Czarne kwiaty, białe korzenie: Brodny sport

Peter Griffin, bohater popularnej kreskówki, Family Guy, postanowił kiedyś zapuścić brodę, co skwitował słowami: "Czas dołączyć do grona wielkich ludzi z brodą. Myślicie, że dlaczego Jezus był tak popularny? Z powodu magicznych sztuczek?". My te słowa wzięliśmy sobie do serca. A sportowcy?
O brodach można by godzinami i na różne sposoby. Naprawdę wierzymy, że brodacze są stworzeni do rzeczy wyższych. Nawet jeśli zajmują się żłopaniem piwa, to i tak robią to lepiej niż ich ogoleni koledzy. Nie żeby gładkie twarze stały na z góry straconej pozycji. Na to, że golący się codziennie, są w stanie zrobić karierę, mamy także liczne przykłady. Skupimy się dziś jednak na postaciach, których do sportowego panteonu zawiodła dbałość o wygląd szczęki, albo tej dbałości brak. Szlaki przecierał ponoć W.G. Grace - XIX wieczny angielski krykiecista:



Rzućmy zatem okiem na kilku jego następców.

Ostatnio bardzo "on topic" była broda Barona Davisa, lidera Golden State Warriors. Skazywani na pożarcie koszykarze ze Złotego Stanu, zmietli w pierwszej rundzie play-off NBA, typowanych na mistrzów, Dallas Mavericks, a bohaterem serii był właśnie Baron. Obrona Mavs rozstępowała się przed nacierającym, zarośniętym Davisem, niczym Morze Czerwone przed zarośniętym Mojżeszem. Czy gładko ogolony gwiazdor poprowadziłby "Wojowników" do zwycięstwa? Być może. Czy byłoby ono wtedy tak nośne? Na pewno nie. Mówi się, że pod zarostem Barona nie ma szczęki, tylko kolejne dwa punkty dla Golden State.

To nie tak, że w NBA nie ma innych brodaczy, ani tym bardziej nie było ich wcześniej. Po prostu tylko nieliczni są świadomi swojego powołania. Pierwszym słynnym koszykarzem, którego nie imały się maszynki do golenia, był Bill Walton. Grający w latach 1974-1987 center zdobył 2 tytuły mistrzowskie z Portland i Bostonem i m.in. nagrodę MVP za sezon 1978. A wszystkiego dokonał wyglądając jak skrzyżowanie Wielkiej Stopy i Abrahama Lincolna (minus cylinder). Ogniwem spajającym czasy Waltona i Barona Davisa był Vlade Divac. Przyszedł do Los Angeles Lakers w 1986 roku i pokazał jak się gra i nosi brodę w byłej Jugosławii. Do dziś jest nieoficjalnym patronem wszystkich białych koszykarzy, noszących pełny zarost. Znamienny jest fakt, że u schyłku kariery, gdy nie dawał już rady, ogolił się.

Inne dyscypliny także mają swoich kłujących i chroboczących bohaterów. Motorem napędowym tegorocznego tryumfatora Ligi Mistrzów jest od lat Gennaro Gattuso. Psychopatyczny muszkieter na pewno wiele zawdzięcza pracy na treningach i ogromnemu uporowi, ale wystarczy na niego spojrzeć, żeby dostrzec, że chodzi nie tylko o to. Z drugiej strony, nawet piłkarz bez ogromnych sukcesów, dzięki fantazyjnemu zarostowi jest w stanie zapisać się w annałach futbolowych, chociażby włochatymi zgłoskami. Tak jest np. w przypadku Abela Xaviera - wielokrotnego reprezentanta Portugalii. W sierpniu Xavier dołączy do składu Los Angeles Galaxy i jeśli nie wiecie, dzięki czemu 34-letni obrońca, po solidnej, ale bez spektakularnych momentów, karierze na boiskach Europy, znajdzie się w takiej samej sytuacji co David Beckham, to znaczy, że nie czytaliście do tej pory uważnie.



A kolejne brodate wyjątki wśród ogolonych mistrzów sportu potwierdzają regułę. Ot, chociażby Andre Agassi i Boris Becker - jedni z najwybitniejszych tenisistów w historii. Zwycięzcy licznych turniejów, ikony popkultury, nie doszli do wszystkiego jedynie machając rakietą. Andre po mrocznej fazie fascynacji pudel metalem, skupił się jednak na pielęgnowaniu tego, co miało doprowadzić go do wielkości. Gdy w pewnym momencie zaczął reklamować maszynki do golenia, wiedzieliśmy, że to już ostatnia prosta w karierze Amerykanina. O Borisie zaś Wikipedia mówi: "agresywny woleista, z potężnym serwisem". My mówimy o nim: "wiecznie nieogolony rudzielec poślubiony ciemnoskórej kobiecie".

Niemcy w ogóle wydają się narodem, dostrzegającym potęgę owłosionej szczęki. Gdy Jens

Jeremies szukał czegoś, co wyróżniłoby go spośród grona poukładanych i niesamowicie solidnych obrońców niemieckich, odstawił na pewien czas golarkę elektryczną. W tym roku Nick Heidfeld, czując na swych plecach oddech Roberta Kubicy, chwycił się, a właściwie pozbył się brzytwy, co przyniosło znakomite efekty.

Polacy jednak nie gęsi i swój zarost mają. Wszyscy krajowi bramkarze zamiast uczyć się Dudek Dance i tatuować sobie na piersiach logo Pogoni Szczecin, powinni podpatrze1ć, jak Jerzy Dudek i Radosław Majdan pielęgnują swoje bródki. Nie musimy dodawać, co w Radku widziała Doda, bo na pewno nie pewny punkt w bramce Wisły Kraków. No i należy w tym momencie oddać także hołd mistrzowi olimpijskiemu, Władysławowi Komarowi. Nasz nieodżałowanej pamięci kulomiot, wzbudzał podziw nie tylko swoimi osiągnięciami, ale przede wszystkim dlatego, że wyglądał tak, jakby mógł wykarczować hektary lasów w Rumunii, a potem przybić piątkę niedźwiedziowi. Nam, patrząc na jego zdjęcie, przychodzą do głowy tylko dwa słowa: "męskość" i "zajebistość".



Odejdźcie z kwiatkiem

Zachęcamy was serdecznie do zapuszczenia brody. Jeśli wśród czytelników "Z czuba.pl" znajdują się brodacze, prosimy ich o przesłanie fotografii z motywem sportowym. Najlepszą opublikujemy za tydzień.