły sezonie i ambitną grę drużyny w sezonie bieżącym.

Miejsce drugie: Sebastian Mila

Bez niego Śląsk wyglądał jak po przejściu Tatarów lub husytów: dymy, zgliszcza, popioły i jęki rannego w ambicję trenera Tarasiewicza. Z meczu na mecz grał coraz lepiej, 3 bramki i sześć asyst to naprawdę imponujący dorobek, a coraz lepsze zgranie z Łukaszem Madejem bardzo źle wróży wiosennym rywalom.

Miejsce pierwsze: Marek Bażik

Współautor efektownego stylu gry Polonii: niby prostego, ale szybkiego, skutecznego i dokuczliwego dla rywali.. Potrafi przepięknie podać, potrafi uderzyć z dystansu i - last but not east - potrafi przekonać Miroslava Barcika, żeby ten wziął się do boiskowej roboty.

Defensywni

Miejsce trzecie: Szymon Sawala i Gabor Straka

Obaj błysnęli w rundzie jesiennej, obaj zapewniają swoim rozgrywającym komfort pracy, harują ciężko i niby na co dzień ich nie widać, ale niech tylko zabraknie ich na boisku - drużyna kuleje, zatacza się i sprawia wrażenie mocno niedysponowanej.

Miejsce drugie: Janusz Gol

Początek rundy miał trochę słabszy i już się wydawało, że to kolejna utalentowana ''jętka jednorundowa'', ale młodziutki gracz Bełchatowa wrócił do swojego rytmu i w parze z Patrykiem Rachwałem stworzył bardzo efektywny duet, a z Mateuszem Centarskim trio, przy oglądaniu którego kibice kiwali głowami i nucili po rosyjsku: ''Da, da, da''.

Miejsce pierwsze: Tomasz Bandrowski

Poziom gry wprost proporcjonalny do liczby przebiegniętych kilometrów, a liczba przebiegniętych kilometrów nieosiągalna dla konkurencji, która uznaje, że rolą defensywnego pomocnika jest stać i robić przeciwnikowi wbrew. W dodatku potrafi machnąć ręką na Stilicia i wziąć się samemu za całkiem rozgrywanie. Z całkiem niezłym skutkiem.

Andrzej Kałwa

Poligon to rubryka Z czuba.pl w której Andrzej Kałwa pisze o polskiej ligowej rzeczywistości, która jaka jest - każdy widzi, a niektórzy nawet sądzą, że ją rozumieją.

Więcej o: