Najdziwniejsze afery dopingowe (jakie pamiętamy)

Doping

Doping (BONGARTS/GETTY IMAGES/Patrik Stollarz)

Afera dopingowa z Jakubem Wawrzyniakiem w roli głównej od kilku dni robi medialną karierę. W rozwijaniu jej postanowiliśmy pomóc i my, gdyż dobrze wiemy, że nawet w czymś tak paskudnym jak oszustwa w sporcie jest pewien pierwiastek zczubowości. Oto więc kilka dopingowych afer, które z różnych powodów najlepiej zapadły nam w pamięć. Spokojnie, nie ma nic o baseballistach.

Floyd Landis - podobno kolarze częściej sięgają po doping niż pompkę do roweru i tylko kwestią czasu jest jak zaczną świecić w ciemnościach. Co jakiś czas wraca sprawa Lance'a Armstronga, trwa afera Operacion Puerto, ale nas najbardziej ujął za serce Landis i jego tłumaczenie. Po tym jak w 2006 wygrał Tour de France, wykryto w jego organizmie syntetyczny testosteron. Zawodnik ogłosił światu, że jest niewinny i dostarczył mu przy tym sporo radości za wynik testów obwiniając pitą przez siebie whiskey. Równie wiarygodne byłoby zrzucenie winy na sok z gumijagód i kiedy Floyd się pokapował, że zrobił z siebie cymbała wyznał, że tłumaczenie było pomysłem prawników. Najwyraźniej byli to prawnicy, którzy się medycynie nie kłaniali.

Jarosław Morawiecki - polski hokeista grał na Igrzyskach w Calgary. Niestety dla biało-czerownych skończyło się to zmienieniem wyniku meczu z Francją ze zwycięstwa na lodzie 6:2 na porażkę 0:2 po testach antydopingowych. Według oficjalnej wersji Morawieckiemu niedozwolone środki dorzucono do barszczu, który podano na przyjęciu u Polonii kanadyjskiej. Najwyraźniej ten, kto prześladował hokeistę nie dał za wygraną, bo zaraz po tym jak Morawiecki wrócił na lód po 18-miesięcznej dyskwalifikacji, znów okazało się, że ma więcej testosteronu niż wszystkich 300 Spartan razem wziętych. Tym razem kazano mu zawiesić łyżwy na kołku już na dobre, ale w 1992 karę zawieszono i wznowił karierę. Dokończył ją już bez wpadek, ale podobno ksywy Barszczyk już się nie pozbył.

Oussama Mellouli - Tunezyjczyk to największa gwiazda arabskiego pływania - przywoził medale z Mistrzostw Świata w Barcelonie (2003) i Montrealu (2005). Przywiózł też z Melbourne w 2007, ale długo się nimi nie nacieszył. Srebro na 400 metrów stylem dowolnym i złoto na dwa razy dłuższym dystansie odebrano mu, gdy okazało się, że przyjmował jedną z form amfetaminy zawartą w leku dla osób cierpiących na ADHD. Mellouli przyznał się do brania go, ale zapewniał, że poprawiający koncentrację specyfik miał mu pomóc zdać sesję na uniwerku, a nie oszukiwać na basenie. Jak poszła mu sesja, która kosztowała go dwa krążki MŚ nie wiemy. Wiemy natomiast, że już czysty pojechał na igrzyska do Pekinu, z których przywiózł złoto na 1500 m stylem dowolnym. Cały akademik musiał być z niego dumny.

Justyna Kowalczyk - tłumaczenie ''a skąd mam wiedzieć, że to zakazane'' jest jednym z najpopularniejszych wśród dyskwalifikowanych sportowców. Przykładem tego, że zawodnicy kurują się środkami zawierającymi niedozwolone substancje jest polska narciarka. Kowalczyk zdyskwalifikowano na dwa lata po tym, jak w 2005 wykryto u niej jedną z grupy substancji o dźwięcznej nazwie- glukokortykosteroidy. Znajdowała się ona w dexamethasonie - przeciwbólowym leku, którym Kowalczyk brała po kontuzji ścięgna Achillesa. Na szczęście po apelacjach karę skrócono i zawodniczka wróciła do gry już w grudniu 2005. Mogła też jechać na igrzyska w Turynie, z których przywiozła brązowy medal - było wiele radości.

Ludmiła Engquist - kariera reprezentującej ZSRR, Rosję, a następnie Szwecję płotkarki mogła zakończyć się albo poważnie przyhamować w 1993. Wtedy bowiem u mistrzyni świata wykryto sterydy i zawieszono ją na cztery lata. Zawodniczka zarzekała się, że nigdy nic nie brała i nie ma pojęcia jakim cudem wyniki badań wciąż wychodzą pozytywnie. W końcu okazało się, że za całą tajemnicą stoi mąż Ludmiły, któremu tak zależało na świetnych wynikach połowicy, że szprycował ją sterydami. Karę Engquist odwieszono więc już w 1995. Po powrocie zdołała sięgnąć po złoto na 100 m przez płotki na Igrzyskach w Atlancie (1996) i MŚ w Atenach (1997) oraz brąz na MŚ w Sewilli w 1999.

Heidi Krieger - kulomiotka z NRD to wyjątek na naszej liście, bo na dopingu nigdy nie wpadła. Mimo to jej przykład jest jednym z najsłynniejszych i najsmutniejszych. Heidi wywalczyła złoto na Mistrzostwach Europy w 1986. 11 lat później zmieniła imię na Andreas oraz płeć. Lekarze reprezentacji tak faszerowali ją sterydami twierdząc, iż to witaminy, że chirurgom robiącym z niej mężczyznę dużo roboty nie zostawili.

Maradona - Wawrzyniak jest piłkarzem, więc i na naszej liście musiał znaleźć się jakiś kopacz, a czy dałoby się znaleźć zacniejsze towarzystwo niż Diego Armando? Argentyńczyk w czasie swojej kariery dwukrotnie miał przymusowe wietrzenie korków z powodu dopingu. Najpierw w 1991 zawieszono go na 15 miesięcy za zażywanie kokainy. Drugą wpadkę zaliczył na Mundialu w 1994, który skończył się dla niego już po dwóch spotkaniach. Po wykryciu w jego organizmie efedryny został wyrzucony z turnieju. Sam zawodnik twierdził, że nie oszukiwał, tylko amerykańska wersja podawanego mu napoju energetycznego zawierała substancje, których w jej argentyńskim odpowiedniku nie było, a że nie wiedział, iż receptury się różnią nieświadomie przyjął zabronione środki. Istnieje też wersja, że Diego dostał od FIFA pozwolenia na użycie dragów, by przed mistrzostwami zrzucić wagę i móc na nich wystąpić, bo bez niego Mundial byłby niekompletny niczym Ronaldo bez żelu.

Andrea Baldini - dowód na to, że prawdopodobnie nie ma sportu, w którym nie stosuje się dopingu. Dwukrotny wicemistrz świata we florecie i główny kandydat do złota w Pekinie został na pół roku zdyskwalifikowany po tym, jak w jego organizmie wykryto niedozwolone środki powodujące spadek wagi ciała. Zawodnik tłumaczył, że wyniki testu mogą być spowodowane przypisanymi mu przez lekarza antybiotykami. Twierdził też, że mógł paść ofiarą spisku. I o dziwo mógł mieć rację, bo zaangażowanie bliżej nieokreślonych osób trzecich uznano za okoliczność łagodzącą. Szermierze to jednak mały pikuś w porównaniu z szachistami, których także poddaje się testom antydopingowym. Tam chodzi jednak o możliwość włączenia królewskiej gry do programu Igrzysk Olimpijskich.

Marion Jones - przykład tego, że jedyną pewną rzeczą na świecie jest to, że w ZUSie nie pracują ''luźne spoko ziomy''. Była symbolem cnót wszelakich i przykładem dla dzieci i młodzieży. Firmy zabijały się, żeby zagrała w ich reklamach, a kampanie społeczne z nią odnosiły sukcesy. Pierwsza rysa na jej nieskazitelnym wizerunku pojawiła się w 2004, gdy Victor Conte - założyciel niesławnego centrum dla sportowców BALCO stwierdził, że osobiście dawał Jones sterydy przed Igrzyskami w Sydney. Dowodów nie było, bo eksperymentalne substancje miały być niewykrywalne dla ówczesnych testów. Kolejne problemy pojawiły się dwa lata później- gazety doniosły, że gwiazda stosuje EPO. Zawodniczka zaprzeczyła, a badania próbki B oczyściły ją z zarzutów. W 2007 jednak powróciła sprawa z BALCO i na jaw wyszły fakty ponad wszelką wątpliwość dowodzące, że Jones na igrzyskach była doładowana bardziej niż bolidy Brawn GP. Anulowano wszystkie wyniki, jakie osiągnęła po wrześniu 2000 roku - musiała oddać medale, puchary oraz pieniądze wywalczone na dopingu. Dzięki temu pozbyła się między innymi trzech złotych i dwóch brązowych medali z Sydney. Dna sięgnęła, gdy okazało się, że jest także zamieszana w aferę finansową z udziałem jej byłego męża - innego zdopingowanego lekkoatlety Tima Mongomery'ego. Piękna kariera Jones zakończyła się wyrokiem za składanie fałszywych zeznań. Upadła gwiazda na sześć miesięcy trafiła za kratki - wyszła we wrześniu 2008 roku.

Tomasz Lipiec - polskiego chodziarza zawieszono na cztery lata w 1993, gdy w jego moczu znaleziono ślady wskazujące na doping. Okazało się jednak, że Komisja do Zwalczania Dopingu w Sporcie podobno popełniła błędy i w 1996 Lipiec wrócił na trasy. Najzabawniejsze jest to, że jedną z pierwszych jego decyzji po tym, jak w 2005 został ministrem sportu było niepowołanie na kolejną kadencję Jerzego Smorawińskiego - przewodniczący komisji, która zdecydowała o jego dyskwalifikacji. Podobno także ze względu na niego były chodziarz w ostatniej chwili zrezygnował z wizyty w Turynie, gdzie wspólnie ze Smorawińskim miał lobbować na rzecz przyznania Poznaniowi Uniwersjady 2011. Z funkcją ministra Lipiec pożegnał się w... lipcu 2007. W październiku został zatrzymany przez Centralne Biuro Antykorupcyjne, gdyż do podejmowania decyzji miały dopingować go gratisowe korzyści majątkowe. Na wolność wyszedł za poręczeniem majątkowym.

Waterford Crystal - najbardziej nietypowy, bo czteronożny członek naszego panteonu zdopingowanych bohaterów. Waterford Crystal to koń, na którym Irlandczyk Cian O'Connor wywalczył złoto w skokach przez przeszkody na Igrzyskach w Atenach. Medalem cieszył się tylko przez dwa miesiące - potem okazało się, że wierzchowiec był na dopingu. I tu zaczęły się rzeczy bardziej tajemnicze niż to, że ktoś kupuje płyty Ramony Rey. Najpierw ktoś włamał się do siedziby Irlandzkiej Federacji Jeździeckiej i buchnął dokumentację dotyczącą Waterford Crystal. Potem próbkę B krwi rumaka wcięło podczas przewożenia z Paryża do Wielkiej Brytanii. Następnie okazało się, że to, co zniknęło nie było krwią, tylko moczem, a krew nadal jest. Jej testy wykazały, że w organizmie Waterford Crystal obecne były dwie substancje podawane ludziom jako antydepresanty. Irlandczycy twierdzili, że środki rzeczywiście wierzchowcowi podano, ale miesiąc przed Igrzyskami, gdy leczono go z urazu nogi i w Atenach nie miały żadnego wpływu na jego dyspozycję. Mimo to O'Connora pozbawiono jedynego medalu wywalczonego przez Irlandię na greckiej ziemi. Sam koń z uporem osła nie komentował całej sprawy.

bazyl

Polecamy