Sport.pl

Największe dary Irlandii dla sportu

Dziś jak świat długi szeroki będą płynąć strugi Guinnessa, Murphy'sa oraz lokalnych piw zabarwionych na zielono (też zawsze macie nadzieję, że to nie Ludwik?). Dziś bowiem jest Dzień św. Patryka - patrona Irlandii. Na swój sposób postanowiliśmy obejść go także my - oto najważniejsze według Z Czuba dary Zielonej Wyspy dla świata sportu.

Pat Burke - Szkocja dała światu Jamesa Naismitha, który wymyślił koszykówkę. Po latach okazało się, że uczynił to, by Irlandia mogła dać Pata Burke'a - najzabawniejszego centra w historii basketu. Środkowy Prokomu jeszcze w czasach gry w NBA podbił Youtube jako kandydat na członka Kongresu, bohater własnego reality show i wynalazca najlepszego płynu na porost włosów

 

 

Powody, dla których codziennie powinniśmy dziękować Irlandii za Pata i dziś co najmniej raz wypić jego zdrowie, znajdziecie tutaj.

Celic F.C. - Irlandczycy zapewne podejrzewając, że ich drużyny w europejskiej piłce klubowej nie zrobią szału, postanowili więc założyć swój klub gdzie indziej. Owym ''gdzie indziej'' okazała się Szkocja, a konkretnie Glasgow, gdzie w 1887 irlandzki duchowny - brat Walfrid założył Klub Piłkarski Celtic. Zespół zaczął grać w 1888, a w 1967 został pierwszą drużyną z Wysp, która wywalczyła najcenniejsze klubowe trofeum na Starym Kontynencie. Celtic z Irlandią łączy także to, że w piosenkach fanów The Bhoys można znaleźć wyrazy poparcia dla IRA, a w samej drużynie odszukać Polaka jest równie łatwo, co na irlandzkim zmywaku.

Futbol gaelicki - ludzkość wymyśliła piłkę nożną, rugby i koszykówkę, a Irlandczycy postanowi sprawdzić co byłoby, gdyby grać w nie jednocześnie. Wyszedł z tego szampon i odżywka w jednym oraz kalosz i bambosz polegające na starciach 15-osobowych drużyn, gdzie można kopać, kozłować, rzucać i generalnie robić wszystko, byle tylko posłać piłkę do bramki (3 pkt) lub nad nią (1 pkt). Fanów futbolu gaelickiego można spotkać w każdym pubie świata - pod warunkiem, że akurat zabłądzili do niego jacyś Irlandczycy.

Hurling - kolejny przejaw tego, że Irlandczycy czasem budzą się i stwierdzają, że ''zrobią to lepiej'', a sporty, gdzie nie ma punktów za przerzucenie piłki nad poprzeczką ich zdaniem nie mają prawa istnieć. W dodatku są święcie przekonani, że uprawianie kilku dyscyplin jednocześnie jest znacznie fajniejsze niż jednej. Dlatego też kiedy na całym świecie rodzice wysyłają swoje dzieci na treningi lacrosse czy hokeja na Zielonej Wyspie gra się w hurling, który wygląd tak:

 

 

Podobno najtęższe irlandzkie umysły pracują nad połączeniem curlingu, strzelania do rzutków i wszechstronnego konkursu konia wierzchowego - na razie wiadomo tylko, że grać się będzie przy użyciu piłki - w końcu musi przelatywać nad poprzeczką.

Eddie Jordan - motoryzacyjny człowiek-instytucja. Między 1991 a 2005 w Formule 1 śmigał jego zespół - Jordan Grand Prix. W ekipie Irlandczyka debiutował Michael Schumacher, a największym sukcesem JGP było to, że ich bolidy jeździły trzecie miejsce wywalczone przez Heinz-Haralda Frentzena w 1999. Gdyby nie Jordan Ajrisze pytani o F1 pewnie zaczynaliby opowiadać o tym jak hodować pelargonie, bo Ralphem Firmanem, Dave'em Kennedym, Derekiem Dalym i Tommym Byrnem, którzy łącznie mają na koncie udział w 91 wyścigach F1 i całe 16 wywalczonych w nich punktów raczej by się nie chwalili.

Cian O'Connor - jedyny jak dotąd irlandzki Nieznany, a szkoda jest jak dotąd jedynym bohaterem tego cyklu, który gościł w nim dwukrotnie. Najpierw opisywaliśmy jego zawikłane losy i dyskwalifikację z aferą szpiegowską i naćpanym koniem w rolach głównych oraz kolesiem o imieniu Tadhg w roli trzecioplanowej. Za drugim razem pojawił się, gdy na Igrzyskach w Pekinie irlandzki jeździec okazał się wirtualny niczym stadiony i autostrady na Euro.

Bob Tisdall - sprinter, który na Igrzyskach w 1932 wywalczył złoty medal w biegu na 400 metrów przez płotki. W gratisach zwinąłby także rekord świata, ale ówczesne przepisy pozwalały za rekordzistów uważać tylko biegaczy, którzy nie robili krzywdy płotkom, a Tisdall w swym najlepszym biegu przewrócił ostatni z nich. Między innymi ze względu na Irlandczyka zdecydowano się odejść od tego obostrzenia. Swoją drogą naszym zdaniem to niesprawiedliwe, że zawodnicy, którzy przewracali płotki byli karani, a płotki, które przewracały zawodników - nie.

Alexander McDonnell - po tekstach o Ksawerym Tartakowerze i Akibie Rubinsteinie czujemy się szachowymi znawcami, więc królewska gra pojawia się i przy okazji Irlandii - bo Irlandczycy nie Naurańczycy i swoje legendy szachów mają. Jedną z nich jest McDonnell, który w 1834 rozegrał szereg spotkań z jednym z najlepszych graczy w historii - Louis-Charlesem Mahe de La Bourdonnais. Wprawdzie Francuz był lepszy, ale Irlandczyk okazał się godnym przeciwnikiem i ich pojedynki były prawdziwymi medialnymi hitami. Niestety, hitowość ta była dość ograniczona - głównie z braku mediów. Powstała jednak książka z zapisem meczów, która przez lata dla młodych szachistów była lekturą obowiązkową niczym ''O psie, który jeździł koleją''. O tym, że mecze te były bardzo znaczące świadczy fakt, że mają własną stronę na Wikipedii. Zczuba swojej strony nie ma, co znaczy, że bardzo znaczące nie jest.

Kevin McBride - bokser i bohater Rzeczypospolitej Obojga Narodów (czyli Polski i Irlandii). Cała Zielona Wyspa pokochała go, gdy w 2005 przez techniczny nokaut w szóstej rundzie pokonał Mike'a Tysona. Do serc Polaków trafił dwa lata później, kiedy dla odmiany przez techniczny nokaut w szóstej rundzie przegrał z Andrzejem Gołotą. Porażka z Andrew zakończyła karierę irlandzkiego worka treningowego pięściarza.

Stephen Roche - kolarz, który jako drugi w historii w ciągu jednego sezonu (1987) mógł się pochwalić zwycięstwami w Tour de France, Giro d'Italia i Mistrzostwem Świata. Zasłynął cytatem: ''Mimo że zawód kolarza jest bardzo ciężki, a czasem wręcz okrutny, moja miłość do roweru pozostaje wciąż taka sama dziś, jak wtedy gdy odkryłem rower. Jestem przekonany, że będę jeździł na rowerze jeszcze długo po zakończeniu mojej zawodowej kariery. Nigdy nie zrezygnuję z roweru. Widzę mojego dziadka, który ma teraz 70 lat i wciąż jeździ na rowerze po okolicy. To jest dla mnie piękne i rower na zawsze musi zostać częścią mojego życia''. Większość Zczuba mogłaby się pod tym podpisać, o ile tylko zamieniono by ''jeżdżenie na rowerze'' na ''picie piwa''.

Alex Higgins - gdyby Paul Gascogine był snookerzystą, byłby Alexem Higginsem. Irlandczyk z Północy niesamowity talent do gry łączył z talentem do robienia problemów i tego, że sportowy tryb życia widział jedynie w telewizji, a i to tylko przez moment. Snookerowych sztywniaków doprowadzał do łez pijąc i paląc w czasie turniejów, co nie przeszkodziło mu w zdobyciu Mistrzostwa Świata w 1972 i 1982. W dokonaniu tego po raz trzeci przeszkodziły mu za to liczne kary, w tym roczna dyskwalifikacja za uderzenie z główki jednego z działaczy podczas UK championship w 1986. Podobno działacz mówił coś o siostrze Zidane'a. Czas Higginsowego temperamentu nie utemperował, bo w 2007 były mistrz świata zaatakował sędziego podczas jednego z turniejów charytatywnych. Największym zwycięstwem Higginsa jest jednak pokonanie nowotworu - sztuka, która niestety nie udała się snookerowemu Nieznanemu - Paulowi Hunterowi.

Irlandzcy piłkarze - o kimkolwiek byśmy nie napisali na pewno zajadzie się 95430 osób, wypominających nam, że o kimś zapomnieliśmy, więc nie wymienimy nikogo. Nadmienimy za to, że wielu kopaczy z Irlandii zapisało się zielonymi koniczynkami w Wielkiej Księdze Futbolu. W Wielkiej Księdze Polskiego Futbolu zresztą także - szczególnie sympatycznie uczynili to reprezentanci Irlandii Północnej, którzy w eliminacjach do Mistrzostw Świata w Niemczech dostarczyli nam komplet punktów, a naszym rywalom oczka urywali. Mamy nadzieję, że w walce o Mundial 2010 wykonają podobny manewr.

Więcej o: