Sport.pl

Najgorsze wymówki Ekstraklasy

Jaka jest nasza liga, każdy widzi. A przynajmniej ten, który nie boi się otworzyć oczu i spojrzeć na to, co się dzieje na polskich murawach. Jak w prawdziwej piłce nożnej, tak i w Ekstraklasie zdarza się, że nie idzie. A jak nie idzie, to trzeba się wytłumaczyć. Czasem w sposób racjonalny, czasem nie. Innym zaś razem jeszcze gorzej niż nieracjonalnie. W tym oto wyjątkowym zestawieniu zebraliśmy dla Was najgorsze z wymówek, jakie słyszał świat. I pisząc ''świat'', mamy tak naprawdę na myśli nas.

Jakub Rzeźniczak

Musimy sobie szczerze powiedzieć, że przyjeżdżając na taki stadion, gdzie pachnie kiełbaskami, gdzie mamy bloki dookoła, ciężko o piękną grę. Nie czuje się atmosfery meczu i to na pewno nie pomaga.

Spisek kiełbasianych skrytożerców oraz blokersów przeciwko futbolistom trwa. Faktycznie atmosfera jest najważniejsza i żeby ją zrobić, to nie używa się w tym celu kiełbasek i bloków, tylko krewetek i kolacji przy świecach w eleganckiej restauracji. Każdy powinien to wiedzieć.

Piotr Ćwielong

Jest niedziela, siedemnasta, pogoda też nie dopisuje do grania w piłkę.

Piotr Ćwielong właśnie zredefiniował ''Problemy pierwszego świata''. Ale komu, widząc tego typu wypowiedzi, nie robi się żal biednych piłkarzy, zmuszanych za drobne wynagrodzenie do gry w takich warunkach, które są prawdziwym horrorem?

Maciej Iwański

Ale ja mam rację. Ważę po treningu 20 piłek i 17 z nich nie spełnia norm. Piłka maksymalnie może ważyć 450 gramów, niektóre ważyły i po 600. Spróbujcie kopać coś takiego.

Gdyby zamiast ważyć piłki po treningu kolega Iwański poświęcił nieco więcej czasu na sam trening, może nauczyłby się kopać te piłki, jako i nauczyła się tego cała reszta ligi. Chyba że nie zauważyliśmy, iż wszystkie mecze rozgrywane są zasadniczo lżejszymi futbolówkami i tylko Maciejowi Iwańskiemu ktoś co chwila podrzuca do stałych fragmentów gry te cięższe.

Marcin Budziński

Lubię nazywać rzeczy po imieniu, a nigdy nie widziałem w sobie takiego talentu, jaki dostrzegali inni. Może po prostu nie jestem prawdziwym piłkarzem? Naprawdę nie jestem pesymistą, tylko realistą. Piłkarzem też wielkim nie będę, choć myślałem, że uda się zostać choćby przeciętniakiem na poziomie Ekstraklasy. Ale nawet o to jest ciężko. Nie obrażę się, kiedy ktoś mnie skrytykuje, bo sam wiem, jak gram.

To nawet nie jest słowo ''szczerość''. Ta wypowiedź odwiedziła ''szczerość'' w domu, ukradła jej butelkę mleka z progu i uderzyła ją wazonem w głowę. Marcinowi Budzińskiemu po zakończeniu nieowocnej kariery piłkarskiej nie polecamy zatrudniać się w branży reklamowej, żeby nie musiał potem wymyślać takich haseł jak ''Nasz proszek pierze tak sobie i jeśli mami być szczerzy to kompletnie nie radzi sobie z plamami po musztardzie''.

Mateusz Żytko

Nie wiem, co mnie tak paraliżuje, może własny stadion i chęć przypodobania się kibicom?

Jak się okazuje, granie przed własnymi kibicami jednak przeszkadza, wbrew utartym stereotypom powtarzanym od wielu lat. Fani są nazywani często ''dwunastym zawodnikiem''. Teraz widać, że to ten zawodnik, który wiąże ci sznurówki, zabiera piłkę i wpada pod nogi. Słowem: samo utrapienie.

Wojciech Pawłowski

Nie chce ośmieszać Korony, ale to co oni prezentują, to jest czwarta liga. Nie starają się w ogóle grać piłką, tylko próbują jakichś wrzutek na aferę i liczą na łut szczęścia przy stałych fragmentach. Na nic więcej ich nie stać.

Faktycznie, tak się nie da grać. Przyjeżdża człowiek na mecz Ekstraklasy, przygotowany do jej standardów, a przeciwnik gra jak czwartoligowiec. Każdy miałby tutaj prawo czuć się oszukany. Zwłaszcza, że w takich wypadkach rywal nie daje jeszcze z reguły czasu na aktywację Trybu Puchar Polski Level: Rookie i od razu atakuje bramkę.

Krzysztof Nykiel

No, ale nigdy nie było tak, by sędziowie w pewien sposób nam pomagali.

Faktycznie, jak tu wygrywać skoro sędziowie nie pomagają? W końcu ten element gry był nawet ujęty w przedmeczowych założeniach taktycznych.

Mateusz Bartczak

Nie spodziewaliśmy się, że sędzia zacznie rozdawać kartki na lewo i prawo. Potraktował nas w sposób brutalny, a później zabrakło już argumentów, by wywalczyć przynajmniej jeden punkt.

A czasem jest nawet gorzej. Sędziowie nie dość, że nie pomagają, to jeszcze dają kartki i potem nie starcza nawet nie tyle zawodników co argumentów.

Łukasz Miszewski

DOŁĄCZ DO NAS NA FACEBOOKU

Która wymówka była najgorsza?
Więcej o: