Sport.pl

Nowa jakość w polskiej prasie sportowej - przemalowywawanie ziemniaków na pomidory

Wydawało nam się, że od czasu "Potrójnego Axela" nic bardziej spektakularnego od umieszczania jednego artykułu w trzech gazetach nie da się wymyślić. Ale jak zwykle się myliliśmy.

Wydawnictwo Axel Springer, które wydaje w Polsce trzy gazety codzienne ma jeden dział sportowy. Jeden dziennikarz pisze jeden artykuł, który w postaci skróconej i miałkiej pojawia się w "Fakcie", a w postaci rozbudowanej w "Przeglądzie Sportowym" i w "Dzienniku". Prowadziło to do dość uroczych sytuacji, w którym na przykład ten sam tekst o Matusiaku przed Euro w jednej gazecie był zatytułowany "Matusiak się uratował?", a w drugiej "Matusiak i Bronowicki nie pojadą".

Ale do tego przywykliśmy. Tymczasem wydawnictwo Presspublica podnosi sztukę umieszczania tych samych artykułów sportowych w dwóch różnych gazetach na wyższy poziom.

Dziś w "Życiu Warszawy" znalazł się artykuł Piotra Szeleszczuka pt. "Polska koszykówka w fazie agonii", a w "Rzeczpospolitej" artykuł Piotra Szeleszczuka pt. "Smutek pod tablicami".

Weźmy kilka akapitów. Przykład 1. "Rzeczpospolita":

Tak źle nie było w lidze od dawna. Ekstraklasa wciąż nie ma sponsora, budżety klubów są mniejsze niż rok temu. Broniącemu tytułu Prokomowi Trefl Sopot z 30 mln zł zostało zaledwie 12 mln, a kilka drużyn balansuje na krawędzi wypłacalności.

"Życie Warszawy":

Tak źle w polskiej koszykówce nie było od pierwszej połowy lat 90., gdy w naszej biednej, zaściankowej lidze rolę gwiazd pełnili co najwyżej przeciętni zawodnicy zza wschodniej granicy, a jedyny Amerykanin (Keith Williams) w pojedynkę prowadził swoje drużyny (Śląsk Wrocław, Mazowszanka Pruszków) do kolejnych tytułów mistrzowskich.

Przykład 2. "Rzeczpospolita":

Wiosną dzięki pomocy dziennikarzy ?ŻW? prezes związku Roman Ludwiczuk dowiedział się o polskich korzeniach Dana Dickau, który w ciągu ostatnich sześciu lat rozegrał 300 spotkań w NBA. Udało się nawet zgromadzić dokumenty potwierdzające polskie pochodzenie Dickaua, ale on sam wciąż nie jest przekonany, czy chce grać dla Polski.

"Życie Warszawy":

Na wiosnę dzięki pomocy dziennikarzy ?Życia Warszawy? prezes związku Roman Ludwiczuk dowiedział się o polskich korzeniach amerykańskiego obrońcy Dana Dickau, byłego koszykarza NBA. Na początku wszystko wyglądało obiecująco. Udało się nawet zgromadzić dokumenty potwierdzające polskie pochodzenie Dickaua, ale on sam wciąż nie jest przekonany, czy chce grać dla Polski.

Przykład 3. "Rzeczpospolita":

Zdarzają się też sytuacje groteskowe. Oficjalnym otwarciem sezonu miał być mecz o Superpuchar pomiędzy Prokomem a Śląskiem Wrocław. Jednak wrocławianie wycofali się ze spotkania, argumentując, że są w zbyt słabej formie. I w tym samym terminie zdecydowali się rozegrać... sparing z Prokomem.

"Życie Warszawy":

Jest strasznie? Tak. Ale i śmiesznie. Oficjalnym otwarciem sezonu miał być dzisiaj mecz o Superpuchar pomiędzy Prokomem a Śląskiem. Wrocławianie się z niego wycofali, argumentując, że są w słabej formie. Inauguracją sezonu będzie więc ligowe spotkanie Czarni Słupsk - PBG Basket Poznań (początek relacji w TVP Sport o godz. 16.45). Tymczasem Śląsk rozegra dziś sparing z... Prokomem.

Przykład 4. - ostatnie zdania tekstów. "Rzeczpospolita":

Takich przykładów jest więcej. Nasza koszykówka przeżywa zapaść i nie zanosi się na to, aby w najbliższym czasie miała ozdrowieć.

"Życie Warszawy":

Podobnych przykładów jest więcej. Niestety, wszystkie potwierdzają jedną tezę - polska koszykówka jest w zapaści i nie zanosi się na to, aby w najbliższym czasie miała cudownie ozdrowieć.

Rozumiemy ideę jednego tekstu do dwóch gazet, choć jej nie pochwalamy. Ale pisanie jednego tekstu do jednej gazety i potem przerabianie go na inny tekst do innej gazety poprzez zamienianie tytułu, a także "w lidze" na "w polskiej koszykówce", "nawet się udało" na "udało się nawet", "zdarzają się sytuacje groteskowe" na "jest strasznie? Tak. Ale i śmiesznie" oraz "nasza koszykówka przeżywa zapaść" na "polska koszykówka jest w zapaści" jest jednak groteskowe (czy może "straszne, ale też śmieszne").

A poza tym kłóci się z ekonomiką pracy. Ileż z takim przerabianiem roboty! A przecież w końcu ktoś się zorientuje, że te pomidory, to tylko zieminiaki pomalowane farbą olejną.

I co wtedy będzie?

Więcej o: