Trzej królowie ze wschodu (i inni)

Z naszą kochaną Orange Ekstraklasą nie może być tak źle, skoro wzmocnili ją w tym sezonie dwaj byli królowie strzelców zagranicznych lig. Fakt, słowackie, a tym bardziej indyjskie rozgrywki to jeszcze nie Premiership, ale od czegoś trzeba zacząć. Zarówno Martin Fabuš jak i Nigeryjczyk Dudu Omagbemi sprawiają na razie niezłe wrażenie i oby tak pozostało.
Zacznijmy od tego, że wielu chciałoby królem zostać, ale - jak to w życiu - nie każdy może:



Martin Fabuš aż dwa razy sięgał po koronę króla strzelców ligi słowackiej: w 1999 roku samodzielnie - jako zawodnik Dukli Trenczy z 19 golami oraz w 2003 - jako zawodnik Trenczyna i Żiliny z 20 trafieniami i do spółki z Markiem Mintalem (tak, tym późniejszym królem strzelców Bundesligi). Słowak szybko znalazł wspólny język z kolegami z chorzowskiego ataku i już dwukrotnie wpisał się na listę strzelców - m.in. w meczu z Mistrzem Polski:



MacPherlin Dudu Omagbemi w sezonie 2004/2005 zdobył tytuł króla strzelców indyjskiej ekstraklasy oraz został uznany za jej najlepszego zawodnika. Występując w Sporting Clube de Goa trafił 27 razy do bramki rywala (w 32 meczach). Na dzień przed zamknięciem wakacyjnego okienka transferowego, Dudu podpisał roczny kontrakt z Wisłą Kraków. Zadebiutował 23 września w meczu z Polonia Bytom i jak na osobę noszącą przydomek "Goal Machine" od razu strzelił bramkę.



Nerijus Vasiliauskas, trzeci z naszych królów ze wschodu, nie może się pochwalić golem na pierwszoligowych polskich boiskach (jednym w II lidze). Król strzelców ligi litewskiej z 1999 roku zdobył dla Żalgirisu Wilno 10 goli w 17 meczach. Pierwszoligowy bilans dla Wisły Płock jesienią 2002 jest przy tym skromniutki: 3 mecze i 0 goli.

Przypadki pozostałych królów toczyły się w trochę inny sposób:

Iljan Micanski w sezonie 2004/05 dla Pirinu 1922 Błagojewrad ustrzelił 21 goli w 29 meczach i został królem strzelców ligi bułgarskiej. Sęk w tym, że był to tylko szczebel II-ligowy. A po świetnym początku w Amice (bilans: 17-6) "Julek" nie może się odnaleźć w poznańskim Lechu.



Hernan Rengifo przybył do Lecha z Universidad San Mart~n de Porres. Na pożegnanie z Peru, zwyciężył w 2007 r. w turnieju Apertura I ligi peruwiańskiej oraz zdobył tytuł króla strzelców tej fazy. Apertury nie można jednak uznawać za "cały sezon", stanowi tylko jedną z jego faz, stąd Rengifo nie możemy uważać się za "w pełni koronowanego" króla. Co nie zmienia faktu, że gole strzelać potrafi:



Na koniec dwaj stranieri, którzy najlepszymi snajperami zostali już po wyjeździe z Polski.

Białorusin Andriej Chlebosołow w roku 1992 zagrał dla Wisły Kraków 12 razy, ani razu nie strzelając jednak gola. Po powrocie do ojczyzny był jednak dwukrotnie najlepszym strzelcem ligi - w latach 1996 oraz 1997 dla Biełszyny Bobrujsk zdobył kolejno 34 oraz 19 goli.

Cornelius Udebuluzor przybył do Górnika Zabrze z Nigerii. W ekipie z ul. Roosevelta zaprezentował niezłą formę jesienią '96 - uwieńczoną 4 golami w 17 meczach. Później grał w Grecji, ale widać ciągnęło go do bardziej egzotycznych stron (choć dla niego i Polska i Europa musiały być egzotyczne) i tym sposobem wylądował w Hongkongu, gdzie strzelając dla Buler Rangers FC 12 goli w sezonie 2001/02, sięgnął po tytuł króla strzelców.

Skomentuj:
Trzej królowie ze wschodu (i inni)
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Polecamy