Zamiast jedenastki kolejki: pean na cześć Piotra Reissa

Nie ma w naszej piłce ligowej drugiego takiego piłkarza-symbolu swojego klubu (Jacek Zieliński już tylko trenuje Legię). W tym sezonie jest też chyba najlepszym i najrówniej grającym zawodnikiem I ligi. Paolo Maldini Orange Ekstraklasy. Lider klasyfikacji strzelców oraz asyst. Alfa i omega Lecha Poznań. Po prostu: Ka-ka-es Piotr Reiss.
Reiss: Lepszej okazji nie mogłem sobie wymarzyć

Uwaga, będziemy się głównie zachwycać.

Przed rozpoczęciem tego sezonu Piotr Reiss miał na koncie 87 goli w I lidze, więc by wkroczyć do Klubu Stu potrzebował 13 trafień - tylu, ile zdobył w swoim do tej pory najlepszym sezonie (2003/04). Jak wiadomo wiosen człowiekowi przybywa, a nie ubywa, sprawność już też nie ta, drobne kontuzje zdarzają się częściej niż młodszym, ale mimo to zawodnik swoich ambitnych planów nie ukrywał, zarówno jeśli chodzi o sukces drużynowy, jak i indywidualny (wypowiedź z końca października):

W klubie wszyscy powtarzają, że mamy czas, aby zbudować tu silny zespół. Że sukces przyjdzie za rok, za dwa. Niby tak Tylko, że ja czasu już nie mam. Chciałbym zostać wreszcie mistrzem Polski, a ten sezon to jedna z moich ostatnich szans.

Muszę przyznać, że marzę o tym, aby zostać królem strzelców. Nigdy do tej pory mi się nie udało. Jeśli nie teraz, to kiedy? No i mistrzostwo Polski. Muszę próbować chwycić wszystko na raz, bo czas dla mnie płynie nieubłaganie.


Z mistrzostwem, przynajmniej w tym sezonie się nie uda, ale wymarzoną koroną króla strzelców już prawie na pewno tak. Najlepszy snajper - prestiżowa sprawa, ale chyba nie tak, jak 100 goli. W tej liczbie jest coś niesamowitego.

Droga do Klubu Stu rozpoczęła się 30 lipca 1994 w wyjazdowym meczu z ŁKS-em, zakończyła dziś, ok. godziny 20.21 na stadionie przy ulicy Bułgarskiej. 64 minuta meczu z Widzewem:



Reiss graczem ze stówą na liczniku pozostał jednak 5 minut, bo właśnie po takim czasie padł gol jego autorstwa na 5:1:



Od premierowego gola w Łodzi minęło niespełna 13 lat (kolejna trzynastka w tym artykule, hm...). Jeśli spojrzymy na skład poznaniaków z tamtego (Przybylski, Wojtala, Bąk, Kryger, Rzepka, Piskuła Kofnyt, Dembiński Remień, Trzeciak, Przysiuda) okaże się, że młodzian towarzystwo miał nie byle jakie (inna sprawa, że obecnie większość z nich piłkę ogląda tylko w telewizji). Pierwszy gol padł w pierwszoligowym debiucie poznańskiego snajpera. Debiuty zakończone bramkami stały się jego specjalnością - takie "wejścia smoka" zaliczał też w Herthcie Berlin, reprezentacji Polski (wygrana 3:1 w Bratysławie za Wójcika) oraz po powrocie do drugoligowego wówczas Lecha w 2002 roku.

W Reissie fajne jest to, że jest świadom, że nigdy nie miał zadatków na sprintera czy jakiegoś wybornego technika i że musi wykorzystywać inne walory.

Tej szybkości innym zazdroszczę najbardziej. Gdybym ją miał, byłbym zupełnie innym zawodnikiem - i lepiej by się dryblowało, i dochodziło do wielu sytuacji. Ale tego już nie zmienię, muszę sobie radzić, z tym, co mam. Czyli z myśleniem na boisku, z takim specjalnym zmysłem. To wraz z odpowiednim doświadczeniem pozwala mi być skutecznym

No właśnie - popatrzmy:





Na deser kilka rzeczy, które o Reissie chcielibyście wiedzieć, ale nie wiecie kogo zapytać.

w 1998 roku po przegranym meczu z Płockiem sędzia Żyjewski oskarżył go o powiedzenie słów: "Mafia się tobą zaopiekuje". Zawodnik zaprzeczał. Niedługo później do domu sędziego wrzucono 3 butelki z benzyną. Ostatecznie po karze PZPN-u w zawieszeniu (nie wiadomo do końca na jakiej podstawie, słowo przeciwko słowu) doszło do porozumienia między obydwoma panami.

z wykształcenia jest mechanikiem samochodowym, choć gdy ma kłopoty z autem, udaje się, do "prawdziwego mechanika".

wystąpił z numerem 10 w meczu z Francją na St. Denis (0:1 za Engela) - naprzeciw również z dziesiątką biegał Zinedine Zidane

jego syn Adrian trenuje w młodzikach Lecha i jak tata jest napastnikiem (gdybyśmy byli w Anglii, już przyjmowano by zakłady czy też wejdzie do Klubu Stu (kurs 1000:1) i czy stanie się1 to w meczu z Widzewem (kurs 400000:1))

w Pucharze UEFA zaliczył 3 mecze - 2 dla Lecha z Terekiem oraz 1 dla Herthy z Amiką (zakończony zresztą golem w debiucie na arenie europejskich pucharów)

za najważniejsze gole uważa te zdobyte w finale Pucharu Polski z Legią (wcześniej ustrzelił też przeciw niej hat-tricka zapewniając klubowi utrzymanie). Podczas fety na Starym Rynku w Poznaniu w ferworze emocji rzucił kibicom marynarkę z telefonem komórkowym w kieszeni

Pomimo propozycji z Wisły Kraków czy z Bełchatowa (wówczas wyszydzanej ) pozostał wiernym Lechowi:

Mogę o sobie powiedzieć, że jestem prawdziwym lechitą. Zdarzało mi się wiele razy, że frustrowałem się tym bałaganem, który panował w klubie. Miałem dosyć. Mówiłem sobie "czas uciekać". A potem pojawiała się dobra oferta, na przykład z Wisły Kraków, a zamiast skakać z radości, myślałem: "A może jeszcze nie? Może w Lechu będzie lepiej?". I choć to było irracjonalne myślenie, choć czasami sam sobie nie wierzyłem, doczekałem tych lepszych czasów.

Piotr Reiss. 101 goli dla Kolejorza. Duma i tradycja Lecha.

Polecamy