Sport.pl

Z cyklu "Nieznani a szkoda": Andy Fordham

Są sportowcy, którzy nie mają wielu fanów z bardzo prozaicznego powodu - uprawiana przez nich dyscyplina nie jest popularna. W naszym kraju na taki los skazane są czczone na Wyspach gwiazdy snookera, carlingu czy darta. Właśnie w ostatniej z dych dyscyplin najwyższe laury zdobywał, a może zdobywać jeszcze będzie nasz dzisiejszy bohater, sportowiec wielki w każdym słowa tego znaczeniu - Andy Fordham.
Liczący dziś 45 wiosen Andy po raz pierwszy zaszczycił świat swą obecnością w Londynie 2 lutego 1962, co znaczy że jest starszy od Radosława Kałużnego dokładnie o 12 lat. STARSZY OD KAŁUŻNEGO! Nie wiemy co robił przez pierwsze dwadzieścia kilka lat życia, ale podejrzewamy, że trenował trafianie do celu, pił piwo oraz tył, czyli pracował na swój pseudonim - Wiking. Świat usłyszał o nim w 1995, gdy po raz pierwszy przybył do Lakeside Country Club, czyli hotelu, w którym odbywają się Mistrzostwa Świata w rzutkach. Nasz... mhm... mały bohater w swym debiucie zabrną aż do półfinału, gdzie uległ tryumfatorowi całej imprezy - Richie Burnettowi z Walii. Podobny manewr powtórzył rok później, gdy znów tuż przed finałem turnieju został ograny przez późniejszego zwycięzcę. W następnych latach wciąż nie zdołał wspiąć się na szczyt i zawsze spadał z któregoś ze szczebli turniejowej drabinki. Czas ten nie był jednak zupełnie stracony, bo w międzyczasie Andy zdołał opróżnić jakieś miliardy butelek piwa i zapewne uratować od bankructwa kilka średniej wielkości browarów. Także sportowo nie było najgorzej - w 1999 Fordham wygrał bowiem niezwykle prestiżowy turniej Masters. W 2002 zawitał do półfinału World Darts Trophy, a rok później poległ w tym samym etapie International Darts League.

W Mistrzostwach szło mu jednak niczym All Blacks w Pucharze Świata. Mimo tego, cała pasjonująca się dartem część globu pokochała Andy'ego. Ciężko jest bowiem nie kochać ważącego prawie 200 kilo faceta, który relaksuje się przed meczem, wypijając 30 piw. Nie wiemy czy gustuje w dużych czy małych, ale trzeba przyznać, że w każdym razie wynik jest imponujący. Podejrzewamy, że po takim uspokajaczu mielibyśmy problem z trafieniem w tarczę, albo ze zdecydowaniem, która z tych pięciu jest właściwa. Wiking takich problemów nie miał. Jego zamiłowanie do piwa zainspirowało nawet psycho-naukowców z programu "Brainiac". Ekipa pod dowództwem Richarda "Chomika" Hammonda doszła do wniosku, że duża ilość browara ujemnie wpływa na grę w rzutki. Podejrzewamy jednak, że bali się o tym powiedzieć Andy'emu. Nie dziwimy się wcale, my też balibyśmy się powiedzieć facetowi o posturze tego, że jego dwie ukochane rozrywki wzajemnie się wykluczają.

W końcu nadszedł rok 2004. Kiedy my żyliśmy rozgrywanymi na portugalskich boiskach Mistrzostwami Europy, Fordham po raz piąty w karierze doszedł do półfinału Mistrzostw Świata. Tam czekał na niego broniący tytułu Raymond van Barneveld. Panowie spotkali się już wcześniej, w roku 1999. Wtedy lepszy okazał się Holender, który wysłał Fordhama do domu w drugiej rundzie turnieju. Teraz Anglik pałał żądzą zemsty i browarów. Nim jednak mógł się spokojnie napić, minęło sporo czasu, panowie stoczyli bowiem jeden z najbardziej dramatycznych meczów w historii rozgrywanych w Lakeside mistrzostw. Andy wykazał się niesamowitym wyczuciem dramaturgii i brakiem litości dla nerwów swoich fanów - w toczonym do pięciu wygranych partii spotkaniu najpierw przegrywał 3:0, potem 4:2, a na koniec włączył turbodoładowanie i wygrał trzy ostatnie sety. W finale poradził sobie gładko 6:3 z inną gwiazdą dartów - Mervynem Kingiem. W taki sposób Wiking dołączył do prestiżowego grona zawodników mających na swoim koncie tryumf w Masters i tytuł mistrzowski. Jego 190 kg czyniło z niego wtedy zapewne najgrubszego mistrza świata w 2004 roku w niekontaktowych sportach indywidualnych. Rok później schedę tę przejął inny Anglik - snookerzysta Shaun Murphy.

Niestety już w 2004 roku zaczęło się okazywać, że wcale nie jest tak, iż czym więcej Andy`ego tym lepiej. Zwłaszcza nie dla niego samego. Prawie 200-kilowa tusza Wikinga zaczęła mu bowiem przysparzać wielu poważnych problemów zdrowotnych. W trzynastosetowym pojedynku z Philem Taylorem, mistrzem świata z ramienia Professional Darts Corporation, reprezentujący British Darts Organization Fordham musiał wycofać się z powodu kłopotów z ciśnieniem. Dało mu to nieco do myślenia i po wychyleniu kilkuset więcej pint Andy postanowił zrobić coś wreszcie ze swoim ciałem. Wziął udział w angielskim show "Celebrity Fit Club", gdzie wyspiarskie gwiazdy zrzucały wagę na oczach widzów. Fordham prawdopodobnie zrzucił swoją z ósmego piętra, bo po programie wrócił do domu bez 17 kilogramów.

Niestety chudszy Andy okazał się też mniej dartowym Andym. Dwukrotnie, w 2005 i 2006, odpadł już w pierwszej rundzie turnieju w Lakeside. W Mistrzostwach Świata organizowanych przez BDO w 2007 roku, Andy`emu nie było dane rzucić czymkolwiek ani razu (chyba, że ze złości telefonem komórkowym w hotelowego boya), bo z powodu bólu w klatce piersiowej musiał się wycofać niczym Amerykanie z Wietnamu jeszcze przed pierwszym meczem. Po kilku tygodniach Anglik miał wylew, który jego agent określił jako "niegroźny". Tak samo polska prasa pisała o kopaczach z Ekwadoru przed ostatnim mundialem. Wiking po tym "niegroźnym" wylewie miał dziewięciomiesięczną dartową przerwę, powracając dopiero na rozgrywane ostatnio w Turcji Turunc Open. Tam niezgodnie z tradycją chudszy Andy, zgodnie z tradycją odpadł w półfinale. Zczuba.pl życzy mu jednak jak najwięcej sukcesów, browarów z pianką na dwa palce i zdrowia by pić je ciężarówkami. Gdyby też Mr Fordham zechciał kiedykolwiek odwiedzić nasz piękny kraj, dysponujemy pełnymi lodówkami chłodnego piwa.