Sport.pl

Czarne kwiaty, białe korzenie: Skopana literatura

Kiedyś panowało przekonanie, że pisarz, to taki pan, który chodzi kilka centymetrów ponad chodnikami. Później pojawili się tacy literaci, którzy siedzieli non stop w podziemiu. Chcemy udowodnić wam, że pismaków kręcą również sprawy całkiem codzienne i przyziemne. Na przykład sport. Opowiemy o swoich lekturach, które mogły, a może nawet miały wpływ na nasze sportowe zainteresowania.
Sport ma dziwne miejsce w historii literatury. Początkowo był kojarzony z najbardziej prymitywnymi instynktami, więc tam gdzie się pojawiał, była też krew, gwałty i grabieże. George Orwell napisał kiedyś o nim: "Brany na poważnie nie ma nic wspólnego z fair play. Jest nierozerwalnie związany z nienawiścią, zazdrością, chełpliwością, z pogardą dla wszelkich zasad i sadystyczną przyjemnością z oglądania przemocy: innymi słowy sport równa się wojna minus strzelanie". Resocjalizował ten pogląd Zygmunt Freud twierdząc: "Sport jest sublimacją popędu do przyglądania się i tendencji: sadystycznych, ekshibicjonistycznych, homoerotycznych i erotyki ruchowej" - dużo lepiej brzmi, prawda? (Gdy czytamy Dyskobola Kazimierza Przerwy-Tetmajera skłaniamy się ku freudowskim wnioskom). Później był okres działalności awangardy (Tadeusz Peiper "Futbol"), która namiętnie grała w piłkę i, jak przystało na futurystów, obstawiała wyniki u bukmacherów. Po wojnie był jeszcze Albert Camus, o którego miłości do piłki nożnej trochę więcej napisaliśmy już tutaj.

Z tych różnych okresów nie pozostała jednak żadna spójna całość, wręcz przeciwnie, sport w literaturze pojawia się epizodycznie i przypadkowo. Nasze lektury również są przypadkowe i przypadkowa będzie ich klasyfikacja. Po prostu chcemy się z wami podzielić tym, na co do tej pory trafiliśmy w swojej krótkiej czytelniczej przygodzie.

Poza poetami, Tetmajerem, Wierzyńskim, Peiperem, w Polsce zaistniało dwóch pisarzy, którzy za abonament Polsatu Sport daliby sobie odciąć prawą, piśmienną rękę. Pierwszym z nich był Stanisław Dygat, prozaik, którego największa popularność przypadła na lata 60-te XX wieku. Jego biografia naznaczona jest takimi epizodami, jak mecz tenisowy z Witoldem Gombrowiczem (wygrany) i poważna kariera bokserska. Jego powieści również nafaszerowane są sportową magmą. Bohater "Pożegnań" podobnie jak autor, próbował zostać bokserem, a główny bohater "Disneylandu" jest wybitnym lekkoatletą, któremu w karierze na miarę Roberta Korzeniowskiego przeszkadzają tylko piękne kobiety.

Drugi pisarz-Polak, krzewiący w swoich powieściach miłość do sportu, to Jerzy Pilch. Piłka nożna jest katalizatorem jego egzystencjalnych rozważań w niemal całej twórczości. Dałby się pokroić zarówno za abonament sportowej stacji telewizyjnej, jak i za ukochaną Cracovię. Z "Bezpowrotnie utraconej leworęczności" dowiadujemy się również o jego niewczesnej karierze bramkarza, co Pilcha jeszcze bardziej zbliża do innego J.P., lubiącego krakowskie "Pasy". O JP2 felietonista "Dziennika" pisał zresztą wprost, w dramacie scenicznym Narty Ojca Świętego, w którym powołał papieża do piłkarskiej kadry.

Na świecie oczywiście również pojawiają się szaleńcy, rzucający się na miłe naszym sercom tematy. Stephen King miły jest naszym sercom nie tylko dlatego, bo napisał opowiadanie-esej o baseballu pod tytułem "Pałka niżej!", ale również dlatego, bo swoją zawodową karierę zaczynał od tekstów sportowych w czasopismach. Cykl opowiadań "Marzenia i koszmary" opatrzył notą, w której wspomina, że przez jakiś czas stanowił całą redakcję sportową tygodnika "Lisbon Enterprise". "Pałka niżej!" opowiada o losach baseballowego zespołu Bangor West All-Star w rozgrywkach Małej Ligi stanu Maine w 1989 roku (wygrali ją wtedy po raz pierwszy od 18 lat). Nic nam nie wiadomo natomiast o pornograficznej ekranizacji owego dziełka.

O ile sport w książkach, o których pisaliśmy do tej pory, był tylko pretekstem, katalizatorem, tłem dla jakiegoś meritum, to "Futbolowa gorączka" Nicka Hornby'ego jest już pełną egzaltacją tematu. Autor przedstawia w niej siebie jako gorącego kibica Arsenalu Londyn. Niektóre wyimki z tej powieści naprawdę przypadły nam do gustu, na przykład: "Hałaśliwi kibice. Z moich doświadczeń wynika, że publiczność daje z siebie najwięcej, gdy jej drużyna przegrywa, lecz dobrze gra. Między innymi dlatego najbardziej lubię wracać z meczów po zwycięstwie 3:2". Książka jest serio zabawna, wybaczamy autorowi, że napisał oprócz niej kilka komedii romantycznych, a w ekranizacji jednej z nich zagrał ten pan.

To by było na tyle, to nie są jedyni autorzy w naszej czytelniczej karierze, ale chyba czujemy z ich książkami więź wybiegającą poza ramy opisu (Jeden z nas pisze pracę magisterską o powieściach Stanisława Dygata). Pewnie, że też byśmy chcieli coś takiego napisać w przyszłości. Ale na razie pozycja fanów nam w zupełności odpowiada. Po prostu dobrze jest mieć w sporcie dobry support.

Komu kwiat a komu korzeń?

Nagroda "in plus" należy się chyba nieocenionemu w kategoriach ziemskich, Zygmuntowi Freudowi za poszerzenie naszego słownika pojęć o "erotykę ruchową". Cokolwiek to znaczy, cieszymy się, że oglądając koszykówkę, sublimujemy swoje podświadome skłonności.

Korzeń należy się amerykańskim filmowcom za remake "Gorączki futbolowej". W hollywoodzkiej adaptacji filmowej główny bohater nie kocha piłki nożnej, tylko, o zgrozo, baseball.

***************************

Teksty "Czarne kwiaty, białe korzenie" spółki spiro&kostrzu we wtorki i soboty w serwisie, a więcej w tym klimacie na sokratesljoekelsoey.blox.pl